
— W tej grupie szkockich zawodników jest bardzo dużo wiary we własne możliwości. Przez ostatnie lata regularnie awansowali na wielkie turnieje, ale na nich nie zawsze pokazywali pełnię swoich możliwości — mówi nam Don Cowie, dziesięciokrotny reprezentant Szkocji. W nocy z środy na czwartek poznamy rozstrzygnięcia w grupie C.
Don Cowie, dziesięciokrotny reprezentant Szkocji, przed najważniejszym meczem z Brazylią opowiada "PS" o…
BBC napisała, że mecz z Brazylią może być najważniejszym dniem w historii szkockiego futbolu. Dla obecnego pokolenia to największy mecz. Przede wszystkim dlatego, że minęło 28 lat od naszego ostatniego występu na mundialu. To sprawia, że ranga tego spotkania jest jeszcze większa. Dodatkowo walczymy o awans do fazy pucharowej.
Pewnie osoby, które grały w wielkich meczach wiele lat temu, mają inne zdanie na temat najważniejszego dnia w historii. Sam pamiętam mundial w 1998 r. Był wyjątkowy, bo grali Szkoci. Mieliśmy wtedy sporo pecha w pierwszym meczu z Brazylią (1:2), a potem mierzyliśmy się z Norwegią (1:1) i Marokiem (0:3). Wtedy nie wygraliśmy pierwszego meczu, a teraz już tak. Dlatego pokonanie Haiti (1:0) dało nam realną szansę na awans z grupy.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
To ogromny kraj o wielkich piłkarskich tradycjach i dziedzictwie. Zawsze ma bardzo dobrych zawodników ofensywnych. Jednak to nie jest najmocniejsza reprezentacja Brazylii, jaką widzieliśmy w ostatnich latach. W pierwszym meczu z Marokiem (1:1) miała sporo szczęścia. Jej rywale byli lepsi, szczególnie w pierwszej połowie. Oczywiście w następnym spotkaniu rozbili Haiti 3:0, ale Szkoci lubią być underdogiem. Zespół bardzo cieszy się na ten mecz.
Nadal istnieją trzy możliwe korzystne scenariusze. Nawet niewielka porażka może wystarczyć. Jeśli zremisujemy, można powiedzieć, że jesteśmy już w kolejnej rundzie, a zwycięstwo oczywiście daje awans na pewno.
Nie sądzę, żeby ktokolwiek kiedykolwiek wychodził na boisko z nastawieniem, żeby przegrać jak najmniejszą różnicą bramek. W tej grupie szkockich zawodników jest bardzo dużo wiary we własne możliwości. Przez ostatnie lata regularnie awansowali na wielkie turnieje, ale na nich nie zawsze pokazywali pełnię swoich możliwości. Jestem więc pewien, że będą chcieli awansować dzięki własnej grze i zasłużenie wywalczyć miejsce w fazie pucharowej. Do tego potrzebny będzie pozytywny wynik: remis lub zwycięstwo. Pokonanie Brazylii będzie bardzo trudnym zadaniem, ale trzeba podejść do tego meczu z nastawieniem, że można to zrobić. Przez lata pokazaliśmy już, że potrafimy osiągać wielkie wyniki przeciwko największym reprezentacjom. Nie tak dawno pokonaliśmy Hiszpanię (2:0 w eliminacjach Euro 2024). To daje drużynie dużo wiary w siebie. W kadrze jest też spora ciągłość, wielu ludzi gra ze sobą od dłuższego czasu. Dzięki temu potrafią osiągać wielkie wyniki w najważniejszych momentach.
FOT. DEFODI IMAGES/NEWSPIX.PL / newspix.pl
Ross Stewart
W pierwszym meczu Szkoci zagrali ustawieniem 1-4-4-2, w drugim zmienili system i wystawili tylko jednego napastnika. Spodziewam się, że przeciwko Brazylii również zagrają z jednym snajperem. Dodatkowo do składu wróci pewnie Ben Gannon-Doak, który daje drużynie możliwość wyprowadzania szybkich kontr. A tego brakowało nam w meczu z Marokiem. Dopiero w drugiej połowie zaczęliśmy wyglądać tak, jakbyśmy mogli stworzyć rywalom realne problemy, a stało się to wtedy, gdy Gannon-Doak pojawił się na boisku.
