
Po odkryciu radu świat stracił głowę. Pierwiastek wyizolowany przez Marię Skłodowską-Curie miał leczyć, odmładzać i dodawać sił. Trafiał do kosmetyków, leków, wody, a nawet ubranek dla niemowląt.
Rad był wtedy najdroższą substancją świata. Za gram płaciło się sto dwadzieścia tysięcy dolarów (dziś dwa miliony dwieście tysięcy dolarów). Maria i Piotr wiedzą, że jeśli opatentują tę metodę, ich problemy finansowe się skończą. Decyzję podejmują szybko: "Rad nie powinien wzbogacić nikogo. Należy do wszystkich". Swoją pracę publikują w całości i udostępniają za darmo.
Rad leczy wszystko, głoszą reklamy. Zaćmę, nerwicę anemię, cukrzycę. Otyłość, próchnicę. Jest skuteczny na demencję, epilepsję, choroby serca i nerek. Pomaga na reumatyzm, nawet na histerię. Dosypuje się go do paszy dla zwierząt. ("Tuczcie wszystkie wasze zwierzęta gospodarskie i drób Proviadorem, prawdziwą francuską paszą z dodatkiem radu"). Z wełny z domieszką radu tka się ubranka dla niemowląt.
Na rynku pojawiły się radowe piwa, czekolady, papierosy, cygara, lakier do paznokci, ostrza golarek, nawozy dla roślin. Pasty do zębów i sole do kąpieli. A nawet prezerwatywy. Na problemy z erekcją doskonały stanie się radiendocrinator. Wystarczy, że nasączone radem miękkie płytki na noc włoży się do majtek. Jeśli kobieta chce być piękna, wystarczy, by nosiła pod brodą przez pół godziny dziennie opaski z radioaktywnego kauczuku. Dzięki radowi włosy nie siwieją i nie wypadają.
Wikimedia Commons
Cinémagazine, 14 février 1935
Świetnie będzie sprzedawał się dzbanek z dodatkiem radu, który — jak głosi reklama — zwykłą wodę zmienia w tonik wzmacniający. Cena — dwieście dolarów (równowartość dzisiejszych dwóch tysięcy czterystu dolarów). Najlepiej pić od pięciu do siedmiu szklanek dziennie. Tuż obok kopalni w Jachymovie powstaje spa, w ofercie — inhalacje radowe. Lokalny piekarz sprzedaje chleb z dodatkiem wody z kopalni uranu.
Świat na punkcie radu oszalał.
Na paryskim Montmartrze można zobaczyć rewię Rad Meduzy, w Nowym Jorku "radowe tańce zwane" "Piff! Paff! Puff!". Bardziej przypominają gimnastykę. Pokazywane podczas odczytów składają się z prostych ruchów: podniesienie ramion, skręt tułowia, krok. Na podwyższeniu zawsze znajduje się to, co określano jako źródło radu — ampułka albo lampa.
W Londynie najlepszym prezentem na wszelkie okazje będzie spintaryskop, niewielka mosiężna rurka wynaleziona przez Williama Crookesa. Z jeden strony ma wmontowane szkło powiększające, z drugiej — na cienkiej igle — niewielką cząstkę bromku radu, umieszczoną naprzeciw ekraniku z siarczku cynku. Gdy uderzają w niego promienie alfa, na ekranie pojawiają się drobne iskry.
Niektórzy w odkryciu radu widzą spełnienie biblijnego proroctwa: "wzejdzie słońce sprawiedliwości i uzdrowienie w jego skrzydłach. Wyjdziecie swobodnie i będziecie podskakiwać jak tuczone cielęta".
fot. Frederick W. Glasier
Amerykańska aktorka i tancerka Loie Fuller w tańcu serpentynowym. Według "Le Figaro" kobieta chce uchwycić i uwięzić światło radu, 1902.
Amerykańska tancerka Loie Fuller przeczytała w prasie, że rad świeci. Zafascynowana od razu wysłała list do państwa Curie: "Czy mogę pokryć moje ciało warstwą radu tak, żeby fosforyzowało?". Piotr odpowiada uprzejmie, odradza.
Wypróbowywał działanie radu na sobie już dwa lata wcześniej. Przykładał do ramienia "owinięty w celuloid radonośny bromek baru". Wynik doświadczenia przekazał francuskiej Akademii Nauk: "Skóra zaczerwieniła się na powierzchni sześciu centymetrów kwadratowych; wyglądało to na oparzenie, ale skóra nie bolała lub prawie nie bolała. Po pewnym czasie zaczerwienienie stawało się bardziej intensywne, choć nie rozszerzyło się. Dwudziestego dnia utworzyły się strupy, a później rana, którą opatrywano bandażami. Czterdziestego drugiego dnia na brzegach zaczął się tworzyć naskórek, rozszerzając się ku środkowi, zaś pięćdziesiątego drugiego dnia pozostaje jeszcze rana o powierzchni jednego centymetra kwadratowego, która przybiera kolor szarawy, wskazujący na to, że martwica sięga głębiej. Dodajmy, iż pani Curie miała podobne poparzenia, gdy przenosiła w małej zapieczętowanej probówce kilka centygramów bardzo aktywnej materii, mimo że probówka była umieszczona w cienkim pudełku metalowym.
