
Górnik dozbraja się na eliminacje Ligi Mistrzów. Wykupił utalentowanego Chorwata po konsultacji Lukasa Podolskiego z Gennaro Gattuso i przechwycił Kacpra Urbańskiego z Legii. Do tego sponsorzy po prywatyzacji Górnika i jego ostatnich sukcesach, ustawiają się w kolejce.
Od czasu prywatyzacji Górnika i sukcesów z poprzedniego sezonu, zainteresowanie sponsorów tym klubem bardzo mocno wzrosło. W Zabrzu wiedzą, jak z tego korzystać. Mogą jedynie żałować, że miejsca na meczowych strojach są ograniczone, bo wszystkich chętnych nie pomieszczą.
Na domowym meczu z Fenerbahce (29 lipca, godzina 20) z powodu zakazu zabraknie fanów ze Stambułu, więc gospodarze sprzedają bilety również na sektor gości. Zainteresowanie jest ogromne, w sumie spotkanie obejrzy ponad 28 tys. widzów. Już pierwszego dnia sprzedaży wejściówek na konto Górnika wpłynęło 1,2 mln zł.
W sumie na samych biletach (bez vipów i lóż) klub zarobi około 2 mln zł. Szacuje się, że łącznie ze sprzedażą praw telewizyjnych czy band ledowych, Górnik na organizacji tego spotkania może zgarnąć trzy, a w najkorzystniejszej wersji 4 mln zł.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Od tego sezonu wicemistrzów Polski ubiera Reebok, który przygotował dla nich dedykowane koszulki. Abstrahując od odbioru stroju na mecze domowe, bo części kibiców przeszkadza zbyt duże logo sponsora, to ten wzór w ciemno, jeszcze przed premierą, kupiło 1,6 tys. kibiców.
Celem na ten sezon była sprzedaż 12,5 tys. karnetów. Kibice już tę liczbę przekroczyli i zbliżają się do rekordowych 14 tys. Górnik już zapowiedział, że przy tej liczbie opuści szlaban i więcej karnetów sprzedawać nie będzie.
Szefowie klubu tłumaczyli w oświadczeniu: „Decyzja o wprowadzeniu limitu wynika z chęci zapewnienia równowagi pomiędzy osobami posiadającymi karnety a kibicami, którzy uczestniczą w meczach okazjonalnie. Dzięki temu chcemy zagwarantować, że stadion pozostanie otwarty zarówno dla stałych bywalców, jak i dla tych, którzy dopiero zaczynają swoją kibicowską przygodę lub planują rodzinny udział w spotkaniach Trójkolorowych”.
Marcin Bulanda / newspix.pl
Kibice Górnika Zabrze na meczu z Radomiakiem
Taka liczba karnetowiczów stawia nowe wymagania zbudowania nawyku u tych, którzy akurat nie będą mogli przyjść na stadion, by zwolnili miejsce, a klub będzie mógł tam sprzedać bilet.
Górnik chce wytworzyć przekonanie, że bilet na jego mecz jest towarem deficytowym i warto być na stadionie. Celem jest sold out na każdym domowym meczu. I jeżeli jeszcze w nowym sezonie mogą być puste krzesełka, to w następnym klub podniesie sobie poprzeczkę, by stadion już na pewno zapełniać regularnie.
Górnik chce podtrzymywać zainteresowanie drużyną i piłkarzami. Lukas Podolski już wcześniej rozumiał znaczenie komunikacji z kibicami, a jako właściciel tylko to potwierdza. Na obóz do Austrii, żeby relacjonować przygotowania zespołu Gasparika, z klubowej ekipy medialnej wysłano aż siedem osób.
