
FIFA popełniła gigantyczny błąd, wyznaczając Slavko Vincicia do finału MŚ 2026. To, co pokazał Słoweniec w meczu Argentyny z Hiszpanią, było zatrważające. I w związku z tym pojawiły się oskarżenia o oszustwo oraz faworyzowanie ekipy Leo Messiego.
Komentarz
Poniżej streszczenie artykułu:
Skrót przygotowany przez Onet Czat z AI, może zawierać błędy.
Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
FIFA popełniła gigantyczny błąd, wyznaczając Slavko Vincicia do finału MŚ 2026. To, co pokazał Słoweniec w meczu Argentyny z Hiszpanią, było zatrważające. I w związku z tym pojawiły się oskarżenia o oszustwo oraz faworyzowanie ekipy Leo Messiego. Decyzja ta miała jednak drugie dno, na którym ucierpiał Szymon Marciniak.
— Dla nas turniej dobiegł końca. Oczywiście było logiczne, że nie można co cztery lata sędziować finału mistrzostw świata. Oczywiście jest pewien niedosyt — mówił Szymon Marciniak na nagraniu, które opublikował w sobotę. Ale czy rzeczywiście to takie logiczne? Niedzielne starcie Hiszpanii z Argentyną pokazało nam, że FIFA osiągnęła apogeum błędnych decyzji.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Ale zacznijmy od początku. Wyznaczenie Slavko Vincicia do sędziowania finału mundialu 2026 wywołało spore emocje, ale Słoweńcowi nie można było odmówić, że wcześniejsze mecze na tym turnieju poprowadził dobrze. Może nie wybitnie, ale solidnie. Poza tym wybór miał ten dodatkowy podtekst. Z naszych informacji wynika, że był to ostatni międzynarodowy mecz Vincicia. W ten sposób FIFA chciała uhonorować jego karierę.
Czy jednak przypadkiem nie wsadzili go na minę? Już pierwsze 45 minut sprawiło, że wokół arbitra zrobiło się niezwykle gorąco. Pobłażliwe traktowanie Argentyńczyków, niepodyktowanie kilku wyraźnych fauli, długie zwlekanie z pokazaniem żółtych kartek. Po pierwszej połowie można było mieć wrażenie, że Vincić ma kłopot z udźwignięciem rangi tego spotkania. A nawet nie padła jeszcze żadna bramka.
W takiej sytuacji Vincić nie odgwizdał faulu
Po zmianie stron sytuacja na murawie się nie zmieniła. Hiszpanie naciskali, Argentyńczycy próbowali przetrwać, a Słoweniec podobnie jak wcześniej popełniał błędy. — To nie jest sędzia na poziom finału mistrzostw świata — wypalił w pewnym momencie na antenie TVP komentujący finał Mateusz Borek. I trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Jest ono niezwykle proste, ale jakże trafne.
Groteskowe były nie tylko decyzje Vincicia (albo ich brak), ale nawet to, jak posłużył się w pewnym momencie sędziowską pianką. Oczywiście, to tylko żartobliwe podsumowanie formy arbitra w finale mundialu, ale nagrania z tej sytuacji już stają się viralem w mediach społecznościowych. I to również o czymś świadczy. Problemem od samego początku było jednak coś innego.
Alex Baena "oberwał" od Vincicia
Pokuszę się o stwierdzenie, że występ Słoweńca mógłby wyglądać zupełnie inaczej, gdyby nie początek spotkania. Gdyby Vincić szybko pokazał kartkę któremuś z Argentyńczyków i jasno wyznaczył granice, to wszystko mogłoby potoczyć się inaczej. W pewnym momencie można było odnieść wrażenie, że Albicelestes pozwalają sobie na zbyt dużo w stosunku do sędziego. I w związku z tym znów pojawiły się zarzuty o faworyzowanie ekipy Leo Messiego.
A z każdą minutą było coraz gorzej. I w 93. minucie faktycznie emocje wzięły górę. Enzo Fernandez ewidentnie sfaulował jednego z Hiszpanów i obejrzał drugi żółty kartonik. Choć przewinienie było oczywiste, Argentyńczyk i tak protestował i nie spieszyło mu się z zejściem z boiska. Vincić w tej konkretnej sytuacji kartkę pokazał, ale podobnych zachowań wcześniej w meczu było więcej. Rodzi się więc pytanie: skąd ten brak konsekwencji?
Na to pytanie zapewne odpowiedzieć może sobie tylko sam arbiter. Ostatecznie po dogrywce lepsi okazali się Hiszpanie, którzy wygrali 1:0 i zdetronizowali mistrzów świata sprzed czterech lat. Teraz to oni mogą pochwalić się tym tytułem. Błędy Słoweńca nie wypaczyły wyniku spotkania, ale było ich na tyle dużo i były na tyle wyraźne, że nie sposób je pominąć. A na tym wszystkim ucierpiał Szymon Marciniak.
To boli najmocniej. Polak mógł napisać historię i poprowadzić drugi finał mistrzostw świata z rzędu, ale FIFA zdecydowała inaczej, na czym się sparzyła. Oczywiście, nasz rodak na tym mundialu zaliczył sporą pomyłkę, w dodatku w meczu Argentyny, ale to nie powinno było całkowicie przekreślać jego szans. To tylko gdybanie, ale wydaje się, że na papierze mógłby znacznie lepiej udźwignąć ciężar tego starcia.
I to nie mimo tego, że cztery lata temu prowadził finał Argentyny, a właśnie dzięki temu. O tym się już jednak nie przekonamy...
Ulrik Pedersen/NurPhoto via Getty Images / Getty Images