W finale Brazylia rozbiła Szwecję 5:2. Pelé zachwycił świat

    W finale Brazylia rozbiła Szwecję 5:2. Pelé zachwycił świat

    2091 odsłon
    W finale Brazylia rozbiła Szwecję 5:2. Pelé zachwycił świat

    Reprezentacja Brazylii w finale mundialu rozegranym 29 czerwca 1958 r. na stadionie Råsunda w Solna pod Sztokholmem wystąpili w niebieskich koszulkach, co im nie odpowiadało, ale nie przeszkodziło jej piłkarzom pokazać futbolu, jakiego wcześniej świat nie widział. Canarinhos ograli gospodarzy turnieju finałowego MŚ 5:2 i pierwszy raz w historii sięgnęli po Puchar Rimeta, a Pelé stał się gwiazdą. To był triumf, który był efektem wykorzystania przez Vicente Feolę wybitnych indywidualności i nowato

    Fragment:

    Po całym tym zamieszaniu związanym z koszulkami i zmianą białego stroju z 1950 r. Brazylijczycy ostatecznie nie zagrali w słynnych żółtych koszulkach, gdy po raz pierwszy zdobyli mistrzostwo świata. Byli tak oburzeni, że gospodarze nie przyznali im automatycznie prawa do preferowanych kolorów, że odmówili udziału w losowaniu, które miało rozstrzygnąć tę kwestię. Szwecja je wygrała, więc delegacja brazylijska, która pomyślała o wszystkim innym, musiała wysłać urzędnika do sklepu sportowego w Sztokholmie, aby znalazł zestaw niebieskich koszulek. Inne kwestie zostały załatwione bardziej efektywnie: Havelange zdołał doprowadzić do zakazu udziału cheerleaderek, które zainspirowały Szwecję do zwycięstwa w półfinałowym meczu z RFN, a Mozart di Giorgio, szef brazylijskiej ekipy, zwrócił się do francuskiego sędziego Maurice’a Guigue’a, który miał poprowadzić finał, i zaproponował mu w pełni opłacony wyjazd do Rio. Chociaż arbiter ponoć odmówił przyjęcia oferty, rok później wraz z rodziną spędził jednak wakacje w tym mieście. Brazylia była znacznie silniejszą drużyną, a Guigue nie podjął żadnych rażąco kontrowersyjnych decyzji — ale to dowód, że w technokratycznym świecie brazylijskiej piłki nożnej nic nie pozostawiano przypadkowi.

    Kiedy przed rozpoczęciem finału Pelé stanął na boisku w barwach, których nigdy wcześniej nie nosił, przypomniał sobie obietnicę, którą jako dziecko złożył ojcu. "Kiedy rozbrzmiały hymny, nagle ujrzałem przed oczami Dondinho, mojego ojca, pochylonego nad radioodbiornikiem, jednocześnie zdenerwowanego i dumnego" — wspominał.

    George Raynor, trener reprezentacji Szwecji — nie bez powodu, biorąc pod uwagę wydarzenia z dwóch poprzednich mundiali — powiedział, że spodziewa się, iż Brazylia załamie się psychicznie, jeśli straci bramkę. I rzeczywiście szybko ją straciła, gdy po czterech minutach Nils Liedholm przechytrzył dwóch atakujących go na skraju pola karnego przeciwników. Jednak ta brazylijska drużyna okazała się znacznie odporniejsza psychicznie niż jej poprzedniczki. Pelé mówił o "dziwnym spokoju […], dziwnym poczuciu bycia niepokonanym". Już pięć minut później Vavá wyrównał po strzale z małej odległości, a przed przerwą dał Brazylii prowadzenie.