Do Górnika spływają pieniądze z wielu kierunków. Ekstraklasa za wicemistrzostwo kraju zapłaci prawie 30 mln zł. PZPN za zdobycie Pucharu Polski wypłacił 5 mln zł. Połowa tej kwoty trafiła do zawodników, taki podział obowiązuje w wielu innych klubach, które w regulaminie premiowania zakładają zdobycie PP. Górnik zarobił też na sprzedaży Patrika Hellebranda i Wiktora Nowaka, a w perspektywie są wpływy za dni meczowe z gry w Europie, czy przelew od UEFA za występy w jej rozgrywkach. Trzeba jednak pamiętać, że wciąż też pozostają długi. W maju do spłacenia było 12-15 mln, m.in. obligacje, zadłużenie wobec prywatnych wierzycieli, czy Spółki Stadion.
Michał Chwieduk / newspix.pl
Lukas Podolski
Zmieniły się wyzwania. Jeżeli Górnik przedłuży karnet na grę w europejskich pucharach na jesień, to wkroczy w obcą dla siebie rzeczywistość. Logistyka, podróże, organizacja, rotowanie zawodnikami przy grze co trzy dni — z tym wszystkim w Zabrzu się liczą. Górnik rozwija się na naszych oczach, ale czy jest gotowy ze wszystkim? Gra w Europie spowoduje, że znów trzeba będzie przyspieszyć.
Górnik i tak dzisiaj jest już w takiej kondycji, że może iść po piłkarza Legii, którego rok temu przy Łazienkowskiej witano z ogromnymi nadziejami. Planowano, że Kacper Urbański pogra w Legii i zmieni klub na lepszy, co w sumie się wydarzyło, bo odszedł do wicemistrza kraju i zdobywcy Pucharu Polski.
Urbański nie pomógł Legii tak, jak wszyscy się spodziewali, ale w klubie też mają świadomość, że sami nie dopomogli w wykorzystaniu jego potencjału. Trafił na sezon pod znakiem turbulencji i zmian trenerów, bo przez rok pracował z trzema szkoleniowcami.
Górnik skorzystał z okazji, że Legia szuka oszczędności, a kontrakt Urbańskiego był dla niej obciążeniem. Łukasz Milik, dyrektor sportowy Górnika, pracę nad tym transferem rozpoczął trzy tygodnie wcześniej. Były telekonferencje, spotkania w Warszawie z piłkarzem i przedstawicielami Legii.
Łukasz Jurga / newspix.pl
Łukasz Milik
W tle wisiała sprawa Antonio Colaka, który rok temu miał ustalone warunki kontraktu z Górnikiem, przechodził już testy medyczne, a w ostatniej chwili przechwyciła go Legia. Zawodnik potajemnie wyjechał ze Śląska, zostawiając zdumionych gospodarzy. W Górniku byli wściekli na taką formę przejęcia zawodnika, zadzwonili z pretensjami do Michała Żewłakowa, ale dyrektor sportowy Legii szczerze odparł, że on... nic o tym nie wie. Bo nie wiedział. Za ten transfer odpowiadał Fredi Bobić.
Dziś transferami w Legii zajmuje się m.in. szef skautingu Piotr Zasada. W trakcie rozmów o Urbańskim nie chował głowy w piasek, tylko odniósł się do tamtego niefortunnego zachowania Legii. Górnik wobec takiej postawy uznał temat za zamknięty.
Piotr Kucza / newspix.pl
Antonio Colak (Legia Warszawa)
Wiadomo, na co liczą w Zabrzu: że to u nich Urbański pokaże potencjał, pomoże drużynie, a w przyszłości może zostać wytransferowany za miliony. Na to, co nie udało się Legii, Górnik ma swój pomysł. Piłkarz dołączył na zgrupowanie w Austrii, a w samolocie z Warszawy do Monachium spotkał Marcina Zontka, trenera przygotowania fizycznego Górnika. Była okazja posłuchać, jak pracuje się w Zabrzu, jakie będą oczekiwania i czym może to zaprocentować.
Milik mówi wprost, że Górnik też ryzykuje z tym transferem. W klubie musieli przeliczyć budżet, żeby sprawdzić, czy stać ich na Urbańskiego. Piłkarz chce się odbudować, zgodził się na dużą obniżkę względem tego, co zarabiał w Legii. W Zabrzu ma dostawać o ponad połowę mniej, ale to wciąż jeden z najwyższych kontraktów w Górniku.
