
— Nominacja dla Slavko Vincicia jest absolutnie skandaliczna — grzmi Rafał Rostkowski w sprawie wyboru sędziego finału mistrzostw świata. Trudno zliczyć, który to już głos uderzający w środowisko sędziowskie. Pierluigi Collina stał się persona non grata tegorocznego mundialu.
— Nie da się merytorycznie uzasadnić tej decyzji. To nie jest sędzia na takim poziomie — grzmi na antenie TVP Sport Rafał Rostkowski w sprawie arbitra, który poprowadzi finał mistrzostw świata. To jednak nie wszystko.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
— Stwierdzam, że sędziowie podejmują decyzje pod wpływem swoich szefów i niezgodne z "Przepisami gry", niezgodne z potrzebami futbolu, niedobre dla piłki nożnej i dla piłkarzy. Większość tych decyzji to są złe decyzje, bardzo złe dla futbolu — dodaje były sędzia.
Trudno o dosadniejsze podsumowanie tych mistrzostw z perspektywy sędziowskiej.
Poziom sędziowania na tegorocznych mistrzostwach świata od samego początku pozostawiał wiele do życzenia. Kolejne niezrozumiałe decyzje arbitrów sprawiały, że fala krytyki rosła i dotykała także tych, w których przypadku błędy wcale nie były tak oczywiste. Boleśnie po meczu z Algierią przekonał się o tym Szymon Marciniak. Jak dobrze pamiętamy, Polak nie ukarał kartką Lionela Messiego, choć wielu uważało, że należał mu się czerwony kartonik.
Takie sytuacje jak ta, nieodgwizdane faule, gole nieuznane w kontrowersyjnych sytuacjach, można mnożyć. Niechlubnym meczem-symbolem tych mistrzostw można okrzyknąć natomiast spotkanie Francji z Urugwajem, które momentami więcej wspólnego miało ze sztukami walki niż z piłką nożną. A arbiter na to pozwalał.
Szybko stało się jasne, że problem nie leży w indywidualnościach i w większości przypadków to nie niekompetencja sędziów była problemem, a to, co wydarzyło się jeszcze przed startem mistrzostw świata.
— Bardzo cenię i podziwiam Pierluigiego Collinę. To wielka postać, jedna z dwóch—trzech największych w historii sędziowania. No ale niestety popełnił podobny błąd, jaki zrobiono przed Euro 2012 w Polsce i Ukrainie, kiedy tuż przed turniejem wydano arbitrom dość zaskakujące dla wielu, nowe zalecenia. Nie przećwiczono tego, nie utrwalono — nakreślał problem w rozmowie z nami Rostkowski.
I choć na ogół Polak uważa nowe przepisy FIFA za dobre, problemem okazała się fatalna komunikacja. — Sędziowie są na mundialu, przeszli szkolenia, zaczynają się mecze. Po meczach briefingi, ale co z tego, skoro tu omawia się głównie sytuacje pozytywne, a te głośne, kontrowersyjne zamyka szybko, z takim komentarzem, że sami arbitrzy do końca nie wiedzą, na czym stoją. Ten brak komunikacji i wewnętrznej transparentności jest bardzo źle odebrany w środowisku (...) Sędziowie potrzebują feedbacku. Bez tego robi się bałagan. I ten bałagan na początku mundialu zobaczył cały świat — uważa Rostkowski.
Znacznie mniej litości dla zarządzających sędziami w FIFA miał były arbiter międzynarodowy Mario van der Ende. — Podstawą pracy sędziów, ich kompasem, są przepisy gry w piłkę nożną. Żadne szkolenie, żadna rada z boku nie mogą być ważniejsze od przepisów. Jeśli faktycznie na przedmundialowym zgrupowaniu namieszano im w głowach, to odpowiedzialni za arbitrów Pierluigi Collina i Matteo Busacca nie nadają się do tej roboty — zaznaczył.
— A chyba namieszano, skoro z łatwością jesteśmy w stanie wskazać siedem-osiem rzutów karnych, które powinny być przyznane, a nie zidentyfikował ich ani główny arbiter, ani VAR. Oglądam mecz Paragwaju z Australią, w którym sędzią jest Clement Turpin, i naliczam dziewięć uderzeń łokciem bez interwencji. Najwyraźniej nawet tak doświadczony arbiter przestał rozumieć przepisy — dodawał.
W język nie gryzł się także były sędzia FIFA Thorsten Kinhoefer. — Collina ostatecznie ustala własne zasady, a raczej własne instrukcje. Kiedy zostajesz mianowany sędzią na tak dużym turnieju, naturalnie robisz to, co każe szef. To, co mówi Collina, jest prawem (...) Według niego trenerzy i zawodnicy wiedzieli o tym już przed turniejem, ale wszyscy inni dowiedzieli się o tym dopiero z jego raportu okresowego. To powoduje frustrację — denerwował się ekspert ZDF.
Krytyka stała się tak głośna, że sam Collina zdecydował się interweniować. — Oczywiście konstruktywna dyskusja o decyzjach zawsze będzie częścią piłki nożnej, ale nie ma miejsca w naszym sporcie na bezpodstawne oskarżenia. Nikt nie może kwestionować uczciwości sędziów powołanych na MŚ. Kiedy tak się dzieje, może to wywołać reakcje prowadzące do gróźb wobec nich i ich rodzin. To nie jest w porządku — podkreślał i zaprzeczał, że sędziowie są narażeni na jakiekolwiek naciski z zewnątrz.
Jak zauważa L'Équipe, sam fakt, że szef sędziów musiał wygłosić takie oświadczenie, doskonale świadczy o skali problemu.
Jest jednak także druga strona medalu. Kłopoty duetu Collina — Busacca mogą oznaczać szansę dla... Marciniaka.
— Szef sędziów Pierluigi Collina ma 66 lat. Powoli zbliża się do emerytury, podobnie jak Massimo Busacca, który z nim współpracuje. Ich losy są połączone. Po tym turnieju obaj są też w ogniu krytyki. FIFA na pewno myśli, szuka, rozważa. Myślę, że jednym z kandydatów — co najmniej — jest Szymon Marciniak. A może są już nawet bardziej zaawansowane plany. Dało się takie głosy usłyszeć w środowisku. Jeśli FIFA rzeczywiście myśli o Szymonie Marciniaku jako o kandydacie na szefa komisji sędziowskiej, to może postanowiła nie ryzykować, nie nominować go już do kolejnego meczu dużego ryzyka — zaskoczył niedawno Rostkowski.
Choć Polak posędziował na tegorocznym mundialu tylko dwa mecze, wygląda na to, że wkrótce znów może być o nim głośno.