Będziemy się emocjonować licznymi startami Polaków, ale poza tym Wimbledon także zapowiada się fascynująco. Powrót Sereny Williams, ostatnia szansa Novaka Djokovicia, tajemniczy sensor Jannika Sinnera oraz walka o fotel liderki WTA. Przedstawiamy kluczowe pytania przed tegorocznym Wimbledonem.
W Londynie dawno nie prognozowano tak otwartego, ciekawie zapowiadającego się turnieju. Zadziwiające rozstrzygnięcia w Paryżu i głośne nieobecności dają do myślenia i zwiastują także nieprzewidywalny szlem na trawie. Oto najważniejsze kwestie, które wkrótce mogą naszym zdaniem rozstrzygnąć o jego wynikach.
To bez wątpienia największa niewiadoma tegorocznego turnieju. Serena Williams wraca do rywalizacji w singlu po blisko czterech latach przerwy i w wieku 44 lat ponownie chce sprawdzić się na kortach, na których triumfowała aż siedmiokrotnie. Trudno oczekiwać, by od razu włączyła się do walki o tytuł, ale już sam jej powrót elektryzuje tenisowy świat.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
— To, co robi, jest bardzo inspirujące. Widuję ją na siłowni częściej niż wtedy, gdy była u szczytu kariery — przyznał w swoim stylu Novak Djoković. Serb podkreśla, że Williams imponuje zaangażowaniem i pracą, jaką wykonuje, by ponownie rywalizować z najlepszymi zawodniczkami świata. Jej pierwsza rywalka, 20-letnia Maya Joint, nie ukrywa emocji. — To właśnie dzięki niej zaczęłam grać w tenisa. Dorastałam, oglądając, jak wygrywa na tym korcie. Zagrać z nią tutaj to wręcz coś nierealnego — wyznała Australijka.
Pierwsze występy deblowe pokazały, że serwis Amerykanki wciąż może być wielkim atutem, ale największym znakiem zapytania pozostają poruszanie się po korcie i wytrzymałość w dłuższych pojedynkach. Niezależnie od wyniku jej powrót już teraz jest jednym z najważniejszych wydarzeń Wimbledonu 2026.
To może być ostatnia wielka szansa Novaka Djokovicia na zdobycie historycznego 25. tytułu wielkoszlemowego. Serb przystępuje do Wimbledonu w wyjątkowo sprzyjających okolicznościach. Carlitos wciąż leczy kontuzję, a forma Jannika Sinnera jest olbrzymią niewiadomą. Trawa od lat jest nawierzchnią, na której Djoković czuje się znakomicie.
Imago / newspix.pl
Novak Djoković
— Myślę, że jestem lepiej przygotowany niż na Rolanda Garrosa. Gra na trawie wymaga mniejszego wysiłku fizycznego niż na mączce, a ja zawsze uwielbiałem tę nawierzchnię. Wcześniejsze osiągnięcia dają mi dużo pewności siebie — podkreśla. — Moim celem było uzyskanie najwyższej formy właśnie na start w Londynie. Wiedziałem, że przyjazd do Paryża praktycznie prosto po urazie będzie bardzo trudny, ale dzięki temu zyskałem więcej czasu na przygotowania do gry tutaj — dodał.
Jeszcze kilka tygodni temu pod nieobecność Carlosa Alcaraza Włoch byłby teraz głównym kandydatem do triumfu. Wszystko zmienił jednak Roland Garros. Lider rankingu ATP sensacyjnie odpadł już w drugiej rundzie. Wtedy prowadził już 2–0 i 5:1 w trzecim secie z Juanem Manuelem Cerundolo, by doznać poważnego kryzysu fizycznego. — Na korcie czułem zawroty głowy i kompletny brak energii. Po prostu zderzyłem się ze ścianą — przyznał Sinner.
Od tamtej pory nie rozegrał ani jednego oficjalnego meczu. Zamiast tego przygotowywał się w Monte Carlo, gdzie zwrócił uwagę sensorem glukozy na ramieniu. Urządzenie ma pomóc sztabowi monitorować reakcję organizmu na wysiłek, upał, odżywianie i regenerację, aby uniknąć podobnych problemów jak ten we Francji. Zobaczymy, czy pomoże.
