
Reprezentacja Argentyny po dogrywce przegrała wielki finał mistrzostw świata z Hiszpanią, ale nie tylko wynik jest dziś na ustach wszystkich kibiców. Podczas ceremonii wręczania medali Cristian Romero z pełną premedytacją zignorował prezydenta USA Donalda Trumpa. A to nie był koniec kuriozalnych scen z udziałem prezydenta Stanów Zjednoczonych.
Finałowe starcie na MetLife Stadium nie porwało kibiców swoim tempem, a o losach meczu zadecydował dopiero strzał Ferrana Torresa w 106. minucie. Prawdziwe emocje i gigantyczne kontrowersje wybuchły jednak tuż po ostatnim gwizdku, gdy na murawie pojawili się oficjele z prezydentem Stanów Zjednoczonych Donaldem Trumpem na czele.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Kiedy załamani Argentyńczycy podchodzili po odbiór srebrnych medali, doszło do sytuacji bez precedensu. W rzędzie gratulujących piłkarzom stanęli obok siebie prezydent FIFA Gianni Infantino, nowo wybrana prezydent Meksyku Claudia Sheinbaum oraz właśnie Donald Trump.
Idący po swój medal Cristian Romero (który z powodu urazu opuścił boisko w 70. minucie meczu) postanowił zamanifestować swoje poglądy. Środkowy obrońca Tottenhamu podał rękę szefowi FIFA, następnie uścisnął dłoń prezydent Meksyku, jednak całkowicie zignorował stojącego pomiędzy nimi prezydenta USA, ostentacyjnie mijając go bez najmniejszego kontaktu wzrokowego.
Sytuację można zobaczyć na poniższych nagraniach:
Gest argentyńskiego defensora idealnie wpisał się zresztą w nastroje panujące tego wieczoru na trybunach. Kiedy Donald Trump wkraczał na murawę w towarzystwie Gianniego Infantino, by rozpocząć ceremonię, spotkał się z wyjątkowo wrogim przyjęciem.
Na MetLife Stadium rozległy się ogłuszające gwizdy i buczenie. Jak czytamy w "The Independent", standardowy szum na stadionie wynosił około 78 decybeli, jednak gdy na telebimach pojawiła się twarz amerykańskiego przywódcy witającego się z saudyjskimi gośćmi (m.in. szefem Newcastle Yasirem Al-Rumayyanem), poziom hałasu wywołanego przez wygwizdujący go tłum błyskawicznie podskoczył do 84 decybeli.
Brak uścisku dłoni od Romero i gwizdy to jedno, ale Donald Trump postanowił skraść show do samego końca, co doprowadziło do całkowicie kuriozalnej sytuacji podczas kulminacyjnego momentu finału.
Prezydent USA znany jest z tego, że lubi znajdować się w centrum uwagi podczas sportowych ceremonii (rok temu podczas Klubowych Mistrzostw Świata włączył się w sam środek celebracji piłkarzy Chelsea, podnosząc puchar z Reece'em Jamesem). Tym razem, tuż po wręczeniu statuetki nowym mistrzom świata, Trump zaczął przepychać się na brzeg wiwatującej grupy Hiszpanów, by upewnić się, że będzie doskonale widoczny na historycznym zdjęciu z podnoszenia trofeum.
Zachowanie amerykańskiej głowy państwa było na tyle niezręczne, że musiał interweniować Gianni Infantino. Szef FIFA podbiegł do prezydenta i odciągnął go od świętujących Hiszpanów.