RAK
    Superduet Świątek – Radwańska jest realny. Mamy jasny komunikat

    Superduet Świątek – Radwańska jest realny. Mamy jasny komunikat

    820 odsłon
    Superduet Świątek – Radwańska jest realny. Mamy jasny komunikat

    — Kiedy ucieka pewność siebie, zaczyna się panika i uciekanie od gry. Podejmowane są pochopne decyzje — mówi nam wprost Agnieszka Radwańska. Była wiceliderka światowego rankingu w długiej, ekskluzywnej rozmowie diagnozuje obecny kryzys Igi Świątek.

    Maciej Trąbski, Przegląd Sportowy Onet: Na początku Wimbledonu udzieliłaś wywiadu, w którym odniosłaś się do sytuacji Igi Świątek. Powiedziałaś, że musi być spokój poza kortem, by był też na korcie. Na korcie jednak za spokojnie u obrończyni tytułu tu nie było. W jej głowie wciąż jest za dużo chaosu?

    Ogólnie tenis jest sportem, w którym mecz może trwać dwie-trzy godziny i wiadomo, że gorsze momenty oraz chwile dekoncentracji mogą się zdarzyć. Chodzi o to, żeby ten czas był jak najkrótszy i jak najmniej nas kosztował wynikowo. Żeby nie grać takimi dużymi falami. Iga, niestety, przegrała tu mecz trzeciej rundy [z Alexandrą Ealą 6:7, 2:6], gdy straciła cztery pierwsze gemy w drugim secie. To jest za duża fala, by wygrać potem seta. Mimo że potem walczyła, próbowała gonić, to było już za późno.

    W poprzednich latach Iga słynęła z tego, że potrafi wychodzić obronną ręką z sytuacji niemal beznadziejnych.

    Mimo wszystko chyba nie aż takich. Wtedy te fale nie były aż tak duże, to było w zupełnie innym stylu. Nawet jak przegrała kilka gemów, to nie tak. Teraz to była chwila, moment.

    Ta pewność siebie gdzieś jej ucieka, spada. Wydaje mi się, że bardzo dużo tego jest w drugich setach. Ten pierwszy w meczu z Ealą nie był zły, stał na wysokim poziomie. Był solidny, bardzo intensywny.

    Wiadomo, można było parę piłek trochę lepiej zagrać, ten tie-break trochę Idze uciekł, ale to ogólnie był dobry tenis i fajnie się to oglądało. Miałam więc nadzieję, że ten drugi set też taki będzie. Ale jak Iga weszła po przerwie na kort, to wszystko jej się troszeczkę rozsypało, co ją potem kosztowało stratę tego seta. Faktycznie, kiedyś może było tak, że w takiej sytuacji wchodziła na kolejny poziom. Nawet jak miała sporą stratę, to była w stanie jeszcze docisnąć i ją odrobić. Teraz te break pointy pouciekały.

    To jest taka walka z samą sobą, tu nie chodzi o rywalkę. Tak naprawdę, może oprócz Jeleny Ostapenko, nie ma znaczenia za bardzo, kto jest po drugiej stronie. Jak Iga gra swoje, to może pokonać każdego. Uważam, że nadal, jeśli chodzi o sferę tenisową i przygotowanie fizyczne, naprawdę wiele dziewczyn zostawia w tyle.

    Nawet tych z czołówki. To jest kwestia pewności siebie, która w trakcie meczów spada. Dużo się dzieje w głowie, są dalej te fale, z których jej się po prostu ciężko wydostać. Dlatego te wyniki są takie, jakie są. Łatwo się mówi i daje złote rady, by coś poprawić. Ale to jest proces i to niestety trwa. Myślę jednak, że Iga jest na tyle pracowitą osobą, że będzie chciała na ten poziom wrócić. Na pewno to zrobi. To kwestia czasu.

    Alexandra Eala pokonuje Igę Świątek podczas tegorocznego Wimbledonu:

    Zdarza się często słyszeć w środowisku tenisowym opinię, że styl, który przez lata Iga Świątek prezentowała i którym przez lata wygrywała, był prosty i skuteczny. Wiadomo było, że w którymś momencie ta skuteczność się znacząco pogorszy, bo rywalki się do jej gry przyzwyczają.

    Z każdym kolejnym rokiem i bagażem lat spędzonych na korcie gra się coraz trudniej. Rywalki kolejny rok chcą cię dorwać, do tego znają już twój tenis oraz wiedzą, jak się przygotować i co robić na korcie. Na pewno nastawienie dziewczyn jest zupełnie inne niż kilka lat temu. To jest kluczowe.

    Mimo że Iga słynęła i dalej słynie z tego, że potrafi od pierwszej piłki narzucić bardzo dużą intensywność i szybkość, to już nie do końca zaskakuje rywalki. Bo są na to przygotowane. Każdy kolejny rok jest pod tym względem cięższy. Ale nie tylko dla Igi, dla każdego z czołówki.

