
We wrześniu 2022 r. dno Bałtyku zatrzęsło się w pobliżu Bornholmu. Chwilę później z morza wystrzeliły gigantyczne gejzery metanu, a Europa zrozumiała, że ktoś wysadził gazociągi Nord Stream, jedną z najważniejszych i najbardziej kontrowersyjnych inwestycji energetycznych ostatnich dekad. Bojan Pancevski, dziennikarz "The Wall Street Journal", rekonstruuje kulisy operacji, która wstrząsnęła światem, podzieliła sojuszników i uruchomiła lawinę oskarżeń.
Początkowo zarejestrowane drgania przypisywano trzęsieniu ziemi, jednak kolejne eksplozje i gwałtowny spadek ciśnienia w gazociągu oraz ogromne słupy wzburzonej wody unoszące się nad Bałtykiem wskazywały na uszkodzenia nitek Nord Stream 1 i Nord Stream 2. W jednej chwili infrastruktura warta miliardy dolarów stała się symbolem nowej fazy wojny w Europie, prowadzonej nie tylko na froncie, lecz także pod powierzchnią morza, w gabinetach służb wywiadowczych i w przestrzeni informacyjnej.
Sabotaż natychmiast wywołał polityczną burzę. Jedni wskazywali na Stany Zjednoczone, przypominając wcześniejsze deklaracje Joe Bidena o "położeniu kresu" Nord Stream 2. Inni oskarżali Rosję o operację pod fałszywą flagą i próbę destabilizacji europejskiego rynku energii, a brak twardych informacji tylko wzmacniał teorie spiskowe.
W książce "Wysadzić Nord Stream. Sabotaż, który wstrząsnął światem" Pancevski prowadzi czytelnika przez kulisy jednego z najbardziej tajemniczych aktów sabotażu ostatnich lat. Powołuje się na ustalenia śledczych i rozmowy z przedstawicielami służb wywiadowczych. Reporter, łącząc elementy thrillera z opowieścią true-crime, odtwarza wydarzenia, które zaczęły się od wstrząsu na nie Bałtyku, a doprowadziły do dyplomatycznego chaosu, napięć w NATO i palącego do dziś pytania: kto naprawdę stoi za zniszczeniem Gazociągu Północnego?
Partner Wydawnictwo Zysk
"Wysadzić Nord Stream" Bojan Pancevski
Graj, śpiewaj, kobzarzu!
(...) A wesołą utnij, starcze,
By aż ziemia drżała
Taras Szewczenko, Hajdamacy,
tłum. Leonard Sowiński
Poniedziałek,
26 września 2022 roku, 2.03
Stacje monitoringu sejsmicznego w całej Europie wszczęły alarm. Na skraju koła podbiegunowego automatyczne obserwatorium wczesnego ostrzegania w szwedzkim mieście Kalix zarejestrowało oznaki potężnego wstrząsu, który nastąpił około trzydziestu sekund wcześniej i ponad 1600 kilometrów od bazy.
Epicentrum wstrząsu znajdowało się na dnie Bałtyku, na południowy wschód od duńskiej wyspy Bornholm. Kilka minut później system gazociągu Nord Stream 2 odnotował gwałtowny spadek ciśnienia w nitce A, jednej z dwóch. Służby w Rosji, gdzie rurociąg się zaczyna, i w Niemczech, gdzie ma swój koniec, otrzymały automatyczne powiadomienie. NATO poderwało myśliwce i samoloty zwiadowcze. O świcie duński myśliwiec F-16 zarejestrował pierwsze ujęcia gigantycznych, szerokich na prawie kilometr gejzerów metanu tryskających z głębin morskich.
Duńskie władze natychmiast wprowadziły zakaz lotów nad miejscem zdarzenia, dopuszczając tylko te na dużej wysokości, i utworzyły 13-kilometrową strefę zamkniętą, ograniczając wszelki ruch morski. Każdy statek, który zbliżyłby się do gejzerów, zostałby wciągnięty pod wodę z powodu utraty napięcia powierzchniowego. Aby zabezpieczyć ten zamknięty obszar, Dania wysłała okręty wojenne, w tym fregatę typu Absalon zdolną do prowadzenia działań w warunkach ataku chemicznego.
Gdy Björn Lund, dyrektor szwedzkiej Narodowej Sieci Sejsmologicznej, przeanalizował dane, szybko doszedł do wniosku, że wstrząs o sile 2,3 stopnia w skali Richtera nie został wywołany trzęsieniem ziemi. Odczyty wskazywały na podwodną eksplozję podobną do tych, które często zdarzają się na Bałtyku, zwłaszcza podczas ćwiczeń wojskowych.
