
Kolejny mundial odbędzie się w Hiszpanii, Portugalii i Maroku, ale pojedyncze mecze zostaną rozegrane też w Ameryce Południowej. Finał miałby odbyć się w Hiszpanii, ale Donald Trump chciałby to zmienić.
Największy mundial w historii dobiegł końca. Kolejny będzie jednak nie mniejszy, a do tego jeszcze bardziej specyficzny. Następny raz piłkarze powalczą o mistrzostwo świata w 2030 r. Gospodarzami turnieju będą Hiszpania, Portugalia i Maroko, ale po jednym spotkaniu odbędzie się w Urugwaju, Argentynie i Paragwaju. W ten sposób FIFA chce uhonorować setną rocznicę pierwszego mundialu, którego gospodarzem był Urugwaj.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Reprezentacje wszystkich tych sześciu państw mają zagwarantowany udział w turnieju — co jest bezprecedensowym wydarzeniem w historii mistrzostw — ale wcześniej żadne finały nie były rozgrywane w sześciu krajach.
FIFA nie zatwierdziła jeszcze listy miast, w których mają się odbywać mecze. Rozważa powiększenie turnieju do 64 drużyn. Hiszpanie zgłosili już 11 stadionów, Marokańczycy sześć obiektów, a Portugalczycy trzy.
Finał według planów ma się odbyć w Hiszpanii, a zdecydowanym faworytem do goszczenia tego meczu był stadion Santiago Bernabeu w Madrycie, аle wcale nie jest pewne, że tam odbędzie się to starcie.
Hiszpański portal The Objective twierdzi, że Maroko z inicjatywy króla Mohammeda VI, miało rozpocząć kampanię w celu odebrania Hiszpanii organizacji tego spotkania. Miałoby liczyć na poparcie federacji z Afryki, Azji, Ameryki Północnej i Oceanii, ale przede wszystkim na przychylność Donalda Trumpa, który ma duży wpływ na prezydenta FIFA Gianniego Infantino.
W taki sposób prezydent USA mógłby ukarać Hiszpanię. Z tamtejszymi władzami łączą go chłodne relacje. Rząd Pedro Sancheza wielokrotnie krytykował działania Trumpa choćby w kwestiach Iranu czy Palestyny, m.in. nie zgodził się na wykorzystywanie baz wojskowych w Andaluzji do przeprowadzania nalotów na Iran. Trump nazwał Hiszpanię **"**beznadziejnym sojusznikiem".