
Czy w Warszawie można poczuć się jak w Buenos Aires? Tak, pod warunkiem że obejrzy się mundialowy mecz Albicelestes w towarzystwie Argentyńczyków. Znaleźliśmy miejsce, w którym jest to możliwe.
Tym miejscem jest lokal "El Czori" na Bazarze Lotników na warszawskim Służewie, który odwiedziliśmy przy okazji meczu Argentyny z Austrią. Można w nim zjeść steka lub pyszne empanady, ale przede wszystkim można przenieść się do zupełnie innej rzeczywistości, w której rządzi futbol.
Na ladzie stoi tam Puchar Świata, na ścianach zawieszone są zdjęcia i plakaty z Diego Maradoną, dookoła powiewają argentyńskie flagi, a na ścianie przed wejściem widnieje ogromny mural. W centrum można dostrzec gigantyczny numer 10. Z jednej strony tej dziesiątki namalowano sylwetkę "Boskiego Diego", a z drugiej wielką twarz Lionela Messiego.
Anna Klepaczko / newspix.pl
Hermes Cristian Rubin w swoim lokalu w Warszawie
— Kto jest moim ulubionym piłkarzem? Maradona! Ale gdybym musiał przeprowadzić wybory w swoim sercu i podać wyniki procentowe, to Diego wygrałby z Messim tylko 51 do 49 — śmieje się Hermes Cristian Rubin, czyli właściciel "El Czori" i zapalony kibic, który pochodzi z Patagonii, a do Warszawy przyjechał 14 lat temu.
Jak to zwykle bywa w takich historiach, do Polski sprowadziło go uczucie. Naszą rodaczkę Sylwię poznał podczas… wizyty w Peru. Miał tam zatrzymać się tylko na chwilę w drodze do La Paz na mecz eliminacji MŚ pomiędzy Boliwią a Argentyną, ale w ostatniej chwili zrezygnował z wyprawy na stadion, by spędzić z dziewczyną trochę więcej czasu. Najpierw przez półtora roku mieszkali razem w Argentynie, a potem przenieśli się do Polski. Cristian — bo tak wszyscy się do niego zwracają — jest inżynierem i pracował przy konserwacji maszyn wykorzystywanych w przemyśle farmaceutycznym, lecz po przyjeździe do Polski zajmował się popularyzowaniem tanga w trakcie różnych spotkań i festiwali. Jednak w 2014 r. stwierdził, że zajmie się gastronomią i założył "El Czori".
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
— Nie boję się zmian, bo łatwo adaptuję się do nowych warunków. Mamy wielu stałych klientów, którzy pojawiają się u nas z całymi rodzinami. Fajnie, że mój kolega jeszcze stworzył ten mural, przy którym teraz wszyscy robią sobie zdjęcia — opowiada Cristian, który jest fanem klubu Belgrano z Cordoby oraz wiernym sympatykiem River Plate.
— On też kibicuje River — wskazuje na siedzącego obok syna Ignacego. — Ale w sumie nie ma wyboru. Gdyby nie kibicował River, to nie jadłby — żartuje nasz rozmówca, który drużynę z Buenos Aires wspierał z trybun m.in. podczas rewanżowego starcia w finale Copa Libertadores w 2018 r. przeciwko Boca Juniors. Miał jednak ułatwione zadanie, ponieważ mecz River z odwiecznym rywalem odbył się wtedy… w Madrycie, dokąd został przeniesiony po zamieszkach z udziałem kibiców przed potyczką na Estadio Monumental.
Największą miłością Cristiana jest jednak reprezentacja, a najpiękniejszym mundialowym wspomnieniem ćwierćfinałowy mecz z Anglią z 1986 r. To w nim Maradona w ciągu czterech minut strzelił dwa najsłynniejsze gole w historii MŚ — pierwszą bramkę zdobył ręką, a drugą po przebiegnięciu z piłką połowy boiska i minięciu kilku przeciwników. Dzięki niemu Argentyna wygrała 2:1.
Anna Klepaczko / newspix.pl
Hermes Cristian Rubin i kibice Argentyny
Anna Klepaczko / newspix.pl
Hermes Cristian Rubin i kibice Argentyny
Anna Klepaczko / newspix.pl
Hermes Cristian Rubin i kibice Argentyny
— Miałem wówczas osiem lat. To była prawdziwa eksplozja radości! Oglądałem ten mecz razem z dziadkiem i tatą, ale po tym, co się wtedy wydarzyło, Maradonę traktowałem tak, jakby był członkiem naszej rodziny — podkreśla Cristian, który ostatni raz był w swojej ojczyźnie siedem lat temu, ale niedługo wreszcie zamierza ją odwiedzić.
Pierwszy raz do "El Czori" w czasie tegorocznego mundialu zajrzeliśmy na samym początku turnieju. Tego dnia nie grała Argentyna, choć atmosfera w knajpie sugerowała coś innego. Cristian przyjmował zamówienia, chodząc z dumą w najnowszej koszulce Albicelestes. Wokół biegali jego synowie, którzy w wolnych chwilach kopali piłkę przed lokalem, a gdy zachodziła potrzeba, pomagali tacie. Dwunastoletni Ignacy, dziesięcioletni Klemente i siedmioletni Aurelio również mieli na sobie trykoty reprezentacji Argentyny, ale ich młodsza siostra, pięcioletnia Luna, też nosiła strój kadry, tylko w różowej wersji.
— Jak już Argentyna wkroczy do gry, to zorganizujecie jakieś wspólne oglądanie meczu? — zapytaliśmy Cristiana.
— Tak, ale tylko przy okazji meczu z Austrią, bo to jedyne spotkanie, które nie odbędzie się w nocy. Wpadniecie?
Dwa razy nie trzeba było nas namawiać. W poniedziałkowy wieczór zjawiliśmy się zatem na Bazarze Lotników, by zobaczyć, jak ludzie z Ameryki Południowej konsumują mundial w Warszawie. I słowo "konsumują" nie zostało tutaj użyte przez przypadek. W pobliżu ekranu na grillu przypiekały się znakomite kiełbaski potrzebne do przygotowania kanapek choripan. Niemal wszyscy mogli się nimi delektować w trakcie meczu, który przyniósł sporo emocji. Gdy Messi nie wykorzystał karnego na początku spotkania, wielu łapało się za głowę. Wtedy dominował szok i niedowierzanie, ale po bramkach Leo zapanowała euforia. Dwukrotnie kilkadziesiąt osób skandowało nazwisko Messiego, który tego dnia został najlepszym strzelcem w historii MŚ. Z kolei pod koniec meczu mogliśmy jeszcze usłyszeć kultową przyśpiewkę "Vamos, vamos Argentina, vamos, vamos a ganar" [Naprzód Argentyno, po zwycięstwo]. Klimat był niesamowity!
Anna Klepaczko / newspix.pl
Hermes Cristian Rubin w swoim lokalu w Warszawie
Czy będzie można go poczuć ponownie w czasie tych mistrzostw? W rundzie grupowej już nie, ale niewykluczone, że kibice w "El Czori" zbiorą się w trakcie fazie pucharowej.
— Ale jak wpadnie na Portugalię i dojdzie do starcia Messiego z Cristiano Ronaldo, to nawet w środku nocy trzeba będzie tu przyjść — żartowano po ostatnim gwizdku.