Dno morskie jest tam usiane amunicją zagubioną lub porzuconą od czasu obu wojen światowych. Stare miny są często detonowane, by oczyścić teren dla podwodnych konstrukcji lub z innych względów bezpieczeństwa. Jednak takie kontrolowane detonacje są zapowiadane z dużym wyprzedzeniem, a tego dnia żadna nie była w planie.
Władze w kilku krajach, w tym w Niemczech, szybko zaczęły spekulować, czy wybuchy były celowym aktem sabotażu.
O 19.03 zarejestrowano trzy kolejne, jeszcze silniejsze podwodne detonacje na północny wschód od Bornholmu, niecałe 160 kilometrów od miejsca pierwszej eksplozji. Nord Stream 1, drugi z bliźniaczych gazociągów biegnący równolegle do swojego młodszego odpowiednika, nagle stracił ciśnienie w obu nitkach. Później potwierdzono, że doszło do trzech eksplozji, które rozerwały obie nitki Nord Stream 1 i wybiły dziurę w nitce A gazociągu Nord Stream 2.
Tuż przed zamknięciem ruchu na tym obszarze załoga frachtowca Cellus dostrzegła z oddali gigantyczny wir. Statek, którego trasa wiodła przez rejon katastrofy, ocalał dzięki opóźnieniu. Kapitan Helge Jürgensen zrobił swoim iPhone’em zdjęcie słupów wody, które wznosiły się na około 45 metrów nad powierzchnię — były tak potężne, że wyraźnie zarejestrował je radar statku.
Na Bałtyku wybuchły kolejne kolosalne gejzery, które uwolniły do atmosfery prawie 500 tysięcy ton metanu. Była to największa spowodowana przez człowieka emisja gazu do atmosfery w historii, równa rocznemu śladowi węglowemu małego uprzemysłowionego państwa, a siła wybuchu dorównywała mocy cieplnej dużego reaktora jądrowego. W promieniu wielu kilometrów doszło do masowej śmierci organizmów morskich; rozpuszczony gaz rozprzestrzenił się na ponad 14 proc. powierzchni Bałtyku. W Niemczech, gdzie gaz był znacznie droższy niż w USA, wartość wycieku oszacowano na prawie 2 miliardy dolarów. Utracona ilość wystarczyłaby do zasilenia w energię około 2 milionów niemieckich gospodarstw domowych przez cały rok.
Media zaczynały podchwytywać temat, a służby wywiadowcze w krajach NATO i Rosji przekazywały przywódcom swoje meldunki: najdłuższy na świecie podmorski gazociąg — liczący przeszło 1220 kilometrów — padł ofiarą sabotażu.
Następnego dnia nagłówki serwisów informacyjnych na całym świecie donosiły o największym akcie dywersji wymierzonym w infrastrukturę cywilną w historii, ilustrując to zdjęciami lotniczymi i nagraniem gejzerów wykonanymi przez duński śmigłowiec poszukiwawczo-ratowniczy AW101 Merlin.
W środę w swojej kwaterze głównej w Brukseli zebrały się władze NATO. Sojusz oświadczył, że gazociągi stały się celem "zuchwałego" aktu dywersji. Zapowiedziano "solidarną i zdeterminowaną odpowiedź" na atak na sojuszniczą infrastrukturę krytyczną.
Rosja zawnioskowała o zwołanie posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych, najważniejszego forum międzynarodowego, żądając wszczęcia dochodzenia przez ONZ. Stany Zjednoczone i ich sojusznicy zablokowali ten wniosek.
W momencie ataku gazociągi nie były eksploatowane. Pod pretekstem rzekomych problemów technicznych Rosja ograniczyła przepływ gazu przez Nord Stream 1 w odpowiedzi na zachodnie sankcje za agresję na Ukrainę. Nord Stream 2 nie został jeszcze uruchomiony. Mimo to wszystkie cztery nitki były pod ciśnieniem i wypełnione gazem. Jedna z nich, część Nord Stream 2, przetrwała atak w nienaruszonym stanie.
Szybko zapanowały chaos, niepokój i podejrzliwość. Brak oficjalnych informacji podsycał spekulacje i misterne teorie spiskowe, błyskawicznie nagłaśniane w mediach społecznościowych. Gazociągi miały wielu wrogów, na czele z kolejnymi administracjami USA, które lobbowały przeciwko nim, a nawet nałożyły sankcje na Nord Stream 2.
