
Miała być kompromitacja i stadiony święcące pustkami, a wyszła dobrze zorganizowana impreza z rekordową frekwencją i wciąż niewykorzystanym potencjałem w innych dziedzinach. Prócz kilku rys Stany Zjednoczone udowodniły podczas MŚ 2026, że jeśli mundial w następnych latach miałby być organizowany tylko w jednym kraju, to USA są na ten moment najlepszą opcją.
Komentarz
Poniżej streszczenie artykułu:
Skrót przygotowany przez Onet Czat z AI, może zawierać błędy.
Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Miała być kompromitacja i stadiony święcące pustkami, a wyszła dobrze zorganizowana impreza z rekordową frekwencją i wciąż niewykorzystanym potencjałem w innych dziedzinach. Prócz kilku rys Stany Zjednoczone udowodniły podczas MŚ 2026, że jeśli mundial w następnych latach miałby być organizowany tylko w jednym kraju, to USA są na ten moment najlepszą opcją.
W trakcie imprezy zorganizowanej przez USA, Kanadę i Meksyk Amerykanie zaczęli rozpychać się łokciami w świecie piłki nożnej. I mają kilka mocnych argumentów.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Przed turniejem głośno było o wysokich cenach biletów. Te nawet w trakcie mistrzostw można było kupić na oficjalnej stronie FIFA do odsprzedaży wejściówek, na których — a jakże — organizacja zarobiła kolejne miliony dolarów. To jednak nie przeszkodziło kibicom w wypracowaniu najlepszej frekwencji w historii MŚ.
Fenomenalny wynik ok. 6,7 mln fanów oglądających mecze ze stadionów można jeszcze tłumaczyć tym, że tegoroczny mundial liczył rekordowe 104 mecze, ale już imponujące zapełnienie stadionów w 99,7 proc. (za FIFA) rozwiewa obawy sceptyków, którzy przed mundialem prognozowali trybuny świecące pustkami. Nawet spotkania niżej notowanych reprezentacji, jak Curacao, Republiki Zielonego Przylądka czy Haiti, zapełniały trybuny, a to znakomita reklama dla amerykańskich organizatorów. Kibicom nie przeszkodziły nawet wspomniane ceny biletów, które na te mniej atrakcyjne spotkania kosztowały kilkaset dolarów. To też sygnał dla FIFA, że mimo wysokich cen i tak udało się znaleźć chętnych na wejściówki.
Znakomitej frekwencji sprzyjały m.in. bardzo dobre warunki logistyczne — USA mają kilkadziesiąt dużych portów lotniczych z bezpośrednimi połączeniami do Europy, Ameryki Południowej, Azji, Afryki i Oceanii. Miasta takie jak Nowy Jork, Los Angeles, Miami, Atlanta czy Dallas są globalnymi węzłami przesiadkowymi. To pozwoliło kibicom z całego świata pobić mundialowy rekord frekwencji.
Mimo że kraj jest ogromny, codziennie odbywają się tysiące lotów między miastami. Dla kibiców i drużyn przemieszczanie się między stadionami było stosunkowo łatwe. W trakcie turnieju nie było słychać o większych problemach, a przecież mówimy o dziesiątkach meczów rozgrywanych na kilkunastu stadionach często oddalonych od siebie o tysiące kilometrów. Podczas mundialu niektórzy krytykowali USA za brak rozwiniętej sieci kolei. Jednak autostrady i wspomniane połączenia lotnicze skutecznie przykrywają tę kwestię.
Port lotniczy w Los Angeles
Za USA przemawia także duża liczba ogromnych stadionów, a gdy FIFA faktycznie zwiększy liczbę drużyn do 64, to wówczas na świecie mało kto będzie mógł rywalizować ze Stanami Zjednoczonymi pod tym względem. Tak naprawdę jedynym krajem, który gdyby zechciał, to mógłby stać się rywalem USA w tej kwestii, są Chiny. Na ten moment mają ok. 15-20 stadionów, które pomieszczą ponad 60 tys. kibiców. Amerykanie mogą pochwalić się aż ok. 60. Co ciekawe, podczas mundialu 2026 wykorzystano tylko 11 z nich, co pokazuje, jak olbrzymie możliwości organizacyjne mają Amerykanie.