    Dziesięć minut po rozpoczęciu drugiej połowy Pelé dotarł do wrzutki z lewej strony przed Sigge Parlingiem, a następnie podbił piłkę nad głową Bengta Gustavssona i oddał płaski strzał obok bramkarza. Z dzisiejszej perspektywy nie wydaje się to niczym szczególnym — ponieważ futbolówka spadła nieco zbyt blisko Brazylijczyka i musiał ją podnieść, zagranie wyglądało niemal niezdarnie i nie miało w sobie tego wdzięku, jak w przypadku podobnego trafienia Paula Gascoigne’a w meczu ze Szkocją podczas mistrzostw Europy w 1996 r. A jednak, jak powiedział Pelé, "nikt wcześniej nie strzelił takiego gola". Było to zręczne, nowatorskie zagranie, które wyniosło 17-latka na nowy poziom sławy. Magazyn "Paris Match" opublikował o Brazylijczyku artykuł, w którym nazwał go "królem Pelé". Wyglądało to tak, jakby młodzieniec pominął cały etap rozwoju i z nastolatka z potencjałem przeobraził się jednej chwili w piłkarską gwiazdę.

    Czwartego gola dla Brazylii strzelił Mário Zagallo, później Tore Simonsson zdobył bramkę dla gospodarzy turnieju, a Pelé ustalił wynik na 5:2, wykonując wspaniały wyskok i strzelając głową. Po końcowym gwizdku, spełniwszy obietnicę złożoną ojcu znacznie wcześniej, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać, rozpłakał się ze wzruszenia. Kilku kolegów z drużyny wzięło go na ramiona, inni zaś wykonali honorowe okrążenie boiska z flagą.

    Dzień po finale zakończono początkową fazę budowy Brasilii. Symboliczne znaczenie tego wydarzenia było ogromne — to kluczowy moment w procesie przemiany Brazylii w państwo postkolonialne. Według Nelsona Rodriguesa kraj zrzucił z siebie coś, co nazwał "kompleksem mieszańca"; zdefiniował go jako "poczucie niższości, w którym Brazylijczycy dobrowolnie się pogrążają, porównując się z resztą świata", a wszystko ze względu na swoje mieszane pochodzenie rasowe. W kontekście obarczenia winą trzech czarnoskórych piłkarzy za Maracanazo znaczące wydawało się to, że w drużynie, która wygrała w Sztokholmie, znalazło się trzech czarnych zawodników i dwóch rasy mieszanej. Rodrigues, odurzony sukcesem tak samo mocno, jak był przytłoczony porażką osiem lat wcześniej, uważał, że efekt ten miał także namacalne konsekwencje; twierdził, że dzień po finale widział "małą czarną kobietę" ze slumsów przemienioną w Joannę d’Arc, a czarni mężczyźni, "atrakcyjni, błyskotliwi, luksusowi", stali się "jak baśniowi etiopscy książęta".

    Dla Gilberto Freyre mieszanie się ras było supermocą Brazylii, według Rodriguesa stanowiło źródło niepewności, którą należało przezwyciężyć. Brazylijska piłka nożna zawsze była jednak pełna paradoksów. Jej reputacja i mitologia opierają się na improwizacji, która rozróżnia sztukę od wyników — i preferuje tę pierwszą. Ale choć drużyna z 1958 r. składała się z niezwykle utalentowanych graczy, jej zwycięstwo wzięło się także ze szczegółowych przygotowań i przewagi taktycznej wynikającej z zastosowania formacji 4-2-4.

    "W piłce nożnej jest sztuka, godność, geniusz, pech, bogowie i demony, wolność i przeznaczenie, flagi, hymny i łzy, ale przede wszystkim ukryta prawda, że chociaż Brazylia jest słaba w wielu dziedzinach, to jest dobra w futbolu" — napisał Roberto DaMatta.

    Dla Havelange’a była to droga do prawdziwej potęgi — nie tylko w Brazylii, ale także poza nią.

    Tłumaczenie: Jan Halbersztat

    [REKLAMA] Okładka książki "Potęga i chwała. Nieznana historia mistrzostw świata".

    Partner Wydawnictwo SQN

    [REKLAMA] Okładka książki "Potęga i chwała. Nieznana historia mistrzostw świata".

    Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
    Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era