RAK
    To kwintesencja ekskluzywności Wimbledonu. Cena mnie zaskoczyła

    To kwintesencja ekskluzywności Wimbledonu. Cena mnie zaskoczyła

    466 odsłon
    To kwintesencja ekskluzywności Wimbledonu. Cena mnie zaskoczyła

    Wimbledon to nie tylko trawiaste korty, białe stroje i elegancko ubrani goście, których widzą państwo na ekranach. Kilkanaście dni spędzonych na kortach dało mi nieco inne spojrzenie na rynek sponsoringu sportowego. A cena kawy w przepięknej porcelanie w barze firmy Ralph Lauren miło mnie zaskoczyła.

    Firmy współpracujące z turniejem są określane mianem partnerów, nie występuje tu słowo sponsor. To na pozór drobna różnica, która pokazuje, w jaki sposób funkcjonuje organizator Wimbledonu — All England Club. Sponsor kojarzy się głównie z logo, które trzeba wyeksponować. Partner ma być natomiast naturalnym elementem krajobrazu, tak jak wszędzie obecne zegary Roleksa, piłki Slazengera, dane statystyczne IBM czy samochody Range Rover, którymi wożeni są oficjele i najważniejsi goście. Mimo tego ekspozycyjnego rygoru All England Club zarabia niebotyczne pieniądze (według różnych szacunków w 2025 roku były to 124 mln dol.).

    Kilkanaście dni spędzonych na kortach dało mi nieco inne spojrzenie na rynek sponsoringu sportowego.

    Potwierdziłem sobie, że liczy się autentyczność i jakość, a nie nachalność ekspozycji. Na terenach Wimbledonu położonych przy Church Road w Londynie marki są wpisane naturalnie we wszystko, co widzi kibic. Ralph Lauren ubiera obsługę, American Express daje każdemu fanowi możliwość poczucia się jak VIP (posiadaczom swoich kart pozwala na dostęp do lóż i rozdaje dedykowane piłeczki tenisowe). Odwiedzający Wimbledon chcą spróbować truskawek, miejscowego likieru Pimm’s czy szampana marki Lanson. Kiedy przyświeci słońce, kupią czapeczkę Wimbledonu, do której dostaną za darmo kilka tubek kremu z filtrem.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    Kwintesencją ekskluzywności jest tutaj bar firmy Ralph Lauren, który podaje kawę w przepięknej biało-zielonej porcelanie w partnerskiej cenie — takiej samej jak w każdym innym punkcie gastronomicznym na turnieju. Americano kosztuje 3,5 funta [ok. 17,70 zł], czyli kwotę porównywalną do tej, jaką trzeba dziś zapłacić w kawiarni w Polsce.

    Wojskowi pilnują porządku

    Nie przypuszczałem, że będę miał możliwość rozmowy z żołnierzem, który w swojej służbie przebył niemal cały świat. Zupełnie przypadkowo poznał mnie z nim Victor Archutowski. Jest to przedstawiciel tzw. Service Stewards, czyli elitarnej grupy 500 żołnierzy brytyjskich sił zbrojnych (piechota, marynarka wojenna oraz siły powietrzne), którzy na czas turnieju pracują w All England Club. Stewardzi w mundurach pilnują porządku na największych kortach, są pierwszymi osobami, do których zwraca się kibic. W tym roku tradycja ich obecności na Wimbledonie obchodzi 80-lecie, rozpoczęła się bowiem w 1946 r.

    Będąc nawet na dużych międzynarodowych wydarzeniach sportowych, czasem odnosiłem wrażenie, że kibice są traktowani przez pracowników jak petent w urzędzie — zło konieczne, które trzeba możliwie szybko obsłużyć. Tymczasem na kortach Wimbledonu czuć szczerą serdeczność od wszystkich odpowiedzialnych za organizację turnieju. Zauważyłem, że nawet kamerzyści wchodzą w interakcję z kibicami i próbują trochę ich rozruszać, zanim zostaną pokazani na ekranie.

