
By dostać się na igrzyska olimpijskie w łyżwiarstwie synchronicznym zmniejszyli składy niemal o połowę. Udało się i całkiem możliwe, że w 2030 roku w gronie uczestników pojawi się Polska. — Do dzisiaj nie wierzę w to, co się wydarzyło — mówi mówi Agnieszka Filipowicz, przewodnicząca Komisji Łyżwiarstwa Synchronicznego w PZŁF, założycielka i trenerka w SKF Iceskater Gdańsk.
Wśród zmian w programie zimowych igrzysk najbardziej znaczące ilościowo są rezygnacja z kombinacji norweskiej i dołączenie zawodów synchronicznych w łyżwiarstwie. W stworzonym na tę okazję formacie synchro9 (którego anglojęzyczna wymowa zapewne nieprzypadkowo brzmi prawie jak "synchronised") weźmie na igrzyskach olimpijskich we Francji udział dziewięć zespołów dziesięcioosobowych — jeśli wliczymy rezerwowe.
— Kiedy ogłoszono tę decyzje, to byłam na zgrupowaniu z juniorkami w Bydgoszczy. Dostałam link do informacji, ale nie działał, bo cały świat próbował wejść na stronę. Praktycznie się popłakałam w tamtym momencie. To była ogromna chwila dla całego środowiska — podkreśla Filipowicz.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Jej klub istnieje od 15 lat i ma 12 drużyn w różnych kategoriach wiekowych. Łącznie ponad 200 zawodników i zawodniczek. Obok Filipowicz najważniejszą postacią jest Marcin Międlarz, który został pierwszym polskim specjalistą technicznym ISU. Poza tym działa drugi klub w Gdańsku, a także kluby w Bydgoszczy, Łodzi i Toruniu. Zdaniem Filipowicz to kwestia czasu, żeby było ich więcej. W tym roku w marcu w Gdańsku organizowano mistrzostwa świata juniorów i na trybunach zasiadło około 3000 widzów, więc zainteresowanie tą dyscypliną istnieje.
Ona łyżwiarstwem synchronicznym zajmuje się od ćwierć wieku, dobrze zna próby włączenia go do programu IO. Nie udało się ze względu na szerokie składy. W klasycznym formacie są 16-osobowe z udziałem także mężczyzn, którzy jednak są w mniejszości. W tym roku w zespole mistrzów świata Les Supremes z Kanady występował jeden, a w klubie z Gdańska wśród ponad 200 trenujących też obecnie znajduje się tylko jeden chłopiec.
Pod kątem igrzysk początkowo zaproponowano drużyny 12-osobowe (co nazwano Elite 12), a potem synchro9 tylko dla kobiet. Można się domyślać, że MKOl postanowił wykorzystać ten pomysł w swojej walce o równą liczbę olimpijczyków obu płci. Paradoks polega na tym, że w efekcie pań będzie potencjalnie łącznie o kilka więcej, a jednocześnie w jakiś sposób poszkodowana została mała grupa łyżwiarzy synchronicznych.
Reakcje na synchro9 w środowisku są mieszane. W tym roku po raz pierwszy zostało zaprezentowane podczas pokazów na mistrzostwach świata w Salzburgu. — Odbiór był różny, zdania były bardzo podzielone. Ja uważam, że marzeniem każdego sportowca są igrzyska i jeśli u nas mogło to się udać tylko kosztem zmniejszenie składów, to warto tak zrobić, choć będzie to trochę inny sport — zauważa Filipowicz.