Tajner odpowiada Małyszowi. "Przez cztery lata nie byłem do niczego potrzebny"

    Tajner odpowiada Małyszowi. "Przez cztery lata nie byłem do niczego potrzebny"

    3431 odsłon
    Tajner odpowiada Małyszowi. "Przez cztery lata nie byłem do niczego potrzebny"

    Apoloniusz Tajner ponownie został wybrany na prezesa Polskiego Związku Narciarskiego. Funkcję tę pełnił już w latach 2006-2022, a teraz wraca, by zastąpić na stanowisku Adama Małysza. — Odchodząc przed czterema laty nie zamierzałem już nigdy do tego wracać. Dla mnie samego to duża niespodzianka — mówi nam.

    Krzysztof Kawa, Przegląd Sportowy: Wraca pan na fotel prezesa PZN, mimo że wciąż jest czynnym posłem, zasiada, o ile dobrze wiem, w siedmiu sejmowych komisjach…

    Apoloniusz Tajner, prezes PZN: W trzech komisjach, w jednej podkomisji i jeszcze w trzech innych zespołach.

    Czyli w sumie sporo aktywności, a przecież nie zamierza pan z nich rezygnować, prawda?

    Nie, nie zamierzam, ale to wszystko odbywa się podczas posiedzeń Sejmu, których terminy są wyznaczone z półrocznym wyprzedzeniem, więc pracę można dobrze zaplanować. Komisje są praktycznie na każdym posiedzeniu Sejmu, natomiast podkomisja i zespoły spotykają się rzadziej.

    Widzę, że nowy zarząd, który został wybrany na sobotnim zjeździe w Krakowie, stanowi jedność, jest bardzo zmobilizowany i ma fajną motywację. Rozmawiałem wcześniej ze wszystkimi siedmioma osobami, by się dowiedzieć, czy idziemy w tym samym kierunku. Nie będę tego nazywał górnolotnie wizją, bo od wizji ważniejsza jest atmosfera pracy i wiara, że działanie przyniesie dobre rezultaty. W ciągu ostatnich czterech lat powstały rozdźwięki, również między okręgami. Uwaga była za mało skierowana w stronę klubów, trenerów. Na posiedzeniach sejmowej Komisji Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki cały czas powtarzam, że klub i trener to jest ta podstawa, dzięki której za osiem, dwanaście lat będziemy mieli więcej sportowców i lepszy stan zdrowotny społeczeństwa. To nie są bardzo drogie działania, a jednak mające duży wpływ na to, co było do tej pory zaniedbane.

    Zgłosili się do mnie przedstawiciele i delegaci właściwie ze wszystkich okręgów, poza warszawskim — od podlaskiego i lubelskiego, poprzez podkarpacki i dolnośląski, po śląski i tatrzański. To była wspólna inicjatywa działaczy. A skoro poparcie było tak szerokie, to zacząłem poważnie brać pod uwagę ten pomysł, mimo że odchodząc przed czterema laty nie zamierzałem już nigdy do tego wracać. Dla mnie samego to duża niespodzianka. Pracując w Sejmie, nabrałem jednak trochę innej perspektywy. Nazwałbym to poszerzeniem horyzontów. No i czuję, że teraz jestem w lepszej dyspozycji psychofizycznej, niż wtedy, gdy odchodziłem z funkcji prezesa w 2022 roku. Na dodatek sytuacja rodzinna tak mi się uregulowała, że powstała przestrzeń na ewentualny powrót. Wprawdzie mówiono mi, że dwa razy się do tej samej rzeki nie wchodzi, ale ja znam takich, co po pięć, sześć razy wstępują i to działa.

    Kiedy działacze przyszli do pana z tym pomysłem?

    Pierwszy raz jeszcze przed lutowymi igrzyskami, a drugi, już bardzo zdecydowanie, kilka dni po igrzyskach. W środowisku narciarskim przekazywano sobie ten pomysł i wtedy poparcie miałem już bardzo szerokie.

    Siedziba PZN jest w Krakowie, nadal będzie pan mieszkał w Warszawie?

    Tak. Częste przejazdy nie stanowią dla mnie problemu. Bardzo lubię podróżować pociągiem, bo w trakcie jazdy można załatwić wiele spraw.

    Co chciałby pan zmienić w pierwszych dniach urzędowania?

    Na razie niczego nie chcę zmieniać, ponieważ najpierw zamierzam uzyskać pełną informację na temat funkcjonowania związku przez ostatnie lata. Nie chciałem rozpytywać przed wyborami, by nie stwarzać wrażenia, że czegoś szukam. Chociaż dochodziły do mnie różne słuchy i plotki, które chcę teraz wyjaśnić.

    To dlatego w trakcie zjazdu wstrzymywał się pan w głosowaniach nad absolutorium dla zarządu i sprawozdaniem finansowym?

    Wstrzymywałem się, bo nie brałem udziału w corocznych zebraniach sprawozdawczych, więc moja orientacja w tym temacie była słaba. To nie był sygnał kwestionujący coś, taki głos ma naturę neutralną.

