
Widzew Łódź ma nowy pion sportowy, który stworzyli Łukasz Masłowski, Artur Płatek oraz Piotr Kosiorowski. — Chcemy rozwijać nowoczesny model zarządzania. Przejrzysta polityka wynagradzania, w większym stopniu powiązana z realizacją celów sportowych — zapowiedział prezes Robert Dobrzycki.
Z klubem pożegnali się za to Dariusz Adamczuk, Piotr Burlikowski oraz Sławomir Rafałowicz. Przygoda trzech ostatnich trwała raptem osiem miesięcy. W październiku ubiegłego roku przejęli oni stery po Mindaugasie Nikoličiusie oraz Igorze Čerinie (dyrektor ds. rekrutacji). Zwłaszcza praca Litwina jako dyrektora sportowego została oceniona negatywnie, ale jak się okazało, o jego następcach również można powiedzieć więcej złego niż dobrego.
Najwięcej krytyki od dawna zbierał Adamczuk i trudno się temu dziwić. Jeszcze kiedy w klubie formalnie był Nikoličius, 56-latek powiedział publicznie, że to on ma decydujące zdanie przy transferach. Niedługo po przyjściu do Widzewa podziękował za pracę trenerowi Patrykowi Czubakowi, a w jego miejsce zatrudnił Igora Jovićevicia. Katastrofalnej kadencji Chorwata nie ma co przypominać, ale warto za to odnotować, że to Adamczuk zaczekał z jego zwolnieniem do ćwierćfinału Pucharu Polski z GKS Katowice (1:1 i 2:4 w karnych). Rywale triumfowali, po czym Jovićević zakończył pracę, a Adamczuk odbył kuriozalną konferencję prasową, podczas której przyznał, że "czasem jeden niewykorzystany rzut karny decyduje o przyszłości trenera" oraz że "czasami tak bywa, że niektórzy trenerzy osiągają sukcesy w jednych ligach, a w innych sobie nie radzą". Czy brzmiało to poważnie? Raczej nie.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Na konto poprzedniego pionu sportowego trzeba zapisać też transferowy rekord, czyli pozyskanie Osmana Bukariego za 5 mln euro. Dotychczas skrzydłowy okazał się niewypałem, a trzy dni po wspominanej porażce w Katowicach nowy trener Łodzian Aleksandar Vuković nie znalazł dla Ghańczyka nawet miejsca w kadrze. Oceny Adamczuka specjalnie nie zmieniły transfery Bartłomieja Drągowskiego, Przemysława Wiśniewskiego oraz Steve’a Kapuadiego — uznano, że to nazwiska, które zna każdy i przy takich możliwościach finansowych ich zakontraktowanie nie było wielkim wyczynem. Wiele wskazuje na to, że Adamczuk długo nie będzie bezrobotny i niebawem trafi do Wisły Płock, gdzie zastąpi Radosława Kucharskiego (odszedł do Jagiellonii).
Na zmiany w Widzewie zanosiło się od kilkunastu tygodni. Miesiąc temu z klubem pożegnał się Michał Rydz, a właściciel Robert Dobrzycki przejął obowiązki prezesa i na ten moment nie planuje zatrudnić nowej osoby na to stanowisko. Od dawna kuszony przez RTS był Łukasz Masłowski, który ostatecznie zdecydował się na odejście z Jagiellonii Białystok. Dla niego będzie to powrót na Piłsudskiego po siedmiu latach przerwy, a pracę rozpocznie 10 sierpnia. Formalnie Masłowski będzie pełnić funkcję dyrektora pionu sportowego.
— Wracam do Widzewa z pełną świadomością odpowiedzialności, jaka się z nią wiąże. Chcemy budować drużynę, która będzie rozwijać się w sposób przemyślany i konsekwentny, realizując cele sportowe w najbliższym sezonie i w kolejnych latach — deklaruje Masłowski.
Michał Gąciarz / newspix.pl
Artur Płatek przeniósł się z Rakowa Częstochowa do Widzewa Łódź
Posada dyrektora sportowego przypadnie Arturowi Płatkowi. W ubiegłym sezonie był on doradcą zarządu ds. sportowych w Rakowie Częstochowa. Z kolei Piotr Kosiorowski, ostatnio związany z Polonią Warszawa, będzie dyrektorem skautingu i rekrutacji. Ta dwójka pracę w Widzewie rozpoczęła już teraz.
— Do Widzewa dołączają osoby, które przez lata udowodniły swoją wartość. Wierzymy, że ich wiedza i umiejętności pozwolą nam skutecznie realizować długofalową strategię rozwoju sportowego Widzewa. Chcemy rozwijać nowoczesny model zarządzania. Istotną rolę będzie odgrywać przejrzysta polityka wynagradzania, w większym stopniu powiązana z realizacją celów sportowych — tłumaczy Dobrzycki. W przeciwieństwie do poprzednich dwóch okien RTS nie zamierza hurtowo sprowadzać piłkarzy. Jak na razie, kontrakt z Czerwono-Biało-Czerwonymi podpisał tylko Karol Świderski. Przed wyjazdem na obóz do Austrii (29 czerwca), nie należy spodziewać się kolejnych transferów.
To jednak nie oznacza, że Widzew w ogóle nie potrzebuje wzmocnień. Podczas spotkania z dziennikarzami zasugerował to Aleksandar Vuković. — Uważam, że na koniec ubiegłego sezonu mieliśmy już zbyt wąską kadrę. Kolejne ubytki z obecnego zespołu będą determinować nasze ruchy, ale chcę też dokładnie ocenić możliwości piłkarzy wracających z wypożyczeń. Należy też pamiętać, że mamy w drużynie dwóch zawodników, z których jesienią nie będziemy mogli skorzystać z powodu kontuzji [Lukas Lerager i Szymon Czyż] — powiedział Serb.
W tym tygodniu Czerwono-Biało-Czerwonych opuścił trzeci bramkarz — Maciej Kikolski. Zimą, mimo sprowadzenia Bartłomieja Drągowskiego, poprzedni pion sportowy zadecydował o pozostaniu w klubie zarówno Kikolskiego, jak i Veljko Ilicia. Chcący otrzymywać szanse do gry 22-latek udał się na wypożyczenie do GKS Katowice, gdzie powalczy z Gabrielem Kobylakiem o zastąpienie kontuzjowanego Rafała Strączka.
To zapewne nie koniec odejść z Widzewa, bo klub chętnie pozbyłby się między innymi Andiego Zeqiriego. Szwajcar znajduje się w czołówce najlepiej opłacanych piłkarzy Ekstraklasy, a wobec przyjścia Świderskiego będzie miał niewielkie szanse na grę. Pod znakiem zapytania stoi też przyszłość wspomnianego wcześniej Bukariego.