
Piłkarze Argentyny dokonali politycznego manifestu po pokonaniu Anglików. Odnieśli się do spornego terenu, o który 44 lata temu toczyła się wojna między krajami. Złamali tym samym zasady FIFA.
Spotkaniu Anglików z Argentyńczykami od początku towarzyszyły wielkie emocje, w tym również ze względu na dawne wydarzenia geopolityczne.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Relacje między oboma państwami pozostają napięte po wojnie o Falklandy, konflikcie zbrojnym toczonym w 1982 r. między Argentyną a Wielką Brytanią o kontrolę nad wyspami położonymi na samym południu kontynentu, około 480 km od wybrzeży Argentyny. Europejskie zwierzchnictwo nad Falklandami zaczęło się już w XVIII w.
Oficjalny konflikt 44 lata temu trwał 73 dni, podczas których zginęło 907 osób — 649 Argentyńczyków i 258 Brytyjczyków. W konsekwencji teren pozostał we władaniu Wielkiej Brytanii, a w Argentynie upadła junta wojskowa. Emocje te jednak wciąż są żywe. "Nie zamierzamy zrzec się naszej suwerenność ani nie zamierzamy dążyć do konfliktu z Wielką Brytanią, w której rękach znajdują się wyspy. Nie ma sposobu natychmiastowego rozwiązania sporu" — mówił przed dwoma laty prezydent Argentyny Javier Milei.
W półfinale mistrzostw świata 2:1 wygrali Argentyńczycy i zdecydowali się na geopolityczny manifest. "Malwiny są argentyńskie" — taki transparent pokazali piłkarze po zakończonym meczu, zapisując hiszpańską wersję Falklandów. Złamali tym samym zasady FIFA, by nie dopuszczać polityki na stadiony.