    Apoloniusz Tajner: przez cztery lata nie byłem do niczego potrzebny

    Ustępujący prezes Adam Małysz powiedział nam, że nie odbiera pan od niego telefonów, a on nie wie, z jakiego powodu.

    Potwierdzam, że nie odbierałem. Nie chciałem stwarzać wrażenia, że układam się z prezesem na wybory, czy na jakieś postępowanie w związku z moją decyzją. Przez cztery lata nie byłem do niczego potrzebny. Takie odnosiłem wrażenie. Dlatego teraz nie widziałem potrzeby, żeby omawiać sytuację z aktualnie urzędującym prezesem. Po prostu podjąłem decyzję o zupełnie samodzielnym kandydowaniu, niezależnie od wszystkich innych okoliczności.

    Adam Małysz i Apoloniusz Tajner

    Lukasz Laskowski / PressFocus / NEWSPIX.PL / newspix.pl

    Adam Małysz i Apoloniusz Tajner

    I gdyby pojawił się inny kandydat, to by pan stanął z nim w szranki?

    Oczywiście. Skoro miałem tak szerokie poparcie działaczy z całej Polski, to nie miałbym powodu, by się wycofywać.

    Widzi pan inną rolę dla Adam Małysza w PZN?

    Nie wiem. Będziemy o tym rozmawiać na posiedzeniu zarządu i to zarząd zdecyduje. Dopiero teraz czuję się upoważniony do tego, żeby w ogóle tego typu sprawy rozpatrywać.

    Było spore zamieszanie z zatrudnieniem przez PZN Stefana Horngachera. Najpierw zarząd sprzeciwił się prezesowi Małyszowi, później jednak wyraził zgodę, choć na zmienionych warunkach. W tym pan też nie uczestniczył?

    W tym akurat uczestniczyłem. Teraz już mogę ujawnić, że członkowie zarządu kontaktowali się ze mną, wiedząc, że będę kandydował. Ja tylko uczulałem na jedną rzecz — w mediach toczyły się rozważania, czy Horngacher przyjdzie, czy nie przyjdzie, natomiast nikt nie pytał, czym on ma się u nas w istocie zajmować. Czego oczekuje środowisko, kibice, zarząd. Samo ściąganie go tylko z tej racji, żeby mieć u siebie wielkie nazwisko, nie miało sensu. Zwróciłem na to uwagę i dopiero wtedy pojawiła się refleksja — faktycznie, trzeba by o to zapytać. Moim zdaniem po tym, w jaki sposób pracował u nas Alexander Stöckl, było to uzasadnione pytanie. Ponadto z Horngacherem niekoniecznie było tak, o czym już też wiedzieliśmy, że miał propozycje z innych krajów, bo on się jednak nastawiał w nowej pracy na to, żeby mieć więcej czasu dla siebie. Z tego względu zaoferowana mu przez nas rola konsultanta i włączenie się w szkolenie sportowe odpowiadały mu najbardziej. Poprosiłem więc wiceprezesa Wojciecha Gumnego, żeby poleciał do Zurychu i się spotkał z Horngacherem. Dopiero tam szczegółowo omówili naszą propozycję, na którą Austriak przystał. To jest to, czego oczekiwałem.

    Horngacher będzie mieszkał w Polsce, czy w Niemczech?

    Nie ma potrzeby, by na stałe przebywał w Polsce. On mieszka w Hinterzarten, chce być blisko żony i dzieci. Właśnie dlatego szukał takiej pracy. To jest zrozumiałe. Chce przyjeżdżać na zgrupowanie kadr A, B, C, także za granicę. Chce prowadzić spotkania z naszymi trenerami i wyjeżdżać na zawody. Sam to będzie sobie koordynował, już nie prowadząc konkretnej grupy. Taka formuła powoduje, że jeżeli będzie się chciał więcej zaangażować, to świetnie, a jeżeli mniej, to okej, ale musi się jednak angażować na określonych wspólnie zasadach.

    Stefan Horngacher wraca do polskich skoków. "Jest na to dobry czas"

    W trakcie pożegnalnego wystąpienia na walnym zjeździe PZN Małysz powiedział, że Horngacher będzie pełnił rolę selekcjonera. Kto więc będzie odpowiadał za wybór zawodników do kadry — Austriak czy trener Maciej Maciusiak?

    Współpraca z Horngacherem jest w pełni akceptowana przez naszych trenerów i zawodników. Oni mają przeświadczenie, że wraz z Horngacherem pojawiają się duże szanse na stały postęp i sukces. Ja też w to wierzę. Do tej pory nie wszystkie decyzje były trafione, z motywacją u zawodników i sztabów nie było za fajnie. Teraz przyszedł ktoś, kto jest ponad, że tak powiem, wątpliwościami.

    Horngacher nada rozpędu naszym skokom narciarskim?