Jeżeli grasz na jednego napastnika, to bardzo ważne jest, żeby mieć szybkość na skrzydłach. Z tego względu chętnie zobaczyłbym go w wyjściowym składzie. Podobnie jest w przypadku Rossa Stewarta. To napastnik, który miał bardzo dobrą końcówkę sezonu w Southampton. Jest bardzo ruchliwy, dobrze gra w powietrzu i myślę, że mógłby sprawić Brazylii sporo problemów przy szybkich przejściach do ataku. W tym sezonie grał przeciwko Arsenalowi (2:1) w Pucharze Anglii. Southampton wygrał ten mecz, Stewart zdobył bramkę i sprawił Gabrielowi bardzo dużo problemów. Pokazał, że jeśli dostanie szansę, potrafi być naprawdę groźny dla rywali.
Trudno kwestionować Steve’a Clarke’a, biorąc pod uwagę, że ponownie umieścił Szkocję na piłkarskiej mapie świata. Stało się tak między innymi dzięki awansowi na ostatnie mistrzostwa Europy i mundial. To zasługa jego filozofii i podejścia do prowadzenia zespołu. Ludzie zawsze będą dyskutować, czy drużyna nie powinna grać bardziej ofensywnie i odważniej, ale pragmatyzm Clarke’a działa. Wyniki mówią same za siebie.
On przede wszystkim postrzega futbol przez pryzmat organizacji gry i solidności w defensywie. Właśnie w ten sposób buduje drużynę. Moglibyśmy grać nieco bardziej ofensywnie, ale jednocześnie Maroko to bardzo dobry zespół i myślę, że wielu miałoby z nim problemy. Co by było, gdybyśmy zagrali przeciwko nim bardziej ofensywnie i przegrali 0:3 albo 0:4? Rozumiem więc, dlaczego zdecydował się na bardziej defensywne ustawienie.
ZUMA / newspix.pl
Kibice w Szkocji czekają na wielki sukces
Chodzi raczej o znalezienie równowagi. Dla mnie to oznacza grę jednym napastnikiem, ale jednocześnie wystawienie kogoś takiego jak Doak. Tego właśnie moim zdaniem zabrakło nam w meczu z Marokiem. To jedyna kwestia, co do której miałbym pewne wątpliwości.
Co, gdyby w 85. minucie z Brazylią był remis? Szkocja naturalnie starałaby się takiego wyniku bronić. Tak postąpiłby Clarke i taka jest charakterystyka tej drużyny. Brazylia ma już cztery punkty, może sobie pozwolić na większą swobodę, a i tak będzie chciała wygrać.
Szkocja broniła się naprawdę solidnie. Jedynym problemem może być pozycja prawego obrońcy. Aaron Hickey zagrał w pierwszym meczu, ale nie był dostępny na drugi i nie wiem, czy będzie gotowy na Brazylię. Duet stoperów spisuje się dobrze. Trzeba jednak pamiętać, że tym razem Szkocja zmierzy się z Matheusem Cunhą czy Viniciusem Juniorem. Zagrać jeszcze lepiej w obronie to wyzwanie.
Już teraz to widać. Wystarczy spojrzeć, jak wielu Szkotów pojechało do USA. Te obrazki są niesamowite. Widać też, jak bardzo Amerykanie polubili Szkotów za radość i entuzjazm, jakie okazują z samego faktu, że tam są. Jeśli do tego udałoby się dołożyć zwycięstwo nad Brazylią, dla narodu byłoby to coś niewiarygodnego. Wywołałoby ogromne poruszenie i dało ludziom mnóstwo powodów do radości oraz ekscytacji.
Czy Tartan Army urządziłaby taki karnawał w Miami, jakiego Rio nie widziało? Tak, widać to było już w Bostonie. Sposób, w jaki Szkoci opanowali miasto, był niesamowity. Są tam po to, żeby dobrze się bawić. Nie mają żadnych innych zamiarów poza tym, by chłonąć atmosferę i cieszyć się wyjątkowym wydarzeniem. Jednocześnie chcesz wygrywać mecze, zajść jak najdalej. Dlatego, jeśli rzeczywiście udałoby się wygrać, jestem pewien, że w Miami i w samej Szkocji wybuchłaby wielka feta.