
W Polsce niewielu o nim słyszało, a w Japonii fani ustawiają się w kolejkach, by zrobić z nim zdjęcie. Kacper Muszyński musiał przejść długą drogą, by zostać gwiazdą w obcym kraju. — Zaryzykowałem ostatni raz — opowiada kickbokser. Oto jego wyjątkowa historia.
Czy da się być niemal anonimowym we własnym kraju, a po drugiej stronie świata być wielką gwiazdą? Okazuje się, że to naprawdę możliwe. O Kacprze Muszyńskim w Polsce słyszało niewielu, a w Japonii traktują go niemal jak Boga. Oto dlaczego.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Co ciekawe, jego kariera w Polsce w zasadzie się nie rozwinęła. Jak sam mówi, w tym aspekcie nic się nie działo i postanowił zareagować. Uznał, że ryzykuje ostatni raz, wyjeżdża do Holandii i może walka stoczona w tym kraju odmieni jego los. W sumie tak się stało, ale zdecydowanie nie było to łatwe.
— Wszystko się przeciągało, ale pokazałem się dobrze. Mój promotor bardzo męczył organizatora, żeby dał mi jakąkolwiek kolejną walkę. W końcu zawodnik wypadł z turnieju we Włoszech i wskoczyłem na niego. Zwycięzca zgarniał bilet na galę w Japonii. Dostałem okazję, wziąłem walkę i jestem tu, gdzie jestem — opowiada Kacper Muszyński w najnowszym odcinku programu Ring Road. Aż trudno uwierzyć, jak jest traktowany w Azji.