    Jest na to dobry czas, bo mamy Kacpra Tomasiaka, mamy jego brata Konrada, równie, a może nawet bardziej uzdolnionego. Poza tym są starsi zawodnicy oraz tacy wiekowo pośrodku, jak Paweł Wąsek, czy Olek Zniszczoł, którego bym absolutnie nie skreślał. Z moich doświadczeń trenerskich wynika, że skuteczność wykonania nawet pojedynczego ćwiczenia znacznie się zwiększa, gdy się ma zaufanie i pewność, że robi się to dobrze. Horngacher wnosi tę wiarę. I jest bardzo chętny do pracy, chce osiągnąć z nami kolejny sukces.

    Gdy prowadził polską kadrę, środowisko narciarskie narzekało, że nie chciał się dzielić wiedzą, był bardzo hermetyczny. Teraz zmieni postępowanie?

    To zupełnie inna sytuacja. On miał wtedy swoją grupę i był odpowiedzialny za jej wyniki. Natomiast teraz chcemy bardziej oceniać jego pracę, chociaż jestem pewien, że i wyniki za tym pójdą. Jedno już zrobił — scalił na nowo środowisko skoków narciarskich. Choć prawdę mówiąc, jestem nieco zaskoczony takim... jakby to delikatnie nazwać... brakiem samodzielności naszych trenerów. Uważałem, że są już na tyle doświadczeni, że będą w stanie sobie sami poradzić, nawet bez Horngachera. No ale jednak widzę, że potrzebowali tego wsparcia. Bardzo dobrze się więc wszystko ułożyło, tym bardziej, że warunki finansowe, jakie Horngacher zaakceptował, są niższe, niż początkowo padały. Może natomiast liczyć na premię, jeśli jego praca przyniesie dobre efekty.

    Austriak Stefan Horngacher był ostatnio trenerem skoczków niemieckich

    IMAGO/NEWSPIX.PL / newspix.pl

    Austriak Stefan Horngacher był ostatnio trenerem skoczków niemieckich

    Umowa jest roczna czy czteroletnia, do następnych igrzysk?

    Roczna, ale z opcją kontynuacji, jeśli efekty będą zadowalające.

    Ma pan pomysł na narciarstwo alpejskie? Już za pana poprzedniej prezesury były problemy z kadrami, a za kadencji Małysza chyba jeszcze większe.

    Chciałbym przede wszystkim uaktywnić komisje sportowe, bo one do tej pory były bardzo pasywne, jakby ich praktycznie nie było. Niech się zbierze komisja alpejska, niech się wykłócą między sobą i przedstawią zarządowi propozycje, co można zrobić, żeby poprawić sytuację. Akurat w tym względzie mam dobre doświadczenia z Sejmu. Tam komisje mocno drążą tematy, zespoły specjalistyczne omawiają przepisy i na końcu podejmowane są decyzje w oparciu o to, co zostało wypracowane.

    Michała Jasiczka nie było w kadrze na przyszły sezon, a później się w niej pojawił, obok Piotra Habdasa. Powtarza się więc sytuacja z zamieszaniem, jakie było z powołaniami na igrzyska w Cortinie d’Ampezzo.

    Jeżeli chodzi o panów Jasiczka i Habdasa, to chcę jak najszybciej doprowadzić do wspólnego spotkania z ich udziałem.

    W kadrach alpejskich nadal każdy będzie miał własny team, tak jak Maryna Gąsienica-Daniel?

    Maryna na to zasługuje i od dawna ten model się sprawdza. Jeżeli ktoś taki jak Maryna się wybije, to dlaczego ma nie mieć indywidualnego teamu? Skoro to działa, to tak trzeba robić. W kadrze A kobiet jest jeszcze Magdalena Łuczak, która niedługo wróci po kontuzji, więc zobaczymy, jak to dalej będzie się rozwijać.

    Zmiany na stanowiskach w PZN

    Zwołany w Tauron Arenie Kraków w sobotę, 13 czerwca, walny zjazd sprawozdawczo-wyborczy PZN wybrał na czteroletnią kadencję nie tylko prezesa Apoloniusza Tajnera (otrzymał 75 spośród 80 głosów), ale także siedmiu członków zarządu, którymi zostali Mirosław Graf, Wojciech Gumny, Rafał Kot, Jarosław Konior, Marek Pach, Aleksandra Pustołka i Zbigniew Wuwer. Gumny — od maja wiceprezydent Europejskiej Federacji Narciarstwa i Snowboardu — objął funkcję wiceprezesa ds. organizacyjno-finansowych, natomiast Konior — pierwszy trener Kacpra Tomasiaka — został wiceprezesem ds. sportowych. Obaj w poprzedniej kadencji pełnili role zastępców Adama Małysza, który nie zdecydował się na ponowne kandydowanie. Jakub Michalczuk, były skoczek, trener i fizjolog "Orła z Wisły", pełniący ostatnio rolę dyrektora administracyjnego, został nowym sekretarzem generalnym PZN. Dotychczasowy sekretarz Tomasz Grzywacz odchodzi z federacji.

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Stanowski

    Co dzisiaj majstrujemy do sekcji RAK LIVE?

    Stanowski