
Dzięki niemu Adam Małysz zarobił fortunę, choć jego pomysły budziły kontrowersje. - Wtedy oburzyła się większość Polaków. Są pewne świętości, których się nie rusza — opowiadał były prezes PZN, Paweł Włodarczyk. Bo Edi Federer nie był łatwym człowiekiem.
"Pamiętam, że bywały takie momenty, że Adam był może nawet obrażony, że rozmawiałem z Federerem z pozycji, powiedzmy, jakiejś tam siły. Pamiętam taką sytuację, jak na biało-czerwonej chorągiewce umieścili reklamę. Wtedy też mocno zareagowaliśmy i myślę, że też było to jedno z zarzewi konfliktu. Tyle tylko, że wtedy oburzyła się większość Polaków. Są pewne świętości, których się nie rusza" — podkreślił.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Działacz opowiedział również o sprzedaży praw do wizerunku naszego legendarnego skoczka za dwa samochody i telefon. "To była bardzo trudna sprawa. Może z wyjątkiem kilku osób w PZN, wszyscy byli za tym. Wydawało się, że skoro Małysz i Federer tak dobrze się dogadują, to wszyscy powinni być zadowoleni i po co to psuć. Potem miałem duży konflikt z Federerem, ale już przy podpisaniu nowej umowy udało się wynegocjować takie warunki, z których byłem zadowolony. Myślę, że wtedy wszyscy byli zadowoleni z takiego rozwiązania" — podkreślił.
Austriak nierzadko starał się narzucić związkowi swoją wolę, co było bardzo negatywnie odbierane. "W mojej ocenie Federer uważał, że skoro współpracował z Małyszem czy finansował wyjazdy grupy zawodników, gdy PZN nie miał pieniędzy, ma prawo do bycia decyzyjnym. My się z tym nie zgadzaliśmy, co oczywiście rodziło konflikty" — mówił.
"Przykładowo, zgodnie z programem szkoleniowym grupa miała jechać do miejscowości X, a nagle wchodził Federer mówiący, że on może sfinansować wyjazd w dużo ciekawsze miejsce poza PZN. Oczywiście w ogóle nie chodziło o to miejsce, tylko regułę. Skoro zostało to już dawno ustalone, to dlaczego zmieniać to tylko dlatego, że on tak sobie zażyczył? Nie miał prawa narzucać PZN swoich zasad" — dodał były działacz.
Mimo sporów z polskimi działaczami, Edi Federer odegrał kluczową rolę w karierze Adama Małysza, wkraczając w jego życie podczas wybuchu "Małyszomanii" na początku 2001 roku i błyskawicznie przekształcając polskiego skoczka w globalną markę. Przejął na siebie kontakt z mediami, ograniczył liczbę wywiadów i uporządkował prawa do wizerunku, dzięki czemu Małysz mógł odciąć się od paraliżującego szumu i skupić wyłącznie na sporcie. Federer zrewolucjonizował też finanse skoczka, odrzucając drobne oferty na rzecz gigantów i negocjując m.in. wielki kontrakt z Red Bullem, który zabezpieczył mistrza z Wisły na całe życie.
Wedle informacji Pentagon Research z 2011 r. nasz legendarny skoczek podczas kariery zarobił na umowie z popularną marką około 20 mln zł. Nigdy jednak nie podano oficjalnej kwoty zawartej w umowie. Dziś wiadomo tyle, że jest ona już znacznie większa, ponieważ została przedłużona również na czas jego startów w rajdach (np. Rajd Dakar), a później na czas pełnienia funkcji dyrektora i prezesa PZN, Red Bull płaci mu stałą pensję do dzisiaj.
Edi Federer zaczynał jako skoczek narciarski, który po zakończeniu kariery sportowej stał się jednym z najbardziej wpływowych menedżerów w świecie skoków. Jako zawodnik osiągał solidne wyniki — największym sukcesem było 2. miejsce w klasyfikacji generalnej Turnieju Czterech Skoczni 1974/75. W 1978 roku wygrał Turniej Szwarzwaldzki, a trzy lata wcześniej wystąpił na Mistrzostwach Świata w Lotach Narciarskich, gdzie zajął 15. miejsce.
Po zakończeniu kariery w 1979 roku założył firmę Edi Federer Sportmarketing i zajął się reprezentowaniem zawodników oraz drużyn w kontaktach ze sponsorami. To właśnie jako menedżer zdobył największą renomę, współpracując m.in. z Adamem Małyszem, Andreasem Goldbergerem i Thomasem Morgensternem.
Federer odegrał istotną rolę w profesjonalizacji skoków narciarskich, pomagając zawodnikom budować zaplecze organizacyjne, pozyskiwać sponsorów i rozwijać kariery w okresie, gdy dyscyplina dopiero nabierała komercyjnego znaczenia. Zmarł w wieku 57 lat na niezidentyfikowaną chorobę związaną z układem nerwowym.