
"Wstyd, żenada, kompromitacja, hańba, frajerstwo, nie wracajcie do domu" — mogą zacytować francuscy kibice po meczu o trzecie miejsce na mistrzostwach świata 2026. Tak druzgocącej porażki nikt się nie spodziewał. Dla Kyliana Mbappe to upokorzenie, jakiego jeszcze wcześniej nie doznał.
Komentarz
Poniżej streszczenie artykułu:
Skrót przygotowany przez Onet Czat z AI, może zawierać błędy.
Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
"Wstyd, żenada, kompromitacja, hańba, frajerstwo, nie wracajcie do domu" — mogą zacytować francuscy kibice po meczu o trzecie miejsce na mistrzostwach świata 2026. Tak druzgocącej porażki nikt się nie spodziewał. Dla Kyliana Mbappe to upokorzenie, jakiego jeszcze wcześniej nie doznał. I to mimo tego, co stało się w drugiej połowie.
Gdy nieco ponad godzinę przed rozpoczęciem spotkania Francja — Anglia o trzecie miejsce na mistrzostwach świata 2026 pojawiły się wyjściowe składy obu ekip, byłem spokojny i pomyślałem: "Francuzi to biorą". Thomas Tuchel zdecydował się na "drugi garnitur" i wymienił niemal całą podstawową jedenastkę. Nie zobaczyliśmy między słupkami nawet Jordana Pickforda.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Didier Deschamps również zdecydował się na zmiany, ale kilku kluczowych piłkarzy wybiegło na murawę od pierwszej minuty: Kylian Mbappe, Michael Olise, Desire Doue czy Mike Maignan. Ale co z tego? Skoro od pierwszej minuty to Synowie Albionu dominowali, pokazywali znacznie większe zaangażowanie i widać było, że chcą, aby "futbol wrócił do domu", przynajmniej razem z brązowym medalem.
4:0 dla Anglików po 45 minutach świadczyło samo za siebie. Trójkolorowi nie mieli żadnego atutu, którym mogliby zagrozić rywalowi. A to, jak pokazywali się w obronie, było zatrważające. Długo nie zapomnę widoku Malo Gusto wracającego powolnym krokiem do wstającego Bukayo Saki, który chwilę później strzelił gola na 3:0. W przerwie Didier Deschamps wierzył, że da się to jeszcze odwrócić.
Dlatego wprowadził Ousmane'a Dembele, Bradley'a Barcolę, Dayota Upamecano i Lucasa Digne. I rzeczywiście, pozwoliło to Francuzom wrócić. Ci zaczęli grać znacznie lepiej i role na murawie się odwróciły. Z 4:0 zrobiło się tylko 4:3 i wydawało się, że faktycznie ekipa Mbappe będzie w stanie wyrównać i jednocześnie doprowadzić do dogrywki. Ostatecznie pogrążył ich rzut karny, który spowodował... wspomniany już Gusto.
PAP/EPA/CRISTOBAL HERRERA-ULASHKEVICH
Saka dał piąte trafienie, a ostatecznie zakończyło się wynikiem 6:4 dla Anglików. Mimo ogromnej walki w drugiej połowie wynik ten jest absolutną klęską Trójkolorowych. Po fazie grupowej byli w gronie faworytów do wygrania mundialu. Po wygranych w 1/16, 1/8 finału i ćwierćfinale można było nawet powiedzieć, że stali się głównymi faworytami. Zatrzymali ich jednak pragmatyczni Hiszpanie, a Anglicy pokazali, że może być jeszcze gorzej.
I oczywiście, trzeba oddać Mbappe, Olise i kilku innym Francuzom, że w drugiej połowie pokazali determinację, ale to było za mało. Choć przed półfinałami większość wskazywała ich jako faworytów do wygrania całego turnieju, to kończą go na czwartym miejscu. A to niewątpliwie nie jest wymarzone pożegnanie z reprezentacją dla Deschampsa, który po wielu latach rezygnuje ze stanowiska selekcjonera.
Takiego wyniku i takiego przebiegu meczu o trzecie miejsce nikt się nie spodziewał. We Francji na pewno będzie wrzało i wielu kibiców długo nie będzie mogło wybaczyć swojej kadrze takiego blamażu w dwóch ostatnich spotkaniach, czyli de facto "ostatniej prostej" mistrzostw. To etap, na którym potrzebna była największa koncentracja, a jej po prostu zabrakło. I to ciężko zrozumieć.
Po takim starciu jedno jest jasne: narzekać nie mogli kibice, liczący na wielkie emocje. W końcu je na tym mundialu zobaczyli. Spotkanie Anglii z Francją przyniosło największą liczbę bramek na tegorocznym mundialu, a poza tym intensywność meczu stała na najwyższym możliwym poziomie. Czy niedzielny finał między Hiszpanią a Argentyną jest w stanie przebić sobotnie widowisko? To się dopiero okaże.