
To była jedna z najsłynniejszych czerwonych kartek w historii. Zinedine Zidane w finale mundialu w 2006 r. uderzył głową w twarz Marco Materazziego, za co wyleciał z boiska. Do historii przeszły słowa, jakie wtedy powiedział włoski obrońca, który sprowokował genialnego piłkarza.
Zinedine Zidane zakończył wspaniałą karierę w fatalny sposób. Już wcześniej wiedział, że finał mundialu w 2006 r. będzie ostatnim meczem w roli czynnego piłkarza. Francuzi mierzyli się z Włochami, których świetnie znał. Wcześniej przez pięć lat grał przecież w Juventusie, bardzo dobrze mówił po włosku.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Finał zaczął się dla niego dobrze. W siódmej minucie wykorzystał rzut karny (podyktowany za faul Marco Materazziego) i tak Francuzi wyrównali. W 19. minucie Włosi wyrównali za sprawą Materazziego.
Wtedy jeszcze nikt nie spodziewał się, że obaj z bohaterów zmienią się w antybohaterów tego spotkania i przejdą do historii, ale w mało chwalebny sposób. Więcej goli nie padło i potrzebna była dogrywka. W niej nagle, w 110. minucie, widzowie przeżyli szok. Zidane nagle uderzył głową Materazziego w klatkę piersiową.
Argentyński sędzia Horacio Elizondo nie miał wyjścia i pokazał legendzie futbolu czerwoną kartkę.
Potem wyszły na jaw okoliczności tej kartki. Zidane sam opowiedział, co się stało. Materazzi ciągnął go za koszulkę.
— Jak tak chcesz moją koszulkę, to ci ją dam po meczu — powiedział.
— Wolę twoją siostrę, k... — odpowiedział Materazzi.
Wtedy Zidane nie wytrzymał nerwowo i w taki sposób zakończył karierę. Francuzi już bez niego na boisku przegrali potem w karnych i to Włosi zostali mistrzami świata.
Zidane został zawieszony na trzy mecze, co miało symboliczne znaczenie, bo przecież i tak zakończył karierę. Materazzi dostał dwa mecze kary.
Obaj później nieraz wracali do tego incydentu. Zidane nigdy nie przeprosił za uderzenie rywala. — Oczywiście, że mam do siebie pretensje — powiedział Zidane w wywiadzie dla hiszpańskiego "El País" w 2010 r. — Ale mówiąc "przepraszam", przyznałbym jednocześnie, że to, co on sam zrobił, było normalne. A dla mnie nie było normalne — powiedział.
— Różne rzeczy dzieją się na boisku. Wielokrotnie mi się to przytrafiało. Ale nie mogłem tam wytrzymać. To nie jest usprawiedliwienie. Ale moja mama była chora. Była w szpitalu. Ludzie o tym nie wiedzieli — dodał.