W USA podczas mundialu nie wykorzystano nie tylko wielu efektownych stadionów, ale również dużej bazy hotelowej. W trakcie turnieju w amerykańskich mediach przewijały się informacje — w co aż trudno uwierzyć — o niezadowolonych hotelarzach, którzy skarżyli się na niskie obłożenie. To jednak kolejny argument Amerykanów — dysponują taką liczbą noclegów, która spokojnie udźwignie ciężar mundialu liczącego 64 drużyny. Pod tym względem również ciężko znaleźć dla nich konkurenta.
Za Stanami przemawia także doświadczenie w organizowaniu ważnych spotkań. Na wspomniane stadiony od dziesiątek lat zjeżdżają się fani NFL, przez co miejscowe służby są przygotowane na ewentualne utrudnienia czy duży ruch w danym mieście. Organizatorzy mają rozbudowane procedury bezpieczeństwa, transportu i obsługi kibiców.
Ochrona podczas meczu mundialu 2026
Na warunki podczas spotkań rzadko narzekali dziennikarze. Z wypowiedzi polskich reporterów i komentatorów, którzy pracowali na miejscu w USA, wynikało, że widoczność z większości stanowisk medialnych była często dobra [może poza finałem], a same obiekty robiły duże wrażenie. Amerykańskie stadiony oferują tysiące miejsc dla dziennikarzy i fotoreporterów z całego świata. Nawet podczas najważniejszych meczów turnieju nie pojawiały się informacje o poważniejszych problemach z akredytacjami dla przedstawicieli mediów, w tym polskich.
Amerykańskie obiekty przemawiają też za VIP-ami. Efektowne loże, które pomieszczą tysiące gości, są standardem na amerykańskich stadionach, które gościły mundial.
Eva Marie Uzcategui - FIFA / Contributor / Getty Images
Melania Trump, Donald Trump i Gianni Infantino w loży VIP podczas finału MŚ 2026
Dla FIFA Stany są atrakcyjne szczególnie pod względem finansowym. Szacuje się, że organizacja zarobi na MŚ 2026 rekordowe 9 mld dol. Dla porównania na mundialu 2022 w Katarze zarobiła 7-7,5 mld dol. Składa się na to wspomniana rekordowa frekwencja, ale też m.in. największy na świecie rynek reklamowy i telewizyjny. Sponsorzy, nadawcy telewizyjni i reklamodawcy są skłonni płacić bardzo wysokie kwoty. Dla FIFA oznacza to rekordowe przychody.
Mundial 2026 rozpromował piłkę nożną w USA, co powinno pozytywnie wpłynąć na ewentualne MŚ 2038, które Stany chcą zorganizować. Rozwój MLS i coraz lepsza gra reprezentacji USA przekładają się na zainteresowanie młodych kibiców, a to może sprawić, że ewentualne mecze mundialu przyciągną za 12 lat amerykańską publiczność. Powinno się to odbić na dobrej atmosferze — podczas MŚ 2026 przyjezdni kibice zarzucali, że Amerykanie poświęcają mundialowi zbyt mało uwagi.
To jednak skutecznie nadrabiali imigranci z krajów piłkarskich. W USA mieszkają miliony osób pochodzących z Meksyku, Brazylii, Argentyny, Niemiec, Polski i wielu innych krajów, gdzie piłka jest sportem numer jeden. Dzięki temu niemal każda reprezentacja może liczyć na liczne wsparcie z trybun i na ulicach.
Mimo sporów politycznych Stany dysponują zasobami pozwalającymi zabezpieczyć imprezę pod względem finansowym i organizacyjnym. USA mają co prawda silną polaryzację i własne problemy społeczne, jednak patrząc na zdolności państwa do przeprowadzenia bezpiecznego, globalnego wydarzenia dla milionów ludzi, nadal należą do światowej czołówki.
