
– Zapłaciłem głową za uczciwość, ale nie żałowałem tej decyzji nawet przez ułamek sekundy. Dzięki temu budzę się, patrzę w lustro i nadal widzę w nim tego samego Daniela. Chociaż może nie tego samego, bo już nie jestem selekcjonerem… – mówił Daniel Castellani, gdy przestał być selekcjonerem reprezentacji Polski.
Komentarz
Poniżej streszczenie artykułu:
Skrót przygotowany przez Onet Czat z AI, może zawierać błędy.
Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
– Zapłaciłem głową za uczciwość, ale nie żałowałem tej decyzji nawet przez ułamek sekundy. Dzięki temu budzę się, patrzę w lustro i nadal widzę w nim tego samego Daniela. Chociaż może nie tego samego, bo już nie jestem selekcjonerem… – mówił Daniel Castellani, gdy przestał być selekcjonerem reprezentacji Polski. Wybitnego siatkarza i świetnego trenera wspomina Kamil Drąg.
Nic nie wiedziałem o chorobie nowotworowej Daniela Castellaniego, z którą Argentyńczyk zmagał się od kilku lat. Dlatego gdy po meczu Polska – Turcja w Lidze Narodów Marcin Lepa na antenie Polsatu Sport poinformował o śmierci byłego selekcjonera siatkarskiej reprezentacji Polski, byłem w szoku. Castellani miał zaledwie 65 lat, tak dużo mógł jeszcze zrobić dla swojej ukochanej siatkówki. Znałem Argentyńczyka z czasów jego pracy z naszą kadrą i klubami, przeprowadziłem z nim wiele wywiadów, poznałem jego filozofię pracy i osobowość. Jakim go zapamiętam? Oto kilka obrazków odgrzebanych z zakamarków pamięci.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Triest, 2010 rok. Polacy właśnie wygrali ostatni mecz grupowy mistrzostw świata z Serbami, ale Castellani podczas wywiadu wcale nie promienieje z radości. Wszystko przez kuriozalny system turnieju, który zachęcał do… przegrywania. Pokonując Serbów, Polacy skazali się na grupę śmierci z Bułgarią i Brazylią. – Przed meczem zrobiło się dziwnie. Przed szatnią nikt mnie wprost nie zapytał, ale widziałem w oczach chłopaków, że wszyscy pytają: „szefie, co robimy”? Przypomniałem im tylko, po co zasuwali po siedem godzin dziennie. Dodałem, że siatkówka zasługuje na szacunek. Na trybunach czekało na nas trzy tysiące polskich kibiców. Pan by w takich okolicznościach wyszedł i specjalnie przegrał? – spytał selekcjoner. Odpowiedziałem, że grałbym mimo wszystko o zwycięstwo, i broniłem tej decyzji Argentyńczyka w wielu sporach z kolegami po piórze, którzy twierdzili, że skoro system zachęcał do przegrywania, to trzeba było przegrać. Bo to „element gry”. Rok później podczas mistrzostw Europy w podobnej sytuacji następca Argentyńczyka Andrea Anastasi nie miał skrupułów i kazał zespołowi przegrać. A potem jego zespół zdobył brąz. Castellani nie kombinował i takim go zapamiętam.