RAK
    Tak można ograć Gianniego Infantino i spółkę. FIFA obnażona

    Tak można ograć Gianniego Infantino i spółkę. FIFA obnażona

    1164 odsłon
    Tak można ograć Gianniego Infantino i spółkę. FIFA obnażona

    Jeden nieprzypadkowo wyraża na swojej koszulce wdzięczność Rosji. Drugi ma na swoich plecach nazwisko Boniek. Choć pochodzą z różnych krajów, w Bostonie połączyła ich jedna rzecz: koniec pieniędzy na mecze mundialu.

    Korespondencja z Bostonu

    Robert spontanicznie kupił przelot z Francji do Bostonu i wejściówkę na pierwszy ćwierćfinał mundialu. Jest Francuzem o marokańskich korzeniach. Nie mogło go więc zabraknąć na tym meczu. Jednak niedługo po pierwszym gwizdku pluł sobie trochę w brodę. Gdyby utrzymał nerwy na wodzy, zaoszczędziłby nawet — w przeliczeniu — 3 tys. zł!

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    — Za ile kupiłem bilet na mecz? Może nie dla wszystkich była to astronomiczna kwota, ale dla mnie już tak. Wyszło 1200 dol., ale gdybym poczekał, to mógłbym sporo zaoszczędzić. Ile? Po rozpoczęciu meczu można było kupić bilety po 300-400 dol. Jeśli komuś nie zależy, żeby być na pierwszych kilkunastu minutach, jest to znakomite rozwiązanie — tłumaczy.

    O takich przypadkach słyszało się już w trakcie poprzednich spotkań mundialu. Dzięki temu był wilk syty i owca cała. Tym razem nie do końca się to sprawdziło. Organizatorzy meczu Francja — Maroko nie mogli się pochwalić, że był "full house". Ok. 2000 krzesełek pozostało pustych.

    Jak do tego doszło? Z podstawowego względu. Otóż Boston Stadium — jak FIFA nakazuje nazywać ten obiekt — nie leży w Bostonie. Znajduje się w Foxborough, i to nie w samym, tylko na obrzeżach tego miasteczka. Trzeba być więc naprawdę zdeterminowanym, żeby przy żarze lejącym się z nieba i w niemożebnych korkach pokonać ok. 50 km z Bostonu, a potem czyhać na to, żeby już po rozpoczęciu meczu kupić bilet na mecz.

    Koniec mistrzostw, do widzenia

    Na taki fortel nie zdecydował się Josh. Razem ze swoją partnerką Caroline zaliczyli właśnie czwarty mecz mundialu. Na trzech byli w Bostonie, na jednym w Filadelfii. Zagaduję ich przy wyjściu z trybun, bo Josh ma na sobie replikę koszulki Zbigniewa Bońka z mistrzostw świata w 1982 r.

    — Mówię troszkę po polsku. Moi rodzice są Polakami. Mama pochodzi ze Szczecina, a tata spod Tarnowa — opowiada Josh.

    Czy wybierają się na kolejne mecze? — Bez szans! Nie mamy już pieniędzy! — przyznaje bez ogródek.

    Josh ze swoją partnerką Caroline po meczu Francja - Maroko

    Dariusz Dobek / Onet

    Josh ze swoją partnerką Caroline po meczu Francja - Maroko

    Dla Roberta to też już koniec mistrzostw. Zostaje jeszcze kilka dni w Bostonie. Będzie miał okazję odwiedzić stare śmieci. To dla niego sentymentalny powrót, bo studiował na jednej z okolicznych uczelni. W tutejszej aglomeracji jest ich zresztą zatrzęsienie — z Harvardem na czele.

    Na stadion przyszedł w koszulce reprezentacji Francji z napisem "spasibo" na plecach. Skąd pomysł na podziękowania w języku rosyjskim? — Bardzo miło wspominam mistrzostwa w Rosji. Kobiety, jedzenie, atmosfera. Najlepszy mundial, na jakim byłem, a jeżdżę na wszystkie od 2014 r. — zapewnia.

    Kibic reprezentacji Francji w koszulce z napisem "spasibo"

    Dariusz Dobek / Onet

    Kibic reprezentacji Francji w koszulce z napisem "spasibo"

    Odpowiadam, że też byłem na tamtym turnieju i nie umywa się do tego, co działo się w Meksyku. Robert porównania nie ma, więc wydaje salomonowy wyrok. — Myślę, że za cztery lata wszystkich mogą przebić Marokańczycy. Oni to dopiero mają bzika na punkcie piłki. Tutaj nie do końca to widzieliśmy — też dobiły ich koszta wyjazdu — ale u nich na miejscu na pewno będzie ogień — zarzeka się.

    Najbardziej kuriozalny gol mistrzostw był o włos

    Rzeczywiście, jeśli ktoś pamięta marokańskich kibiców z Kataru, na tym mundialu mógł poczuć zawód. Podczas poprzedniego turnieju byli na podium najbardziej żywiołowych fanów. Podczas czwartkowego ćwierćfinału nie było ich stać na tak gorący doping. Nawet ten ich klasyczny okrzyk "seer" (arab. "naprzód") z rzadka niósł się po stadionie.

    Ich ulubieńcy także nie zachwycają tak jak cztery lata temu. Dość powiedzieć, że największa wrzawa marokańskich kibiców miała miejsce po… zmarnowanym karnym Kyliana Mbappe. Wiele mówi to o ekipie Lwów Atlasu.

    Tak samo, jak fakt, że Marokańczycy dość niespodziewanie przed jedną z lepszych okazji do zdobycia gola stanęli tuż po bramce Ousmane Dembele. Prawie cała francuska drużyna zbiegła wtedy pod linię boczną, co w przypadku szybkiego wznowienia gry skończyłoby się łatwym golem dla Maroka.

    Wyjątkową przytomnością umysłu wykazał się wtedy bramkarz Mike Maignan, który podbiegł na środek boiska i stanął w kole środkowym. Dzięki temu rywale nie mogli rozpocząć akcji. Francuski golkiper skutecznie przywołał swoich kolegów i po chwili czym prędzej pobiegł między słupki. Misja wypełniona, acz najdziwniejszy gol mundialu był o krok.

    Mike Maignan (żółty strój) ucieka w kierunku swojej bramki, po tym jak w kole środkowym zmienił go jeden z kolegów

    Dariusz Dobek / Onet

    Mike Maignan (żółty strój) ucieka w kierunku swojej bramki, po tym jak w kole środkowym zmienił go jeden z kolegów

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Co o tym sądzisz?