    Wejść do niej to jedno, ale utrzymać się latami to drugie. Tu w ogóle nie ma porównania. Iga dalej jest w czołówce i pokazuje właśnie, jakie to jest ciężkie. Ale powtórzę, moim zdaniem to kwestia czasu, by wróciła do gry, której obecnie jeszcze nie ma.

    Marta Kostiuk wygrywa z Igą Świątek na Roland Garros:

    Ostatnio podczas Rolanda Garrosa sama mówiła na konferencji prasowej, że przychodzi drugi set i najpierw wysiada serwis, później poruszanie się, a na koniec "siada" wszystko. Jak ty to widzisz?

    To wszystko się łączy. Jeżeli jest stres, to wiadomo, że piłka jest wolniejsza. Wolniej też tę piłkę widzimy, wolniej reagujemy, nie czytamy już gry tak dobrze. Pojawiają się złe decyzje, zły dobór uderzeń, a uderzenia są spóźnione. To wszystko się łączy i zaczynamy troszkę panikować, bo przestajemy mieć kontrolę nad tym, co robimy. I to jest naturalne.

    Ten sport jest, niestety, brutalny. Czasem jedna piłka potrafi sprawić, że mecz zacznie się odwracać. Mam wrażenie, że kiedyś Iga zawsze wykorzystywała momentum, była wtedy po prostu jak ściana i to było coś pewnego. Dzisiaj to momentum jej po prostu ucieka i dlatego dzieją się te rzeczy, o których mówię.

    Jak te nogi są cięższe, to inaczej pracują, całe ciało jest cięższe, wolniejsze i "siada" serwis. A potem, wiadomo, chcemy jeszcze bardziej, zaczynamy szarpać i w konsekwencji — podejmować złe decyzje. Często widzę w tenisie, że jeżeli ktoś się czuje niepewnie, to od razu pojawia się uciekanie od gry, od wymian. Tak naprawdę od pracy na korcie. Chcemy od razu skończyć piłkę, bo wiemy i czujemy, że to ciało jednak jest nie takie, jak powinno.

    Po wszystkich tak naprawdę to widać, bo pojawiają się pochopnie podejmowane decyzje na korcie. Decyzje są podejmowane w ułamkach sekundy. Jeżeli brakuje pewności siebie i wszystko się kumuluje, to potrafimy się zapętlić w pewnym momencie i wtedy faktycznie, jak się sypie, to się sypie. Jak nagle Iga nie wie do końca, co ma robić, jest natłok myśli, a ciało jest spowolnione, to czasem brakuje planu B. Wiadomo, że nie zawsze mamy swój dzień, nie zawsze czujemy dobrze i wszystko nam wychodzi. Wówczas musimy dołożyć coś innego, a przede wszystkim nie panikować.

    Coco Gauff

    Robert Prange / Getty Images

    Coco Gauff

    Dla mnie zawsze przykładem walki z samą sobą i z tym, że nie idzie, jest Coco Gauff. Amerykanka potrafi się zablokować z serwisem tak, że robi po 20 podwójnych błędów, nie jest w stanie trafić w kort. Z forhendem tak samo.

    W jednym z ostatnich meczów nawet nie była blisko linii, te piłki szły w trybuny. Ale tak walczyła, tak już "rzeźbiła", byleby tylko przepchnąć. Niemal gryzła ten kort, mimo że grała po prostu fatalnie. Widać było jednak, że bierze to na klatę. Tak jakby mówiła sobie: — Ok, jest źle. Nie jestem po prostu dzisiaj w stanie grać i pozbyć się tego stresu". Nie miała żadnych pretensji do boksu, nie krzyczała, nie złościła się. Po prostu wie, że ma z tym problem i że zdarza się taki dzień, czasem set, a czasem cały mecz. I ona tak po prostu z tym gra do końca meczu.

    • Zobacz również: Przewrót w rankingu WTA po Wimbledonie. Ucierpi na tym Iga Świątek

    Francisco Roig został zatrudniony podobno właśnie po to, by przygotować plan B. Ale chyba Iga Świątek nie za bardzo jest na razie w stanie wcielić w życie w trakcie meczu jego rady.

    Trudno mi powiedzieć, bo widzę tyle, co wy, dziennikarze. Nie jestem w środku. Myślę jednak, że każdy trener potrzebuje trochę czasu. Tenis jest takim sportem, że w tydzień coś potrenujemy i od razu "cyknie".

    Może być tak, że po prostu niektórzy mają większe predyspozycje do szybszej adaptacji do sytuacji na korcie, a inni mniejsze? Musi być tu chyba pewna gotowość, otwartość na zmiany?