    Szampan Lanson z logiem Wimbledonu

    PAP/PA / PAP

    Szampan Lanson z logiem Wimbledonu

    Swój udział w tworzeniu tej atmosfery mają też dzieci podające piłki. Najpierw przechodzą internetowe kursy dotyczące tenisa i zasad pracy na korcie, a następnie tylko osoby nominowane przez szkoły mogą wystartować w styczniowych testach, które odbywają się w AELTC Community Tennis Centre w Raynes Parku. Ocenia się cztery elementy: sprawność fizyczną, umiejętności techniczne, znajomość przepisów oraz zachowanie i pracę na korcie. Szkolenie wybranych osób zaczyna się w lutym w tym samym miejscu. Z czasem treningi przenoszą się na obiekty Wimbledonu i trwają aż do połowy czerwca.

    À propos młodzieży — warto dodać, że w drugim tygodniu turnieju zaczyna się Wimbledon dla juniorów. Dla wielu z nich to pierwszy kontakt z wielkoszlemowym obiektem, a skoro mogą zagrać na tych samych kortach co ich idole, mają także szansę poczuć się jak oni. Dzięki temu w tenisie mamy często bardzo młodych mistrzów, jak np. Emma Raducanu (US Open w wieku 18 lat), Mirra Andriejewa (Roland Garros, 19) czy Carlos Alcaraz (US Open, 19).

    • Polecamy także: Polak zdradza nam tajniki Wimbledonu. "Byłby to najgorszy błąd"

    Loża, której nie można kupić

    Wimbledon mogą przeżywać państwo na wiele różnych sposobów, co oczywiście zależy od zasobności portfela. Jedni ustawiają się w wielogodzinnej kolejce, kupują tzw. ground pass (czyli po prostu wejście na teren kompleksu) i siadają na The Hill przy korcie nr 1. Bardziej zamożni wybierają pakiet debenture, czyli prawo do jednego z najlepszych miejsc na pięć lat. To osobne wejścia, bary, restauracje i krzesełko, które nie wymaga szukania wolnego miejsca w cieniu.

    Kibice na słynnym wzgórzu na terenie Wimbledonu, czyli "The Hill"

    PAP/EPA / PAP

    Kibice na słynnym wzgórzu na terenie Wimbledonu, czyli "The Hill"

    Najwyższy stopień wtajemniczenia to jednak Royal Box, Loża Królewska, dostępna jedynie na specjalne zaproszenie. 74 miejsca przeznaczone dla rodziny królewskiej i gości zapraszanych przez klub: ludzi sportu, polityki, biznesu, wojska, mediów czy brytyjskiego tenisa.

    Przed moim wyjazdem na Wimbledon szef departamentu CSR w KGHM Tomasz Półgrabski opowiedział mi o dniu spędzonym w strefie członków i gości All England Club. Został tam zaproszony przez byłego tenisistę Nicka Browna. Krawat jest obowiązkowy, a dla zapominalskich można pożyczyć go na miejscu. W toaletach goście mogą skorzystać z perfum, a dress code obowiązuje tam każdego. Wyjątku nie zrobiono nawet dla Lewisa Hamiltona, który idąc do Loży Królewskiej, miał na sobie koszulę z kwiatowym nadrukiem. Kierowca Formuły 1 odmówił ubrania marynarki i założenia krawatu, w konsekwencji czego nie został tam wpuszczony.

    Anna Kalinska podczas Wimbledonu

    PAP/PA / PAP

    Anna Kalinska podczas Wimbledonu

    Idealna rzeczywistość

    Za murami Wimbledonu, na tym pięknym obrazie pojawiają się jednak pewne pęknięcia. Londyn jest miastem luksusowych sklepów, pod którymi często można spotkać bezdomnego. W stolicy Wielkiej Brytanii czterogwiazdkowy hotel w kamienicy obok Hyde Parku wygląda co prawda reprezentacyjnie z zewnątrz, ale po wejściu do pokoju okazuje się, że jest on tak mały, że walizka staje się dodatkowym meblem. Pod względem bazy hotelowej Polska naprawdę nie powinna mieć kompleksów. A Londyn przed chociażby Euro 2028 musi się mocno wziąć do roboty.

    • Polecamy także: 21-letni Polak wśród gwiazd. Carlos Alcaraz udostępnił jego prace

    "Stara Anglia" to zielone krajobrazy z idealnie przystrzyżoną trawą, nienaganne maniery oraz tradycyjny rytm dnia, zwieńczony popołudniową herbatą. Turniej na kortach Wimbledonu jest naturalną kwintesencją tego filmowego, pełnego elegancji świata. Spędzając kilka godzin na Church Road, można uwierzyć, że rzeczywistość da się idealnie uporządkować.

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era