
— Stwierdzeniem, że Argentyna to najgorszy półfinalista, nie docenia się zespołu, który pokazał już charakter i osobowość, choć wciąż brakuje mu do formy z ostatniego mundialu — mówi "PS" Juan Simon, wicemistrz świata z 1990 r.
JUAN SIMON: Nie zgadzam się. Argentyna nie rozegrała najlepszych meczów, ale kiedy rośnie poziom wymagań, zespół potrafi sprostać wyzwaniom. Ludzie nie mogą zapominać, że jesteśmy mistrzami świata. A drużyna opiera się niemal na tych samych zawodnikach co w Katarze i ma najlepszego piłkarza na świecie. Stwierdzeniem, że to najgorszy półfinalista, nie docenia się zespołu, który pokazał już charakter i osobowość, choć wciąż brakuje mu do formy z ostatniego mundialu.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Jednak Argentyna do półfinału się wczołgała. Lionel Scaloni przyznał, że cierpieliście w meczu ze Szwajcarią (3:1 po dogr.).
Argentyna do tej pory nie grała dobrze. Ze Szwajcarią do momentu czerwonej kartki wręcz słabo, nie utrzymywała się przy piłce. Ma do tego zawodników, a mimo to cierpiała. Krytykujemy w kraju zespół za to, że nie jest w dobrej formie i cofa się za głęboko. Trener ma jednak do dyspozycji mistrzów świata, oni się przebudzą. Dlatego z Argentyną trzeba się liczyć i szanować ją przede wszystkim ze względu na historię. W końcu w ostatnich latach wygrywa wszystko. W 2021 roku Copa America, rok później mistrzostwo świata, a w 2024 roku ponownie byli najlepsi na kontynencie. Może piłkarsko nie jest idealnie, ale grają ci sami zawodnicy, którzy od 2021 roku wygrywają wszystko. Nie można ich lekceważyć.
Porównania do mundialu w 1990 roku są trafne?
W Argentynie też pojawia się to porównanie, dlatego że drużyna się męczy, przechodząc następne rundy. Ten zespół jest lepszy niż my w 1990 roku. Po prostu niektórzy zawodnicy nie prezentują takiego poziomu, na jaki ich stać. Sam trener powiedział, że ta drużyna nie gra tak, jak grała w Katarze. Jednak wielcy piłkarze podnoszą swój poziom, kiedy rosną wymagania. Na pewno Argentyna rozegra na tym mundialu osiem meczów, a to cel każdej reprezentacji. Są o krok od finału. Biorąc pod uwagę charakter argentyńskich zawodników, ich klasę oraz obecność najlepszego piłkarza świata, w kraju wierzymy, że może wydarzyć się coś pięknego.
Co jeszcze pana zdaniem łączy mundial w 1990 roku z aktualnym?
W obu drużynach był najlepszy piłkarz na świecie, wtedy Diego Maradona, teraz Lionel Messi. Oba zespoły potrafią cierpieć, mają dojrzałość i doświadczenie, by radzić sobie w trudnych sytuacjach. Jednak aktualna drużyna ma więcej zawodników grających w najlepszych ligach w Europie. Czekam tylko, aż pokażą to, co w Katarze.
Wtedy mieliście wybitnego Maradonę i genialnego bramkarza Sergio Goycocheę.
I Claudio Caniggię. Tamta drużyna była zgranym, solidnym zespołem, ze świetnym bramkarzem i liderem, jakim był Diego. Tam również mieliśmy kilku mistrzów świata z 1986 roku.
Zgodzi się pan, że dziś Argentyna to przede wszystkim Messi? On ciągnie ten zespół?
Do meczu ze Szwajcarią powiedziałbym, że Argentyna bardzo była zależna od Messiego. Wcześniej grał na bardzo wysokim poziomie. Zaskoczył tym wielu ludzi, choć nie Argentyńczyków — my widzieliśmy, że dobrze się przygotował. Jednak ze Szwajcarią obniżył poziom. Był to dla niego trudny mecz, bo nie dominowaliśmy. Do czerwonej kartki zespół nie potrafił przejąć kontroli, a ta drużyna potrzebuje być przy piłce. Ostatecznie kiedy masz najlepszego z najlepszych, zawsze będziesz w pewnym stopniu od niego zależny. Od takiego zawodnika oczekuje się, że w którymś momencie zrobi różnicę. Nawet gdy nie gra wielkiego meczu. Tak było z Egiptem. Messi nie wykorzystał karnego, później miał słabszy okres, a kiedy Argentyna najbardziej go potrzebowała przy stanie 0:2, stał się liderem. Nie da się być niezależnym od najlepszego piłkarza na świecie.
Jak na ten moment ocenia pan Messiego?
Darzę ogromnym szacunkiem Kyliana Mbappe, Jude’a Bellinghama, Michaela Olise czy Mikela Merino, ale Messi na tym mundialu jest najlepszy. W wieku 39 lat strzelił już osiem goli. Wpływ, jaki ma na przebieg meczów, nawet wtedy, gdy nie zdobywa bramki, jest nieporównywalny z wpływem jakiegokolwiek innego zawodnika.
W Argentynie dużo rozmawia się o słabym stylu zespołu czy dopóki jest wynik, to styl nie ma znaczenia?