    Tak, ale myślę, że akurat Iga jest bardzo otwarta na zmiany. Jeżeli mogłabym się do czegoś przyczepić, to wydaje mi się, że jednak pomogłaby lepsza komunikacja podczas meczu. Iga też dużo mówi po polsku i nie do końca wiadomo co, do kogo itd. To jest kwestia wdrożenia się i adaptacji wszystkich.

    Sztab Igi Świątek (Francisco Roig, Daria Abramowicz, Tomasz Moczek i Maciej Ryszczuk)

    Robert Prange / Getty Images

    Sztab Igi Świątek (Francisco Roig, Daria Abramowicz, Tomasz Moczek i Maciej Ryszczuk)

    Mocno rozeszły się po świecie słowa Igi z konferencji prasowej po odpadnięciu z Wimbledonu. Powiedziała, że obecnie nie ma dobrych wyników i już się tym nie przejmuje. Niektórzy odebrali to jako znak, że straciła, przynajmniej na dzisiaj, mentalność mistrzyni.

    Ja to rozumiem tak, że Iga zdaje sobie sprawę z tego, że nie jest obecnie w miejscu, w którym była i że skupia się teraz na tym, by po prostu zagrać dobry mecz. Chce faktycznie wrócić do tego, co było. To jest jej priorytet i cel na teraz, żeby znów czuć się na korcie tak, jak wcześniej, mieć kontrolę nad tym, co się na nim dzieje i grać tak, jak grała.

    Ja absolutnie ją rozumiem i wiem, o co jej chodzi. Jeżeli skupi się na tym, o czym przed chwilą mówiłam, to wyniki i tak przyjdą. Wiadomo, każdy ich oczekuje i wszystko się na nich opiera. Mówi się też, że jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz. To jest brutalne, ale niestety to, co było kiedyś i ile lat ktoś gra na wysokim poziomie schodzi na dalszy plan.

    Wszyscy skupiają się na teraźniejszości i zadają sobie pytanie, czemu teraz dana osoba nie wygrywa, pojawiają się miliony dobrych rad. Tutaj nie ma powodu do niepokoju. Powtórzę, celem Igi jest teraz powrót do tego, co było. Wiadomo, że nie wychodzi na mecz, by go przegrać. Wciąż tak samo wychodzi, by go wygrać.

    • Polecamy: Agnieszka Radwańska oklaskiwana na Wimbledonie. Potem pojawiły się problemy

    Czasem może nawet chce tego zbyt mocno.

    Dokładnie. Czasem jak się chce za bardzo, to efekt bywa, niestety, odwrotny. Spięcie jest od razu większe. Iga więc skupia się na tym, by grać swoje, robić swoje. Tak, jak to było kiedyś. I wrócić do tamtego nastawienia. Jeżeli tak się stanie, to wyniki też wrócą.

    Miesiąc temu Iga wyznała, że planuje dołączyć do sztabu drugiego trenera. Od jakiegoś czasu pojawiają się głosy, że dobrym ruchem byłoby też zatrudnienie biomechanika, który pomógłby jej z serwisem. Twoim zdaniem to jest dobry pomysł?

    Nie do końca rozumiem czepianie się serwisu Igi. Technicznie nigdy nie był idealny, ale to była dobra prędkość, bardzo dobry kick, bardzo dobry drugi serwis. Nie sądzę, żeby Iga brała kogoś specjalnie pod tym kątem. Tu chodzi o kogoś, kto to wszystko poukłada w całość i doda do tego spokoju, harmonii... porządku. To trzeba tylko poukładać i zwrócić uwagę na rzeczy, które można poprawić na korcie. Chodzi więc o kogoś z dobrym okiem, kto dostrzega takie rzeczy. I tyle.

    Kibice nieraz przy ocenie serwisu skupiają się tylko na prędkościach. A czy nie jest tak, że kluczowa jest różnorodność i zaskakiwanie rywalek?

    Dokładnie, różnorodność i też procent jego skuteczności. Jak mamy 30 czy 40 proc. pierwszego serwisu, to jest trudno. Kiedyś większym niebezpieczeństwem był drugi serwis Igi, ale dziewczyny się uczą z nią grać i to drugie podanie jest teraz trochę przewidywalne.

    Ono cały czas jest do bekhendu. Można urozmaicić niektóre rzeczy, ale żeby od razu zatrudniać kogoś specjalnie pod kątem serwisu, poprawiać ten element i uczyć się go od nowa, to nie. Każdy wszystko może zrobić lepiej, bo taki jest tenis. Całe życie uczymy się grać. Roger Federer też się uczył do samego końca. Do perfekcji nigdy nikt nie dojdzie, ale żeby to też nie poszło w drugą stronę, żeby nie przekombinować. Na ten moment ja bym się bardziej u Igi skupiała na tym spokoju. Żeby to dobrze poukładać i wrócić do tego, co było. To jest teraz najważniejsze.

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Co o tym sądzisz?