
Szymon Marciniak swój udział w MŚ kończy tylko na dwóch meczach grupowych, choć wymieniany był w gronie faworytów do poprowadzenia niedzielnego finału. Marcin Borski uważa, że wybór Slavko Vincicia miał kontekst polityczny. — Prawdopodobnie mieliśmy do czynienia z jakąś polityczną ingerencją w obsadę — mówi były arbiter i uderza w FIFA.
— Mam bardzo złe zdanie o sędziowaniu. Początkowo jeszcze można było znaleźć sporo meczów nieźle prowadzonych i można było postawić tezę, że poziom jest zróżnicowany. Natomiast końcówka turnieju pokazuje, że sędziowie nie są na tym poziomie, na którym są piłkarze — ocenił w rozmowie z PAP Borski.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Wskazał, że zwłaszcza półfinały były ledwie kontrolowane przez sędziów ze strefy CONCACAF, ale jego zdaniem europejscy sędziowie wypadli niewiele lepiej. W tym przypadku wspomniał o sędzim ćwierćfinału Anglia — Norwegia, czyli Francuzie Clemencie Turpinie.
— Tam było sporo decyzji, które VAR zmieniał, i takich ewidentnych nieporozumień — zauważył.
Borski wskazał także, że przed turniejem w Komisji Sędziowskiej FIFA panowała zbyt mała przejrzystość. Komisja wydała arbitrom wiele instrukcji, o których świat futbolu wiedział niewiele, co wywołało duże zamieszanie.
— Te nowe interpretacje, które wprowadzono, nie do końca chronią zdrowie zawodników — są ryzykowne i uznaniowe. Nie podoba mi się to, bo nie widzę jednej linii orzeczniczej na tym turnieju. Raz dane sytuacje traktuje się surowo, innym razem podobne zdarzenia, z tej samej półki, są bardzo pobłażliwie oceniane — wyjaśnia.
Przyznał, że wiele kontrowersji wzbudziło zawieszenie kary za czerwoną kartkę dla Folarina Baloguna. Amerykanin został ukarany za faul, podczas gdy w wielu podobnych sytuacjach zawodnicy nie ponosili konsekwencji. To, w jego ocenie, tworzy precedensy, które psują atmosferę podczas turnieju.
Borski, który był sędzią międzynarodowym w latach 2006-2018, uważa, że szef sędziów FIFA Pierluigi Collina długo miał pomysł na "zagospodarowanie" Marciniaka. Inaczej odesłałby go do domu już po meczach grupowych. Polski arbiter w tej fazie prowadził spotkania Argentyna — Algieria oraz Iran — Egipt.
— Ostatecznie nie zdecydowano się postawić na Szymona. Prawdopodobnie mieliśmy do czynienia z jakąś polityczną ingerencją w obsadę. Myślałem, że dostanie ćwierćfinał Norwegia — Anglia, bo to był idealny dla niego mecz. Potem liczyłem na europejski półfinał Francja — Hiszpania, a postawiono na... Salwadorczyka — przypomniał.