Kibic cieszy się z wyniku, świętuje zwycięstwa. Jednak sztab szkoleniowy jest świadomy, że Argentyna nie gra dobrze. To jest najważniejsze, bo nikt nie uważa, że jesteśmy w dobrej formie. Scaloni powiedział wprost: nie jesteśmy tacy jak w Katarze. Oni muszą mieć tego świadomość, ale kibice? Są nastawieni na sukces. Kiedy są zwycięstwa, to wszystko jest w porządku.
Co pan najbardziej lubi w tej reprezentacji?
Charakter, bo hasło "nigdy się nie poddawaj" jest wpisane w nasze DNA. Osobowość, duma i ambicja są bardzo argentyńskie. Za to cenię ten zespół. Zwycięstwo z Egiptem było spektakularne. Odrobić straty z 0:2, gdy do końca pozostawało 11 minut, jeszcze w taki sposób… Każdy zapamięta to na długo.
A wady?
Ten zespół wciąż nie potrafi odpowiednio kontrolować gry przy piłce, zbyt głęboko się cofa i odbiera piłkę dopiero bardzo blisko własnej bramki. Tego nie oglądaliśmy w Katarze. Drużyna ma swoje mankamenty, ale łatwiej je wyeliminować, gdy się wygrywa. Nie wolno w tak dużym stopniu oddawać inicjatywy przeciwnikowi, ale nad tym pracują.
Czy Argentyna w meczu z Anglią jest faworytem?
Na tym etapie turnieju nie ma już faworytów. Są w fazie grupowej czy w 1/16 i 1/8 finału mundialu.
Czyli nie jest pan spokojny o awans do finału?
Nie, szanse są 50 na 50. Anglia rozgrywała bardzo dobre mecze, ale miała też słabsze występy. Znakomicie zagrała z Meksykiem, pokazała ogromny charakter. Jednak już z Norwegią nie wypadła dobrze. Wielu zawodników jest zmęczonych, podobnie jak w Argentynie. Bellingham wyraźnie odczuwa trudy turnieju. W Europie to koniec sezonu, a do tego na niektórych stadionach mecze rozgrywane były w bardzo wysokich temperaturach. Myślę, że piłkarze zaczynają już odczuwać fizyczne skutki intensywnego rytmu gry.
Fascynujące, że Messi nigdy nie grał przeciwko Anglii.
Tak, ale to jest mecz piłkarski. Nie próbujmy robić z niego czegoś więcej. Słyszałem, co mówił Scaloni i się z nim zgadzam. To jest po prostu mecz piłkarski. Z pewnością Messi również nie będzie podchodził do tego spotkania przez pryzmat rywala. Nie powinien myśleć o tym, z kim gra, lecz o etapie turnieju.
Czterdzieści lat minęło od dubletu Maradony z Anglią (2:1). Meczu, który miał dodatkowy wątek, czyli wojnę o Malwiny.
Wówczas od wojny o Malwiny minęło niewiele czasu, ledwie kilka lat. A dla nas, Argentyńczyków, Malwiny są czymś bardzo bliskim. Zawsze o nich pamiętamy i ten temat jest stale obecny. Jednak nie wolno mieszać tych spraw. To jest mecz piłkarski, a wielu piłkarzy z Anglii i Argentyny to koledzy. Nie powinniśmy doszukiwać się innych wątków.
Tych historycznych faktycznie jest wiele.
W 1986 roku padł najpiękniejszy gol w historii, a także słynna "ręka Boga". W 1966 roku również doszło do meczu z Anglią (0:1). 11 lipca zmarł Antonio Rattin, który brał udział w tamtym spotkaniu. Tych meczów z Anglią było więc naprawdę wiele. Mamy nadzieję, że Messi będzie miał taki sam wpływ na mecz z Anglikami co Maradona 40 lat temu.
Co będzie kluczowe?
To, za co Argentyna jest krytykowana — że nie potrafi utrzymywać się przy piłce. Poza tym zbyt łatwo oddaje inicjatywę rywalowi i zbyt głęboko się cofa. Jeśli Argentyna będzie umieć kontrolować grę poprzez utrzymywanie się przy piłce, tak jak robiła to w Katarze, to jej szanse będą otwarte.
Obroni tytuł?
Stać ją na to. Jest już tylko dwa mecze od celu. Kto mógłby sobie wyobrazić 11 czerwca, że pod koniec mundialu Argentyna będzie zaledwie dwa spotkania od obrony tytułu? To ostatni mundial Messiego, bardzo to przeżywamy. Mamy to głęboko w sercu, bo to zakończy pewną epokę, która trwa od jego debiutu na mundialu w 2006 roku. Cristiano Ronaldo i Neymar już się pożegnali. Teraz zrobi to Messi. Oby pożegnał się w taki sposób, na jaki liczą wszyscy Argentyńczycy i o jakim marzymy. Nie chcemy jednak mówić o tym zbyt wiele, żeby nie zapeszyć. Mamy nadzieję, że zakończy tę historię w najlepszy możliwy sposób i że uda się dokonać czegoś, czego wcześniej dokonała tylko Brazylia w 1958 i 1962 roku, obronić tytuł mistrza świata.