
Marketa Vondrousova, która została zawieszona na cztery lata, ujawnia kompromitujące kulisy nocnej kontroli i wprost oskarża władze tenisa. Mówi, dlaczego chcą one "udowodnić swoją moc" po tym, co się stało w sprawie Igi Świątek.
Zaledwie kilka dni temu światem tenisa wstrząsnęła informacja o czteroletnim zawieszeniu Markety Vondrousovej. Triumfatorka Wimbledonu z 2023 r. i wicemistrzyni olimpijska z Tokio została ukarana za odmowę poddania się badaniu antydopingowemu w grudniu ubiegłego roku. Vondrousova zdecydowała się na rozmowę z czeskim portalem iSport.cz. Ujawnia w nim detale grudniowej nocy i wprost wskazuje, jak oszukano ją przy podpisywaniu dokumentów.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Z relacji Vondrousovej wyłania się obraz totalnego amatorstwa ze strony wysłanniczki antydopingowej. Do zdarzenia doszło późno w nocy. Zawodniczka, będąc sama w domu, usłyszała dzwonek do drzwi i hasło "ITF Doping". Gdy zeszła na dół z psem, zastała tam całkowicie obcą kobietę.
Zgodnie z rygorystycznymi protokołami, kontroler musi okazać identyfikator, pismo uwierzytelniające oraz wylegitymować zawodnika z dowodu osobistego lub paszportu. Według słów Czeszki, nic z tego nie miało miejsca.
— Ona mi odpowiedziała: "My możemy robić, co chcemy" — relacjonuje Vondrousova. — Podczas przesłuchania komisja słyszała samą kontrolerkę, jak przyznaje się, że nie pokazała mi absolutnie nic. Mój amerykański prawnik zapytał ją, czy pokazała dokumenty. Przyznała, że nie, że miała je w plecaku.
Co więcej, na jaw wyszedł absurdalny fakt: kontrolerka w ogóle nie sprawdziła tożsamości gwiazdy. — Odpowiedziała przed sądem, że mnie nie wylegitymowała, tylko wcześniej wygooglowała sobie w internecie, jak wyglądam. To szaleństwo. Gdyby zeszła moja siostra, która jest do mnie podobna, w ogóle by tego nie zauważyła — punktuje tenisistka.
Czeszka twierdzi, że pod presją agresywnie zachowującej się kobiety podpisała podsunięty jej formularz, byle tylko pozbyć się jej z budynku. Jak się okazało, dano jej do podpisania nieaktualny dokument z 2009 r., w którym widniała informacja, że maksymalna kara za odmowę badania to dwa lata (a nie cztery, jak obecnie zakłada kodeks — red.). Mimo przyznania się kontrolerki do tych błędów niezależny trybunał ITIA całkowicie to zignorował, nakładając najwyższy z możliwych wymiarów kary.
Czeszka nie ukrywa, że wpadła w panikę, odmawiając wpuszczenia obcej osoby w środku nocy do swojego mieszkania. Za jej strachem kryje się jednak diagnoza medyczna. Zawodniczka od dłuższego czasu cierpi na zaburzenia lękowe, które potęgują się, gdy przebywa sama. Sprawdza zamki, zamyka podwójne drzwi, a gdy czuje się zagrożona, przenosi się do małego pokoju gościnnego, by czuć się bezpieczniej.
Jak czytamy na portalu iSport.cz, w środowisku czeskiego tenisa wciąż żywa jest trauma po brutalnym ataku nożownika na Petrę Kvitovą w jej własnym mieszkaniu. Mimo że obóz Vondrousovej przedstawił w sądzie obszerne opinie niezależnych psychiatrów i psychologów, lekarz z ramienia ITIA uznał, że tenisistka... kłamie.
— Lekarz powołany przez nich przyszedł do sądu i oświadczył, że kłamię. Kiedy zapytano go, dlaczego nawet ze mną nie porozmawiał, odparł: "Nie potrzebuję tego, wystarczyło mi przeczytanie papierów" — opowiada tenisistka.
Dlaczego zatem, mimo tylu nieścisłości proceduralnych, ITIA zdecydowała się na maksymalny wyrok? Marketa Vondrousova uważa, że organizacja potrzebowała kozła ofiarnego, by ratować swój wizerunek.
Tenisistka wraca do spraw Jannika Sinnera i Igi Świątek. Czescy dziennikarze przypominają, że władzom tenisa zarzucano podwójne standardy i ochronę największych gwiazd.
— Po tym, co stało się z Igą Świątek i Jannikiem Sinnerem, kiedy wszyscy krytykowali ich za łagodne podejście do gwiazd, chcieli udowodnić swoją moc na mnie. I udowodnili to — ocenia Czeszka. — Danie czteroletniej kary komuś na moim etapie kariery oznacza realny koniec z tenisem. Nie mam już 20 lat, by czekać cztery lata na powrót.
— ITIA nie może teraz twierdzić, że kontrola została przeprowadzona prawidłowo. Czy oni naprawdę myślą, że się załamię i nie będę się bronić? Jestem w tej sprawie od siedmiu miesięcy i wiem, co się działo. Już w grudniu, podczas pierwszych przesłuchań, czułam się, jakbym kogoś zabiła. Chcą prywatnych wiadomości, chcą absolutnie wszystkiego. Ich celem jest to, żeby człowiek nie wytrzymał psychicznie i się poddał — dodaje.
Czescy dziennikarze przypominają, że władzom tenisa zarzucano podwójne standardy i ochronę największych gwiazd. Trzy dni później Vondrousova przeszła pełną kontrolę, która dała wynik negatywny. Była również regularnie testowana przez cały okres trwania śledztwa.
Jak zapowiada, po otrzymaniu pisemnego uzasadnienia wyroku, rozważa złożenie oficjalnego odwołania do Sportowego Sądu Arbitrażowego (CAS) w Lozannie. — Jednostka nie ma żadnej siły przeciwko nieograniczonej władzy — podsumowuje Vondrousova.