
— Czuję się młodo, mimo że wiek tego nie wskazuje — zapewnia po pierwszej rundzie eliminacji mistrzostw świata koszykarzy bohater ostatniego meczu Polaków Kamil Łączyński.
Półtora roku temu Łączyński w zasadzie był pogodzony z tym, że reprezentacyjny rozdział został u niego zamknięty, bo zbliżał się przecież do 36. urodzin. Teraz jest już po 37 i planuje walkę o miejsce w składzie na przyszłorocznych mistrzostwach świata w Katarze. — Mógłbym zarazić energią i werwą niejednego zawodnika — uśmiecha się.
Druga runda eliminacji mistrzostw świata rozpocznie się w sierpniu, Polacy są na czele grupy K z dorobkiem 6-0 i przewagą trzech zwycięstw nad zespołem z pierwszego niepremiowanego awansem (czwartego) miejsca. Czyli Łotwą, z którą na dodatek mają lepszy bilans bezpośrednich spotkań.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
A Łączyński pokazał, że w otoczeniu młodszych zawodników może być nie tylko uzupełnieniem składu, ale także pierwszoplanową postacią. Jego ubiegłoroczny powrót do kadry oznaczał w praktyce, że w zamyśle trenera Igora Milicicia wygrał "rywalizację" z kilka lat młodszymi Jakubem Schenkiem i Andrzejem Mazurczakiem, co mimo wszystko było odważnym posunięciem. Bo przecież mówimy o zawodnikach, którzy zdobywali w polskiej lidze statuetki MVP finału i rundy zasadniczej.
Milicić uznał, że dobrze znany mu z wieloletniej i przynoszącej mistrzostwo kraju współpracy w Anwilu Włocławek Łączyński lepiej odnajdzie się w kadrze w mniejszej roli. Najpierw plan dotyczył tylko ubiegłorocznego EuroBasketu, ale potem "Łączka" poszedł za ciosem i pozostał w reprezentacji na eliminacje MŚ. Wystąpił we wszystkich spotkaniach, a przed tym ostatnim z Holandią miał w sumie 22 asysty i tylko 5 punktów. Nawet jak na niego to duża różnica.