Imago / newspix.pl
Jannik Sinner
Ćwierćfinałowa porażka Aryny Sabalenki z Dianą Sznajder, a właściwie jej styl [załamanie i 0:6 w trzeciej partii] zostawiły u Białorusinki poważne ślady. — W zespole długo rozmawialiśmy o tym, co się stało. Zadzwoniłam do psychologa, z którym wcześniej współpracowałam — mówiła przed turniejem w Berlinie liderka rankingu WTA. Zawodniczka w ostatnich latach nie korzystała z jego wsparcia, jednak najwidoczniej ten mecz sprawił, że znów zdecydowała się sięgnąć po pomoc mentalną. Czy udało się przepracować wynik z Paryża? W Niemczech 28-latka doszła do półfinału, gdzie przegrała z Jessicą Pegulą 4:6, 7:6 i w decydującej partii… 0:6. Ciekawe, czy uda jej się pozbierać w całość w Londynie. Szczególnie że ciąży na niej spora presja, o której za chwilę.
Kazaszka ma przed sobą nie tylko szansę na drugi triumf w Londynie, lecz także na objęcie prowadzenia na liście WTA. Rybakina znajduje się w znakomitej sytuacji. Sabalenka broni aż 780 pkt za ubiegłoroczny półfinał, podczas gdy ona tylko 130 za trzecią rundę. Po ich odjęciu przewaga Białorusinki stopnieje do zaledwie 297 oczek. To oznacza, że wszystko rozstrzygnie się na kortach All England Clubu.
Rybakina musi zajść dalej niż Sabalenka. Jeśli awansuje do finału, przeciwniczka będzie musiała odpowiedzieć tym samym. Możliwy jest w nim pojedynek decydujący o pierwszym miejscu.
ZUMA / newspix.pl
Jelena Rybakina
Dla Jeleny to okazja, by po raz pierwszy w karierze zasiąść w fotelu liderki. Przemawia za nią wiele — w tym sezonie wygrała w Australian Open, a do tego trawa jest jej ulubioną nawierzchnią. W 2022 r. triumfowała już przecież w Wimbledonie. Wtedy za sukces punktów wyjątkowo nie przyznawano, w tym roku bonus byłby więc podwójny.
W obecnym sezonie czeskie tenisistki przeżywają odrodzenie. Przede wszystkim mowa o Karolinie Muchovej, która zagrała w trzech finałach — w Dosze, Stuttgarcie i Bad Homburg. Wygrała dwa — w stolicy Kataru oraz w sobotę w niemieckiej "pięćsetce" po kreczu Naomi Osaki. Muchovą na pewno ten triumf mocno nakręci. Pytanie, czy tak samo będzie z jej rodaczką Lindą Noskovą. 21-latka zwyciężyła w Berlinie, by chwilę później gładko odpaść w Hesji z Eleną Gabrielą Ruse. Czeszki w Londynie tradycyjnie na pewno będą jednak groźne. Ostatnio spisywały się tu znakomicie. W 2023 r. tytuł zdobyła Marketa Vondroušova, a sezon później — Barbora Krejčikova.
Tegoroczny sezon na trawie jest udany dla graczy z USA. W Stuttgarcie w finale zmierzyli się Ben Shelton i Taylor Fritz, a górą był ten pierwszy. Fritz przegrał także decydujący mecz w Halle, gdzie lepszy okazał się inny z jego rodaków Frances Tiafoe. W finale w Queen’s Clubie również nie mogło zabraknąć Amerykanina. Tym razem zagrał w nim Tommy Paul, który uległ jednak Argentyńczykowi Francisco Cerundolo. Najmniej znanym tenisistką zza oceanu, który walczył o końcowy triumf, był Ethan Quinn. Na Majorce uległ jednak Alejandro Davidovichowi Fokinie.
Jedynie w finale w Den Bosch nie zagrał żaden tenisista ze Stanów, ale tam błyszczał nasz Kamil Majchrzak. Kibice z USA na swojego rodaka w finale Wimbledonu czekają już 17 lat. Ostatnim był Andy Roddick, który przegrał z Rogerem Federerem. Ostatnim triumfatorem z kraju Wuja Sama został w 2000 r. Pete Sampras.