Wokół teorii dotyczących sprawców ataku uformowały się dwa rywalizujące ze sobą obozy. Pierwszy obwiniał USA. Zaledwie kilka miesięcy wcześniej prezydent Joe Biden powiedział, że jeśli Rosja zaatakuje Ukrainę, gazociąg Nord Stream 2 przestanie istnieć. "Położymy mu kres" — oświadczył. Doradcy Bidena wyjaśnili później, że mówił o sankcjach, ale jego wypowiedź stała się dowodem koronnym dla tych, którzy podejrzewali Amerykanów.
Władimir Putin oskarżył USA o — jak go nazwał — atak terrorystyczny, ustanawiając tym samym oficjalną rosyjską narrację na temat incydentu, która miała być podtrzymywana przez cały okres śledztwa.
Czy to Amerykanie wysadzili gazociągi, którym sprzeciwiał się każdy amerykański prezydent od George’a W. Busha po Joe Bidena? Drugi obóz oskarżał Rosję. Niektórzy przedstawiciele zachodnich wywiadów, w tym funkcjonariusze niemieckiej służby wywiadu zagranicznego BND, oraz niektórzy międzynarodowi eksperci zaczęli podsuwać mediom narrację, że Rosja mogła zniszczyć własne rurociągi, aby uniknąć grożących jej procesów sądowych za niewywiązywanie się z kontraktów — podszeptywali, że eksplozje można by podciągnąć w takiej sytuacji pod działanie siły wyższej.
Byłem jednym z wielu reporterów, do których kierowano tę kampanię.
Przed eksplozjami w pobliżu miejsc wybuchów widywano rosyjskie okręty wojskowe i badawcze. Jeden z nich miał nawet na pokładzie mały okręt podwodny. Właśnie na ten rosyjski statek i jego eskortę raz po raz powoływali się przedstawiciele wywiadu i innych agencji rządowych podczas briefingów dla dziennikarzy, a także popularni w mediach społecznościowych śledczy amatorzy. Wywiady państw sojuszniczych miały później naprowadzić niemieckich śledczych na trop tego okrętu, sugerując, że mógł on brać udział w sabotażu gazociągów.
Jennifer Granholm, ówczesna amerykańska sekretarz energii, powiedziała stacji BBC, że "wygląda na to", iż za atakami stała Rosja. Ówczesny wicekanclerz Niemiec Robert Habeck posunął się jeszcze dalej. "Rosjanie mówiący »to nie my« są jak złodziej, który mówi »to nie ja kradnę«" — powiedział Habeck reporterom cztery dni po wybuchach. "Nie wierzę w ani jedno ich słowo".
"To, co wydarzyło się na Bałtyku, to kolejny rosyjski atak terrorystyczny na Europę, obliczony na sianie chaosu na rynku energii" — stwierdził w swoim przemówieniu prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, który dobrze wiedział, co się stało. "Odpowiedź musi być zdecydowana". Czy Rosja przeprowadziła operację pod fałszywą flagą? Niektórzy niemieccy politycy wzmacniali ten przekaz, twierdząc, że rzekomi rosyjscy sabotażyści prawdopodobnie pozostawili jedną nitkę Nord Stream 2 w stanie zdatnym do użytku, aby wbić klin między Berlin rozpaczliwie potrzebujący dostaw gazu a Waszyngton, który obiecał zlikwidować gazociąg.
Państwa nadbałtyckie wspierane przez Wielką Brytanię w pośpiechu zmobilizowały swoje marynarki wojenne i siły powietrzne, by otoczyć ochroną ich wrażliwą infrastrukturę. Norwegia rozlokowała wojsko do pilnowania instalacji naftowych i gazowych. Jednak nie wszyscy przedstawiciele władz po obu stronach Atlantyku byli szczerzy wobec opinii publicznej — ani własnych współpracowników. Wkrótce po eksplozjach na ląd w porcie na Rugii została wyciągnięta żaglówka. Firma czarterowa będąca jej właścicielem zamierzała umieścić ją w suchym doku na zimę. Co nietypowe, nie posprzątano jej wnętrza ani nie sprawdzono kadłuba. Odłożono to na wiosnę. Jednomasztowa łódź została umieszczona na pomalowanym na czerwono stalowym stojaku i wystawiona na smaganie chłodnymi, jesiennymi wiatrami Bałtyku. Jej długi kil niemal muskał beton nabrzeża. Na białym kadłubie granatową kursywą wymalowano nazwę jachtu: Andromeda.
Copyright © 2026 by Bojan Pancevski
Fragment pochodzi z książki "Wysadzić Nord Stream. Sabotaż, który wstrząsnął światem", która ukazała się 7 lipca 2026 roku nakładem wydawnictwa Zysk i s-ka.