
Orlen Oil Motor Lublin wydaje się na dobre wychodzić z dołka, w jakim znalazł się po kontuzji Fredrika Lindgrena. Minimalne porażki w Lesznie, Gorzowie oraz na własnym torze z Bayersystem GKM-em Grudziądz, a także druzgocący blamaż na Motoarenie w Toruniu (61:29) skazały wicemistrzów Polski na morderczą walkę o awans do fazy play-off. Lublinianie przełamali się w meczu "o życie", pokonując w Zielonej Górze tamtejszy Stelmet Falubaz 50:40.
Motor od samego początku dyktował warunki na torze, na którym nie działo się zbyt wiele. Ozdobą spotkania były biegi z udziałem Andersa Thomsena, który kapitalnymi atakami na drugim łuku zdołał wyprzedzić parę Vaculik-Lindgren oraz Woryna-Cierniak. Bardzo dobre zawody odjechał Kacper Woryna, który dzień wcześniej w Bydgoszczy wygrał drugi finał indywidualnych mistrzostw Polski zdobywając komplet 18 punktów. Jeden z liderów Motoru mecz z Gezet Stalą zakończył z dorobkiem 10 punktów i aż 4 bonusów.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
— Cieszy zwycięstwo, wracamy na odpowiednie tory. Ciężko wskazać jedną przyczynę. Cały czas ciężko pracujemy. Czasami ta ciężka praca przynosi efekty jak u mnie w Bydgoszczy, czy teraz w Lublinie, a czasami nie przynosi wcale. Ja zawsze oddaję serce na torze, tak było też i dzisiaj. Teraz jest ekstraligowa przerwa do 8 sierpnia, ale u mnie to nie ma znaczenia. Żadnej przerwy mieć nie będę, będzie ciągłość jazdy. Luki w kalendarzu są zapełnione i nie jest to dla mnie żadne zmartwienie — ocenił Woryna.
Motor Lublin zwycięstwami w Zielonej Górze oraz u siebie ze Stalą Gorzów ponownie włączył się do walki o czołową czwórkę. Nie brakowało opinii, że druzgocąca porażka w Toruniu była szokiem nie tylko dla zawodników, ale i całego klubu. Czy faktycznie ta porażka odcisnęła na wszystkich w Lublinie takie piętno?
— Powiem tak, nerwówki nie było, była wręcz żałoba w całym teamie i klubie. Można to śmiało tak opisać. Humory były grobowe. Wzięliśmy się jednak do roboty i to jest najważniejsze. Osobiście nie tracę wiary i ciężko pracuję. Podczas turnieju w Bydgoszczy sprzęt spisywał się znakomicie, dzisiaj też bez większych zarzutów, nie licząc biegu, kiedy wyprzedził mnie przez lekkie zagapienie Anders Thomsen. Najważniejsze, że wszystko jest nadal w naszych rękach — zakończył Woryna.