Górnik mógł sobie pozwolić na taki wydatek po sprzedaży Wiktora Nowaka do Slavii. W ogóle dzięki temu ruchowi, Zabrzan stać było na trzech zawodników: Urbańskiego oraz dwóch graczy Slavii: Ondreja Zmrzlego (wykupiony po półrocznym wypożyczeniu) i Erika Prekopa.
Układanie mozaiki przy sprzedaży Nowaka do Slavii i pozyskania Zmrzlego oraz Prekopa podążających w odwrotnym kierunku, trwało dwa i pół miesiąca. W tej konstrukcji trzeba było uwzględnić interesy klubów, zawodników i ich agentów. Milik w wywiadzie dla klubowej telewizji Górnika wyliczał, że zaangażowanych było 20 osób. Pojawiało się wiele pomysłów, jak wszystkich zadowolić.
Ostatecznie Nowaka wyceniono na 2,4 mln euro, ale do Górnika trafiło 700-900 tys. euro. Różnica, czyli 1,5 mln euro, to wartość Zmrzlego i Prekopa, którzy trafili do Górnika.
Mateusz Sobczak / newspix.pl
Erik Prekop na treningu Górnika Zabrze
Bez sprzedaży Nowaka nie byłoby szans na Prekopa. 28-latek, który w zeszłym sezonie zdobył ze Slavią mistrzostwo Czech, był dla pionu sportowego Górnika, jak i Michala Gasparika, numerem jeden wśród napastników. Na razie zatroszczył się w Górniku o dobre wrażenie na początku, bo w sparingu z Hallescher FC (2:1) zdobył dwie bramki.
W Zabrzu od dawna szukają napastnika, który zapewni im gole. W ostatnim sezon do ataku przesunięto Sondre Lisetha i nie zawiódł — strzelił osiem goli. Zimą do rywalizacji sprowadzono Borisława Rupanowa, ale Bułgar nie przebił się do podstawowego składu. Zagrał w sześciu meczach (174 minuty), kilka dni temu wypożyczono go do portugalskiego drugoligowca UD Leiria z opcją wykupu.
Górnik zainwestował też w Bruno Durdova z Hajduka Split. Według chorwackich mediów za 19-letniego skrzydłowego zapłacił 900 tys. euro plus bonusy. To byłby transferowy rekord 14-krotnych mistrzów Polski. Durdov był nadzieją Hajduka, ale w ostatnim sezonie mógł mieć prawo do zwątpienia. Wystąpił w 20 meczach, ale minut na boisku uzbierał raptem 607. W drugiej części sezonu był już głównie rezerwowym lub w ogóle nie mieścił się w meczowej kadrze. Górnik wykorzystał moment, w którym nastolatek mógł mieć wątpliwości co do swojej przyszłości w tym klubie. Lukas Podolski przed transferem zadzwonił do Gennaro Gattuso, który w Hajduku poprowadził Durdova w 32 meczach. Włoski szkoleniowiec utwierdził Zabrzan, żeby nie wahali się przed tym transferem i potraktowali to jako okazję.
Michał Chwieduk / newspix.pl
Bruno Durdov (z prawej) w sparingu Górnika Zabrze z Puszczą Niepołomice
— Przy takiej kwocie nie zastanawiaj się, płać i jedź po niego na lotnisko — zachęcał były selekcjoner reprezentacji Włoch.
W Górniku zachwalają wyszkolenie techniczne nastolatka, ale też dają mu czas na wdrożenie się do zespołu Gasparika. Dla tego trenera bardzo ważna jest gra w obronie i na to Durdov musi być przygotowany.
Górnik stracił lidera środka pola, Patrika Hellebranda, którego za 1,7 mln euro wykupiła Korona. Rozochoceni Kielczanie sondowali też transfer Maksyma Chłania, za którego trzeba zapłacić 3 mln euro.
