
To było absolutne szaleństwo! W meczu, którego "nikt nie chciał", padło aż dziewięć goli! Do przerwy zanosiło się na historyczną kompromitację Francuzów, bo Anglia prowadziła aż 4:0.
Mecz o trzecie miejsce był dla obu zespołów próbą zakończenia mundialu zwycięstwem po bolesnych porażkach w półfinałach. Francuzi musieli pogodzić się z tym, że nie zagrają w trzecim finale z rzędu, a Anglicy wypuścili z rąk prowadzenie w starciu z Argentyną. Sobotnie spotkanie miało dodatkowy wymiar dla Didiera Deschampsa, żegnającego się z kadrą.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Zarówno on, jak i Thomas Tuchel zdecydowali się na sporo zmian w podstawowych składach. W jedenastce Francuzów pozostał jednak Kylian Mbappe, który z ośmioma golami wspólnie z Leo Messim prowadził w klasyfikacji najlepszych strzelców. Zupełnie inaczej do tematu podszedł selekcjoner Anglików, który posadził na ławce Harry’ego Kane’a oraz Jude’a Bellinghama, choć obaj mieli po sześć trafień i wciąż zachowywali szansę na koronę.
Mimo braku dwóch najlepszych strzelców to właśnie Synowie Albionu zdecydowanie lepiej rozpoczęli walkę o brązowe medale. Declan Rice przejął piłkę, zbliżył się do pola karnego rywali i kapitalnie przymierzył z dystansu, zaskakując Mike'a Maignana.
W odpowiedzi groźnie uderzał Rayan Cherki, ale Dean Henderson był na posterunku. Bez szans był za to chwilę później Maignan, gdy futbolówkę do siatki posłał Bukayo Saka. Francuzów uratował sędzia, który słusznie dopatrzył się spalonego. W 18. minucie arbiter mógł już jednak wskazać wyłącznie na środek boiska. Rice fenomenalnie dośrodkował z rzutu rożnego wprost na głowę Ezriego Konsy, a angielski defensor podwyższył na 2:0.