
Katastrofa, "apokaliptyczna pierwsza połowa", "samosabotaż" czy deklasacja. Francuskie media nie przebierają w ocenach po porażce Trójkolorowych w meczu o brąz mistrzostw świata 2026 z Anglią. "W tę sobotę francuska drużyna zatonęła niczym kamień" — czytamy w RMC Sport.
Takiego meczu o trzecie miejsce mistrzostw świata nikt się nie spodziewał. Choć oba zespoły nie pałały ochotą do rozegrania tego meczu, to finalnie zafundowały kibicom dziesięć bramek, zwroty akcji i najlepszy spektakl podczas tego turnieju. Ale po pierwszej połowie niewiele na to wskazywało, przede wszystkim za sprawą fatalnej postawy Trójkolorowych. Zespół Didiera Deschampsa na przerwę schodził bowiem z czterobramkową stratą.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
"W sobotni wieczór na Florydzie francuska drużyna nie przetrwała apokaliptycznej pierwszej połowy. Ale ich druga połowa, która na długo pozostanie w pamięci, bardziej przypominała ostatni mecz Didiera Deschampsa" — czytamy na łamach "Le Parisien".
materiały prasowe/zdjęcia / Le Parisien
Dziennik "Le Parisien" dosadnie ocenił występ Francuzów w meczu o brąz MŚ
"To były dwa mecze w jednym, z i bez mentalnej siły, charakteru, intensywności pojedynków i zrozumienia gry. Francuska drużyna została najpierw upokorzona, zdeklasowana i zmiażdżona, wracając do szatni w przerwie z twarzami zarumienionymi ze wstydu. Przez 45 minut Anglia rozmontowywała ich kawałek po kawałku" — czytamy.
"Nigdy wcześniej francuska drużyna nie była świadkiem tak sprzecznych i dziwacznych zachowań, tak równie niepojętych, zarówno w zawrotnym upadku, jak i późniejszym powrocie" — zwracają natomiast uwagę dziennikarze L'Equipe.
Francuscy dziennikarze skupiają się na niesamowitym odrodzeniu kadry Didiera Deschampsa, który przeżywał sporą huśtawkę nastrojów w swoim ostatnim spotkaniu na ławce trenerskiej Trójkolorowych.
materiały prasowe/zdjęcia / pk/L'Equipe
Dziennikarze L'Equipe nie szczędzą gorzkich słów pod adresem francuskiej kadry
"W ten sposób Les Bleus zdołali napisać bezprecedensowy rozdział w historii i dokonać czegoś niezwykłego w meczu, który w ich oczach nie miał nawet znaczenia godzinę wcześniej. Przeszli od całkowitej rezygnacji, absolutnego samosabotażu, który ujawnił niewiarygodną obojętność wobec mistrzostw świata, zaledwie cztery dni po tym, jak nadzieję zastąpiła porażka" — czytamy.
"Katastrofa, a potem bunt" — tak o meczu w Miami rozprawia natomiast serwis RMC Sport, który ubolewa nad formą pożegnania Didiera Deschampsa.
"Katastrofa niczym Titanic. W tę sobotę francuska drużyna zatonęła niczym kamień w meczu z Anglią w meczu o trzecie miejsce mistrzostw świata. W ostatnim meczu Didiera Deschampsa po 14 latach Les Bleus nie pokazali nic, do tego stopnia, że mecz rozstrzygnął się już w przerwie po miażdżącej porażce 0:4" — czytamy.
Francusi nie kryją rozczarowania, zwłaszcza że początkowymi meczami Trójkolorowi rozbudzili spore nadzieje.
"Początkowo na krawędzi, potem triumfująco, Les Bleus opuszczają jednak mistrzostwa świata 2026 z pustymi rękami, poza żalem. Po idealnym początku turnieju, wszystko się rozpadło w półfinale z Hiszpanią, a następnie w tym meczu z Anglią. Nie takiego odejścia oczekiwał Didier Deschamps" — czytamy.
materiały prasowe/zdjęcia / RMC Sport
Nie takiego pożegnania Didiera Deschampsa oczekiwali francuscy dziennikarze
"Najpierw wstyd, a potem bunt" — tak grę reprezentacji Francji oceniają natomiast dziennikarze "Le Figaro".
materiały prasowe/zdjęcia / Le Figaro
We francuskich mediach nie brakuje ostrych komentarzy po drugiej porażce Trójkolorowych na MŚ
"Dziesięć bramek, spektakularne widowisko, kompletnie szalony scenariusz, pobite rekordy i dwie drużyny gotowe na wymianę ciosów. Czy to Miami z tropikalną atmosferą i białymi, piaszczystymi plażami? Perspektywa wakacji?" — zastanawiali się dziennikarze "Le Figaro".
Didier Deschamps na sam koniec swej 14-letniej pracy otrzymał mecz pełen fajerwerków, ale bez happy endu.
"Niezależnie od przyczyny, kibice na Florydzie doświadczyli nieoczekiwanego momentu w tym meczu o trzecie miejsce, w którym nikt nie chciał grać, ale który ostatecznie wszyscy obejrzeli" — czytamy na łamach "Le Figaro".