Poza tymi objawami, bardzo silnymi, miewaliśmy na rękach podczas doświadczeń z materiałami bardzo aktywnymi najróżniejsze symptomy. Ręce mają tendencję do łuszczenia się. Opuszki palców, które trzymały probówki lub kapsuły zawierające bardzo aktywne materiały, stają się twarde i czasami bardzo bolesne; w przypadku jednego z nas zapalenie opuszków trwało dwa tygodnie i skończyło się zejściem naskórka, natomiast bolesne podrażnienie nie znikło do końca jeszcze po upływie dwóch miesięcy".
Ale jak mówi dziennikarzowi "La Lieberte" w grudniu 1903 r., nie martwi się tym: "Moja żona również się nie martwi […]. Widzi pan, te małe wypadki laboratoryjne nie powinny przerażać ludzi, którzy żyją pośród alembików i retort". Tymczasem Loie, wdzięczna za odpowiedź, proponuje Marii i Piotrowi, że zatańczy tylko dla nich. Jak donosi "Le Figaro", ta kobieta chce uchwycić i uwięzić światło radu. Nazywają ją "wróżką światła". Podczas wystawy światowej w 1900 r. miała swój własny Theatre de Loie Fuller. Henri de Toulouse-Lautrec błagał, żeby pozwoliła namalować mu plakat reklamujący jej występy w Paryżu. Kiedy odrzuciła tę propozycję, przygotował pięćdziesiąt litografii na sprzedaż. By oddać opalizującą grę świateł na kostiumie Loie, używał kilku kamieni: jeden powlekał tuszami w kolorach tęczy, inny ręcznie posypywał do każdego egzemplarza srebrnym lub złotym pyłem. Cały świat kocha jej "taniec serpentynowy". Pokochają go też państwo Curie.
Przyjmują propozycję Loie z zaciekawieniem.
ilustracje pochodzą z książki
"Rad leczy wszystko: zaćmę, nerwicę, anemię, cukrzycę, otyłość, próchnicę. Jest skuteczny na demencję, epilepsję, choroby serca i nerek. Pomaga na reumatyzm i nawet na histerię".
I tak jadalnia w domu przy boulevard Kellermann zamienia się w teatr. Loie tańczy na szklanym podeście. Pląsa "spowita w iskry, skąpana w kolorach wytworzonych za pomocą ruchomych filtrów celofanowych". Jedwabne, kilkumetrowe welony falują w powietrzu, poruszane ukrytymi w rękawach drążkami. To już nie ręce, ale skrzydła motyla. Albo płatki kwiatów.
Dzięki Fuller Maria i Piotr poznają Auguste’a Rodina. Są w Grand Palais, gdzie pokazuje Myśliciela. Odwiedzają go w pracowni w wiosce Meudon, kilka kilometrów na południe od Paryża.
"Kiedy ich sobie przedstawiłam, nie zamienili ani słowa" — wspominała później Loie. "Chwycili się za ręce i patrzyli na siebie". Rodin oprowadził gości po trzech pracowniach, pokazywał rzeźby, od czasu do czasu "pieszcząc marmur" tych ulubionych. "Wyszliśmy. W powozie, który wiózł nas z powrotem, zapytałam moich przyjaciół, czy mogliby opisać swoje wrażenia, swoje odczucia. Odpowiedzieli przecząco, ale na ich twarzach widać było oznaki wielkiego szczęścia i wiedziałam, że docenili i zrozumieli Rodina" — zapamiętała Fuller. Loie nie odpuszcza. Wciąż chce, by jej suknie świeciły w ciemnościach. Za swoim paryskim domem przy rue Cortambert buduje małe laboratorium. Zatrudnia sześć osób, w tym chemika. Eksperymenty trwają kilka miesięcy. Jeden kończy się eksplozją. "Spaliło mi część włosów — wspomina Loie. — Nie wszystkie odrosną, ale nie przejmuję się tym".
Już w 1901 r. Henri-Alexandre Danlos oraz Eugene Bloch ogłosili pierwsze wyniki "leczenia radem tocznia rumieniowatego". "Skuteczność, prostota, nieszkodliwość" — pisze prasa. Szanse na zwalczenie raka wydawały się tak realne, że "Le Petit Journal" pyta: "Czy demon jest już pokonany?". Teraz, dwa lata później Piotr wspólnie z lekarzami przeprowadza eksperymenty na zwierzętach. Zauważa, że świnki morskie, które oddychają emanacją radu w zamkniętym pomieszczeniu, umierają po kilku godzinach. "Ustaliliśmy — pisze w jednym z artykułów — że emanacja radu działa toksycznie na układ oddechowy".
A reklamy nadal zapewniają, że rad jest bezpieczny dla ludzi. Zabija, owszem, ale tylko muchy, komary i karaluchy.
Partner Wydawnictwo Literackie
Angelika Kuźniak, "Skłodowska-Curie. Rebeliantka", Wydawnictwo Literackie, 2026.
[REKLAMA] Biografia "Skłodowska-Curie. Rebeliantka" autorstwa Angeliki Kuźniak ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego. Książka dostępna w sprzedaży pod tym linkiem.
Patronat medialny nad publikacją objęło Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie, instytucja szczególnie bliska pamięci o życiu i dziedzictwie noblistki.