
FIFA przed MŚ 2026 celowo wprowadziła nowe zasady rozstawień, by giganci nie spotkali się na zbyt wczesnym etapie mundialu. I ta zmiana popłaca. Francja jest już w półfinale, a zaraz mogą dołączyć do niej pozostali trzej faworyci.
Do tej pory system na MŚ był prosty: gospodarz trafiał do grupy A, a w fazie pucharowej ekipy z grupy A grały z tymi z B (1A—2B, 2A—1B), C z D, itd.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Zakładając, że w 1/8 finału wygrywali zwycięzcy grup, w ćwierćfinałach najlepsza ekipa z grupy A grała z tą z grupy C, B z D, E z G i F z H.
Ale MŚ 2026 wszystko to wywróciło — przede wszystkim ze względu na rozszerzenie z 32 do 48 drużyn i awanse drużyn z 3. miejsc. Mniej zauważona przeszła inna istotna zmiana, którą FIFA wprowadziła w ostatniej chwili przed losowaniem MŚ 2026.
Chodzi o rozstawienia dla czterech najlepszych drużyn (według rankingu FIFA). W oficjalnym komunikacie FIFA zapewniała, że wprowadza to w celu "zapewnienia wyrównanego poziomu rywalizacji". Takie rozwiązanie przetestowała już na Klubowych Mistrzostwach Świata, podobnie wygląda to w Lidze Mistrzów czy w turniejach wielkoszlemowych w tenisie.
W ten sposób zapewniła sobie, że czołowa czwórka — Hiszpania, Argentyna, Anglia i Francja — trafi na siebie najwcześniej w półfinale. Taki układ miał szanse przetrwać tylko w przypadku, gdy wszyscy wygrają swoje grupy.
I tak też się stało. Francja jest już w półfinale (po ograniu 2:0 Maroka) i czeka na swojego rywala — to będzie Hiszpania lub Belgia.
Po drugiej stronie drabinki może dojść do starcia Anglii z Argentyną — stanie się tak, jeśli wygrają swoje mecze z Norwegią i Szwajcarią.
A to jest jak najbardziej na rękę FIFA, która liczy na starcia największych drużyn i największych gwiazd w kluczowych etapach mistrzostw. Bo prawda jest prosta: nawet jeśli wielu ludzi kibicowało Republice Zielonego Przylądka z Argentyną czy Demokratycznej Republice Konga z Anglią, to dużo większe zainteresowanie w półfinale nie wywołałoby starcie dwóch kopciuszków, tylko Argentyny z Anglią.
FIFA doskonale o tym wie i jej marzenie może się spełnić. Bo liczy na to, że w półfinałach zobaczymy mecze Francja — Hiszpania i Argentyna — Anglia — czyli najlepsze drużyny, z największych rynków telewizyjnych, które budzą największe emocje.
Belgia, Norwegia i Szwajcaria zrobią jednak wszystko, by pokrzyżować szyki FIFA. Z analizy Football Meets Data wynika, że mają na to kolejno 32, 39 i 30 proc. szans. Maroko, które miało 33 proc., już odpadło.