
W polskich ligach kluby powoli kompletują drużyny na sezon 2027. Zdaniem byłego żużlowego działacza jesteśmy świadkami przełomu na rynku transferowym. — Jeszcze nigdy kluby aż tak nie walczyły o młodych, perspektywicznych obcokrajowców jak teraz — mówi Zbigniew Fiałkowski.
Trudno powiedzieć, jak będzie do końca wyglądał skład na przykład Bayersystem GKM Grudziądz w przyszłym sezonie.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Kontrakty podpisano z Michaelem Jepsenem Jensenem i Wadimem Tarasienko. Prawdopodobnie uda się zatrzymać Bastiana Pedersena. Pod znakiem zapytania stoi przyszłość Maksa Fricke i Maksyma Drabika. Kto ich zastąpi? Może Fredrik Lindgren?
— Należy przy tym pamiętać o jednym, że Lindgren zaczynał ligę polską od GKM i w swoim debiucie zdobył sześć punktów w meczu w Bydgoszczy — wspomina Zbigniew Fiałkowski, były żużlowy działacz, m.in. GKM Grudziądz. — To niewątpliwie klasowy żużlowiec, ale i wiekowy. Według mnie dzisiaj większość klubów zaczyna bardziej walczyć o młodych, gniewnych i perspektywicznych zawodników. Rynek transferowy na naszych oczach zmienia oblicze. Odejście Fricke'a z GKM byłoby katastrofą. Jest 11 lat młodszy od Lindgrena, który osiągnął w żużlu już wszystko. Oczywiście, Fricke nie jeździ na miarę oczekiwań, ale to wciąż rozwojowy zawodnik. Zdziwiłbym się jednak, gdyby Lindgren ostatecznie wylądował w Grudziądzu — dodaje.
Zdaniem Zbigniewa Fiałkowskiego na rynku transferowym mamy do czynienia z przełomem. — Wszystkich urzekło to, co widzieliśmy w Gorzowie, że młody zespół niemal zawojował PGE Ekstraligę. Dzisiaj nie ma kibica żużla w Polsce, który nie podziwiałby Mathiasa Pollestada, Bastiana Pedersena, Adama Bednara czy Nazara Parnickiego. To jest właśnie przyszłość dyscypliny. Wszyscy ci zawodnicy oddają na torze serce i jadą z zębem. Poza tym w przypadku kontuzji, które są na porządku dziennym, ich organizmy szybciej się regenerują. Pozyskanie takiego młodego zawodnika, związanie się z nim na kilka lat, to najlepszy z możliwych ruchów. W klubach jak nigdy zaczęli sobie zdawać z tego sprawę — zakończył Fiałkowski.