
Szkocja nadal może wyjść z grupy, ale krytycy wygarniają selekcjonerowi, że ma za dużo respektu do rywali. Piłkarze Steve'a Clarke'a nie oddali w rywalizacji z Marokiem... ani jednego strzału celnego. Obudzili się dopiero pod koniec spotkania.
Jeszcze przed mundialem Szkoci przedłużyli umowę ze Steve’em Clarkiem do… 2030 r. Ze szkoleniowcem, który pracuje z kadrą od 2019 r., przerwał czarną serię sześciu absencji na mundialach oraz pięciu na ME, ale zarówno na Euro w 2021, jak i 2024 r. reprezentacja nie wyszła z grupy — zresztą nie dokonała tego ani razu na dużym turnieju w swojej historii.
Kibice The Tartan Army wyczekiwali pierwszego od 28 lat występu swojej ekipy na MŚ, więc nowy kontrakt 62-latka nie był tematem numer jeden, ale już po porażce z Marokiem (0:1) w Bostonie zaczyna być. Szkoci byli pasywni, nie mieli kompletnie pomysłu, jak prowadzić grę po odbiorze. Clarke, owszem, zaryzykował, ale zabrakło czasu na zmianę wyniku. Po raz kolejny kibice podkreślają — drużyna ma zbyt dużo respektu do rywala i boi się zaryzykować, postawić na swoim. I jeśli ma tak grać przez kolejne cztery lata, nikt tego nie wytrzyma.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Clarke podczas spotkania emanował spokojem. Zdenerwował się tylko kilka razy — m.in. przy starciu Lewisa Fergusona z rywalem. Trener obawiał się mocnej prawej strony rywali (Achrafa Hakimiego i Brahima Diaza), dlatego na lewej flance oprócz Andy’ego Robertsona zagrał także Kieran Tierney, na ławce wylądował Aaron Hickey. Szans od pierwszej minuty nie dostali także Lawrence Shankland i Ben Gannon-Doak.
W sportach walki popularne jest powiedzenie, rozpowszechnione przez wielkiego Mike’a Tysona, że "każdy ma plan, dopóki nie dostanie w pysk". Przez pierwsze 30 minut spotkania Szkocja nie istniała w rywalizacji z faworyzowanym Marokiem. Po 71 sekundach straciła bramkę.
Po zmianie stron 62-latek zaczął działać — kontuzjowanego Tierneya (słaby występ) zastąpił Gannon-Doak, 20-latek zamienił się stronami z Johnem McGinnem i szybko rozkręcił grę na prawej stronie. Najlepszym piłkarzem był Ferguson — świetne odbiory i dobra gra jako szóstka w środku pola. Clarke zareagował, ale zdaniem ekspertów — za późno. Gdy Szkoci zrozumieli, że Marokańczycy spuścili z tonu i nie są już tak groźni, zabrakło czasu, żeby wyrwać chociaż remis.
ZUMA / newspix.pl
John McGinn
Fani są wściekli za to, że choć na dużym turnieju (jak Euro) najpierw w narodzie zawsze jest pospolite ruszenie, ogromna wiara i wspaniały doping, to na koniec piłkarsko jest zderzenie ze ścianą, bojaźliwość. Kibice wspominają przegrany mecz z Węgrami na ostatnich ME w Niemczech (0:1), podczas którego ekipa Clarke’a nie podjęła większego ryzyka i była za to skrytykowano. Teraz miało być inaczej, zwłaszcza, że kadra awansowała po fantastycznym boju z Duńczykami.
Na grafikach stworzonych przez FIFA lider drużyny Scott McTominay był ustawiony jako… drugi napastnik obok Che Adamsa. W rzeczywistości tak nie było — piłkarz Napoli był bliżej obrońców, odbierał od nich piłki, dyrygował, przerzucał je dalej. Z tej perspektywy był niewątpliwie bardzo pomocny, ale to odbierało mu szanse na bycie bliżej akcji w ofensywie, zabierało jego walory.
"Gra najlepiej, gdy wybiega przed napastnika i jak najczęściej wbiega w pole karne. Piłkarze tacy jak on, Lampard i inni najlepiej radzą sobie bliżej bramki. Nie ma sensu, żeby z odległości 45 metrów rozgrywał podania na 10 metrów. Trzeba go przesunąć wyżej na boisku" — zauważa na X były reprezentant kraju Don Hutchison, dodając, że w drugiej połowie próba szybkiego wejścia gracza Napoli w pole karne mogła skończyć się nawet jedenastką.
FOT. ICON SPORT/NEWSPIX.PL / newspix.pl
Steve Clarke
"Mógłbym poświęcić 20 minut na analizę tego, jak przejmuje piłkę od trójki obrońców. Gdybym grał, kazałbym mu spier..... wyżej — McLean, McGinn, Ferguson i inni potrafią odbierać piłkę z głębi pola. Albo trener, albo sami gracze powinni mu to powiedzieć!" — opisywał wściekły Hutchison, który jednocześnie motywuje drużynę, by ta poszła na całość, a nie czekała na ruch rywala.
Dwukrotnie podczas spotkania Szkoci mieli stykowe sytuacje, które mogłyby zakończyć się odgwizdaniem jedenastki. Szczególnie budzi kontrowersje akcja z początku drugiej połowy, gdy zahaczony z prawej strony został John McGinn. Arbiter z Uzbekistanu Ilgiz Tantashev nie zdecydował się jednak na reakcję.
Sam McGinn, cytowany przez "Heralda", podkreśla, że Brazylię, najbliższego przeciwnika, trzeba zaatakować. Zawodnicy sami rozumieją, że styl musi być zupełnie inny niż w starciu z Marokiem. Kibice w końcu chcą zobaczyć swoją kadrę w fazie pucharowej wielkiego pucharu. — Musimy zaatakować Brazylię. Druga połowa meczu z Marokiem pokazała, że kiedy rzucamy się na przeciwników, nikt nie lubi być pod taką presją — zauważa piłkarz Aston Villi, jedna z gwiazd reprezentacji.
FOT. ICON SPORT/NEWSPIX.PL / newspix.pl
Kibice Szkocji są rozczarowani po meczu z Marokiem
Szkoci opuszczą Boston i trzeci mecz przeciwko Brazylii rozegrają już w Miami. Za nimi podąży kilkadziesiąt tysięcy fanów The Tartan Army. Szkocki "Herald" relacjonuje, że Amerykanie byli w Bostonie zachwyceni postawą kibiców z Wysp, a dziennik "Boston Globe" w oficjalnym liście podziękował szkockim fanom za stworzenie niesamowitej atmosfery w stanie Massachusetts.
Kadra doskonale zna warunki na Florydzie, bo na początku czerwca pięć dni spędziła w Fort Lauderdale, by trenować w nowoczesnym Florida Blue Training Center, gdzie na co dzień formę szlifuje Inter Miami z Leo Messim na czele. Szkocja federacja wydawała spore pieniądze, by sprostać oczekiwaniom Clarke'a i całego sztabu. Głównym obozem Szkotów jest natomiast baza Charlotte FC w Karolinie Północnej, dokąd drużyna ruszyła po ostatnim sprawdzianie przed mundialem przeciwko Boliwii (4:0).