Należy również pamiętać o drużynach i ich sztabach. Przy ew. 64 zespołach na kolejnych mundialach nie każdy kraj mógłby zapewnić każdej z nich dogodne warunki, do których w dzisiejszych czasach przyzwyczajeni są piłkarze. A Stany dysponują setkami takich miejsc, gdzie regularnie odbywają się sportowe zgrupowania. Problemem 64 drużyn nie byłoby znalezienie dla siebie miejsca, ale wybranie optymalnego obiektu pod względem logistycznym i organizacyjnym.
Podczas mundialu sporo negatywnej uwagi przyciągała postać Donalda Trumpa. Należy jednak zauważyć, że prezydent USA nie wykorzystywał mundialu do intensywnej autopromocji. Po fazie grupowej pojawiały się nawet komentarze, że nie angażuje się wystarczająco w wydarzenie i rzadko pojawia się na meczach. Głośniej o Trumpie zrobiło się dopiero wtedy, gdy miał interweniować u FIFA w sprawie czerwonej kartki Floriana Baloguna. Ostatecznie napastnik reprezentacji USA nie otrzymał zawieszenia, za co krytykowani byli zarówno Donald Trump, jak i Gianni Infantino. Trudno jednak oczekiwać, aby Trump — mający dziś 80 lat — miał podobne możliwości polityczne i wpływy w 2038 r.
W trakcie turnieju kibice skarżyli się również na amerykańskie wstawki do meczów — były to m.in. przerwy na nawodnienie w każdej połowie (wprowadzone, by dołożyć kilka minut reklam) oraz half time show znany z Super Bowl. Są to zabiegi, które mają przynieść kolejny zarobek i dla europejskiego kibica mogą kłuć w oczy. Amerykanie jednak zdążyli się już do nich przyzwyczaić i pewnie to samo radziłby europejskim kibicom szef FIFA Gianni Infantino.
Donald Trump, Gianni Infantino
Co ciekawe, Infantino miał w ostatnich dniach zasugerować Trumpowi, by ten poszedł na kompromis i zgodził się zorganizować mundial 2038 wraz z Chinami. To miałby być znak pokoju i jedności wysłany do świata. Zabieg ten znamy z negocjacji z 2018 r., gdy Stany walczyły właśnie o mundial 2026.
Kulisy negocjacji między USA a FIFA opisał kilka lat temu "The New York Times". W 2018 r., podczas Kongresu FIFA w Rosji, która organizowała wówczas mundial, doszło do niespodziewanego zwrotu. Kandydaturę Stanów Zjednoczonych, Kanady i Meksyku poparli między innymi Rosjanie, mimo że wielu obserwatorów spodziewało się innego wyniku. Amerykanie przyznawali, że organizacja mundialu 2026 w USA byłaby znacznie trudniejsza bez udziału Kanady i Meksyku. Wspólna kandydatura trzech państw pozwoliła przedstawić turniej jako projekt współpracy i pojednania w Ameryce Północnej, co miało szczególne znaczenie w kontekście ostrych wypowiedzi Donalda Trumpa dotyczących Meksyku, w tym planów rozbudowy bariery na wspólnej granicy.
Amerykanie oddali wówczas swoim junior partnerom — jak nazywa się Kanadę i Meksyk — 25 proc. spotkań. Łącznie sąsiedzi USA zgarnęli po 13 meczów. Meksyk stawiał jednak Amerykanom wymagania — jednym z najważniejszych była organizacja meczu otwarcia w Mexico City, na co finalnie Amerykanie przystali. Stany Zjednoczone postawiły jednak sprawę jasno, co do najważniejszych spotkań — wszystkie mecze od ćwierćfinałów zostaną rozegrane w USA. Więcej o tamtych kulisach przeczytasz tutaj>
Podczas mundialu 2026 Amerykanie udowodnili, że nie potrzebują współorganizatorów, by poradzić sobie z tak wielkim wydarzeniem, jakim są MŚ. Zrobili to z dużym zapasem możliwości, który wystarczy na mundial z 64 zespołami. Czy zorganizują go z Chinami? To już zależy od woli Donalda Trumpa i negocjacji z FIFA, a także z samymi Chińczykami.