
Trener Chicago Fire nie ukrywa, że chce debiutu Roberta Lewandowskiego już tej nocy i liczy na to, że podejdzie do piłki w kluczowym momencie. Zaskoczyła go reakcja Polaków po prezentacji snajpera. — Mogliśmy zrobić to lepiej — przyznaje po chwili w rozmowie z serwisem WP SportoweFakty.
Konferencja prasowa z udziałem zawodnika, który bez uwzględnienia bonusów zarobi 16 mln dol. w ciągu roku, odbyła się pół godz. przed półfinałem mundialu. Od początku nie zapowiadało się na huczne powitanie. "Robert Lewandowski potraktowany jak piłkarz z łapanki" — pisał z Chicago Dariusz Dobek z Przeglądu Sportowego Onet.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
— Mnie się podobała. Amerykańskim mediom również. Ale słyszałem, że polscy kibice nie byli nią zachwyceni — odpowiada Gregg Berhalter, który w wywiadzie z serwisem WP SportoweFakty analizuje, czy można było zrobić coś lepiej podczas prezentacji.
— Roberta przywitały inne chicagowskie kluby, Bulls, Bears czy Cubs, szyldy witające go w mieście pojawiły się nawet na sklepach z hot-dogami. Teraz rzeczywiście nie było tak efektownie. Mamy świadomość, że mogliśmy zrobić to lepiej — dodaje po chwili szkoleniowiec, twierdząc jednak, że najważniejsze jest to, w jakim nastroju po dniu z prezentacją był sam piłkarz.
— Lewandowskiego traktujemy jak światową supergwiazdę. Jeśli polscy kibice odebrali to inaczej, to doszło do nieporozumienia. Zadbamy o Roberta — deklaruje, dorzucając, że snajper ma zostać ulubieńcem Polonii amerykańskiej w Chicago.
Chicago Fire nie ukrywa, że ma poważny problem z dostarczeniem odpowiedniej liczby koszulek z nazwiskiem "Lewandowski". Na zarzuty odpowiada także Berhalter. — Z tym samym kłopotem mierzył się Inter Miami, gdy podpisał kontrakt z Leo Messim czy Los Angeles FC, kiedy sprowadzili Son Heung-Mina — mówi Sebastianowi Staszewskiemu.
Okazuje się, że amerykański szkoleniowiec nie zamierza czekać i zamierza wpuścić Polaka na boisko w meczu z Whitecaps Vancouver, który zaplanowano na noc z czwartku na piątek [godz. 2.30 czasu polskiego].
— Bardzo byśmy tego chcieli — ocenia szanse na debiut. Wiele zależy jednak od chęci "Lewego". — Jeśli tylko Robert będzie na boisku, to on wykona jedenastkę — nie ma wątpliwości 52-latek.
Wraca także do momentu, gdy zaczął przekonywać Lewandowskiego do przeprowadzki, gdy ten występował jeszcze w Barcelonie. Uważa, że podczas rozmów polski napastnik nie drążył tematu zarobków.
— Pamiętam nasze pierwsze spotkanie. Rozmawialiśmy w Barcelonie, w hotelu Majestic. Przedstawiliśmy Robertowi nasz plan, kompleksową ofertę. Przedstawiliśmy też warunki finansowe, ale o pieniądzach zbyt długo nie rozmawialiśmy — wspomina Berhalter. Ważniejsze dla 37-latka miały być kwestie rodzinne i stricte piłkarskie.