Przy Roosevelta rozglądają się za następcą Hellebranda. Do pewnego momentu rozważali Mateusza Łęgowskiego, ale w decydującym momencie nie zrobili kolejnego kroku, żeby sięgnąć po byłego piłkarza tureckiego Eyupsporu. Ostatecznie Łęgowski podpisał kontrakt z Motorem. Brak konkretów ze strony Górnika oznacza, że na to miejsce wytypowali lepszego, według swoich skautów, zawodnika. Kandydaci są, lecz klub nie chce działać w pośpiechu i czeka — dla wielu piłkarzy Górnik nie jest pierwszym wyborem, bo patrzą w kierunku lepszych lig. Jeśli tam nie znajdą zatrudnienia, wtedy szanse wicemistrzów Polski wzrosną.
Mateusz Sobczak / newspix.pl
Michal Gasparik na treningu Górnika Zabrze przed rozpoczęciem sezonu 2026/27
Większość transferów zaplanowanych przez pion sportowy Górnika przeprowadzono przed wyjazdem na obóz i Gasparik w Austrii mógł pracować z nowymi zawodnikami.
Z akademii, której znaczenie od swoich pierwszych dni w klubie podkreśla Lukas Podolski, na austriackie zgrupowanie jako czwartego bramkarza zabrano Wiktora Kanię (2009). Z górniczych rezerw pojechał też jego rówieśnik — napastnik Mateusz Posmyk.
W klubie zaznaczają, że wobec startu w europejskich pucharach i lipcowych meczów o Ligę Mistrzów z Fenerbahce, Gasparik na takie wyzwania chce mieć kadrę złożona z gotowych piłkarzy. Młodzież? W tym oknie transferowym sprowadzono Durdova (2007), Michała Synosia (2007, Stal Rzeszów) i Ksawerego Samika (2008, Hutnik Kraków).
Górnik co pół roku przyzwyczaił do remanentu w swojej kadrze. Dla kilku piłkarzy zabrakło miejsca w kadrze i nie pojechali na obóz.
Po transferze Urbańskiego i przy Lukasie Ambrosie, drastycznie zmniejszyły się szanse na grę Michała Rakoczego i musi sobie szukać klubu. Zgodę na odejście dostali też Kamil Lukoszek (sprzedaż lub wypożyczenie), Maksymilian Pingot, czy Natan Dzięgielewski.
Mateusz Sobczak / newspix.pl
Dominik Szala
Do Śląska wypożyczono Dominika Szalę, który zebrał pochwały za ostatnie miesiące spędzone na wypożyczeniu w Stali Mielec. Wrocławianie zagwarantowali sobie prawo wykupu. Przed rozpoczęciem negocjacji Górnik zakładał, że ta kwota wyniesie milion euro. Na razie oficjalnie nie wiadomo, ile wpisano do umowy ze Śląskiem. Utrudnieniem dla Szali jako środkowego obrońcy u Gasparika był wzrost (183 cm). Zabrzanie mają niską drużynę, dlatego na pozycji środkowych obrońców celują w zawodników, którzy pozwolą zabezpieczyć pole karne przy dośrodkowaniach.
Wzrost pozostałych środkowych obrońców Górnika:
194 cm — Paweł Bochniewicz
188 cm — Rafał Janicki
187 cm — Michał Synoś
184 cm — Josema
181 cm — Kryspin Szcześniak
Michał Chwieduk / newspix.pl
Taofeek Ismaheel w sparingu Górnika Zabrze z Puszczą Niepołomice
Z wypożyczenia do Lecha jako mistrz Polski wrócił Taofeek Ismaheel. Gasparik piłkarsko go ceni, ale w przypadku tego piłkarza wątpliwości od dawna ciągle dotyczą tego samego, czyli jego skuteczności. W Zabrzu zastanawiają się, jak to rozwiązać, bo z jednej strony mają skrzydłowego cenionego przez Gasparika, a z drugiej jego wysoki kontrakt nie przekłada się na liczby.