
— Zaryzykuję twierdzenie, że Marciniak nie dostanie już żadnego meczu Argentyny — mówi były arbiter międzynarodowy Mario van der Ende w rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet.
Mario van der Ende, sędzia finałów MŚ 1994 i 1998, odsłonił w rozmowie z Sebastianem Parfjanowiczem brutalne kulisy świata sędziów i pozycji Szymona Marciniaka. Całą rozmowę można przeczytać tutaj >>, a poniżej znajdziesz fragment dotyczący tego, dlaczego polski sędzia nie powinien już prowadzić meczów Argentyny.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Van der Ende: — Uważam, że poprowadził na razie dwa dobre mecze, ale popełnił jeden poważny błąd. Leo Messi powinien obejrzeć czerwoną kartkę za faul od tyłu.
— Kolejny przykład, że zasady gry przestały być najważniejsze. Przed mistrzostwami świata 1994, na których pracowałem, wprowadzono przepis, że każdy atak z tyłu na nogi rywala musi być karany czerwoną kartką. Wiesz jak to wytłumaczył Blatter? "Musimy chronić gwiazdy, żeby grały do końca turnieju".
Może dwie dekady później gwiazda jest już ważniejsza od przepisu? Bo gdyby tak sfaulowano Messiego, natychmiast byłaby czerwona kartka. Ale skoro to Messi faulował... to musimy go chronić. Zdobywa hat-tricka, cały świat podziwia, dobrze dla mundialu. No tylko jak po tym wszystkim ci sędziowie mają mieć jasność w głowach?
Marciniak ma szansę na kolejny finał?
To zależy od miliona czynników. Na pewno ma szansę na kolejny duży mecz, w kluczowej fazie turnieju, bo zaprezentował się na tle konkurencji naprawdę dobrze. I na pewno ma tę przewagę, że Polska mu tego nie popsuje.
(...)
Obsada finału to już w ogóle szaleństwo. Nie masz pojęcia, co dzieje się za kulisami. Każdy, kto ma choć odrobinę wpływu, spróbuje go użyć, podważyć wiarygodność tego, czy innego sędziego.
Zaryzykuję twierdzenie, że Marciniak nie dostanie już żadnego meczu Argentyny, bo byłyby za duże protesty, że cztery lata temu sędziował ich zwycięski finał — sędziował moim zdaniem znakomicie, tak dla jasności — a teraz oszczędził Messiego. Będzie więc kwestionowany.