RAK
    Spełniają się najgorsze obawy kibiców Legii. Nadzieja? Jest tylko jedna

    Spełniają się najgorsze obawy kibiców Legii. Nadzieja? Jest tylko jedna

    2332 odsłon
    Spełniają się najgorsze obawy kibiców Legii. Nadzieja? Jest tylko jedna

    Nie ma tematu transferów do Legii, bo w Warszawie, zamiast wzmacniać zespół, muszą sprzedawać, by załatać dziurę budżetową. Po pięciu latach bez mistrzostwa kraju nie ma widoków na przerwanie tej serii.

    — Legia to wielki klub. Ale swoimi decyzjami i zarządzaniem musimy udowadniać, że jesteśmy wielkim klubem — mówił w maju 2025 prezes zarządzający Marcin Herra.

    Spotkanie przy Łazienkowskiej 3 zorganizowano z okazji zatrudnienia Michała Żewłakowa jako dyrektora sportowego i Frediego Bobicia jako head of football operations. To miał być symboliczny moment. Zakończenie okresu bałaganu i początek nowego, lepszego czasu dla Warszawian z walką o mistrzostwo Polski jako kluczowym celem sportowym.

    I co? I nieco ponad rok później Legia ani nie ma kolejnego tytułu, ani nawet eliminacji europejskich pucharów, ani pieniędzy na przebudowę zespołu czy choćby utrzymanie niektórych zawodników, ani Żewłakowa w strukturach. O optymizm kibicom Wojskowych przed następnym sezonem nie jest łatwo, bo i trudno oprzeć się wrażeniu, że tak źle przy Łazienkowskiej 3 to nie działo się dawno.

    Najnowszy powód dla fanów do niezadowolenia to oczywiście sprzedaż Jana Leszczyńskiego do Borussii Mönchengladbach za kwotę między 2 a 3 mln euro. Kibice są wściekli, że już wydano zgodę na transfer 19-latka (po ledwie 181 minutach w pierwszym zespole), zamiast poczekać choćby sezon i za rok o tej porze zarobić na nim znacznie więcej. Tyle że tak naprawdę wcale nie musiałoby się tak wydarzyć, bo choć defensor przede wszystkim w działaniach z piłką ma większy potencjał niż Jan Ziółkowski, który w sierpniu 2025 przeniósł się do Romy za ponad 6 mln euro, to jednocześnie pozostaje zdecydowanie gorszy pod względem motorycznym. A to może być bariera nie do przeskoczenia i dlatego Wojskowi mogliby już nie dostać lepszej oferty za niego, więc przyjęcie takiej kwoty to niekoniecznie zły interes. Tyle że nie w tym tkwi sedno problemu. Najgorsze z perspektywy stołecznego klubu jest to, że sprzedał Leszczyńskiego, bo musiał, a i sam piłkarz chciał skorzystać z okazji przeprowadzki do 1. Bundesligi.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    Legia musiała, jako że z powodu braku awansu do eliminacji europejskich pucharów potrzebuje wygenerować kilkanaście mln zł. Dlatego chętnie pożegnano się z dobrze zarabiającym Kacprem Urbańskim (po rozwiązaniu kontraktu trafił do Górnika Zabrze), nie przelicytowano Pogoni Szczecin w rozmowach z Jeanem-Pierre’em Nsame czy właśnie sprzedano Leszczyńskiego. Gdyby Wojskowi po prostu uznali, że już więcej nie zarobią na 19-latku, nie byłoby to wcale specjalnie kontrowersyjne. W końcu wiedzą o nim najwięcej i mogliby widzieć więcej niż inni. Ale w klubie nawet nie za bardzo mieli możliwości do takich rozważań za sprawą sytuacji finansowej.

    Drugi aspekt tej sprawy to podejście stopera. Jak przyznał trener Marek Papszun, Leszczyński chciał przenieść się do Borussii (padło "oferta życia") i można to uznać za kolejny kamyczek do ogródka władz Legii. W zasadzie trudno dziwić się chęci młodzieżowca do transferu, skoro od dawna przy Łazienkowskiej 3 nie ma długotrwałej strategii wprowadzania wychowanków akademii do pierwszej drużyny. Są pojedyncze przypadki (jak wspomniany Ziółkowski), ale bez systemowego działania, jak np. w Lechu Poznań. Działaczom Kolejorza łatwiej było przekonać do pozostania Antoniego Kozubala, Michała Gurgula czy Wojciecha Mońkę, bo mieli pod ręką mnóstwo przykładów, że warto było poczekać i zebrać większe doświadczenie. A Leszczyński miał pełne prawo obawiać się, że jeśli zostanie, równie dobrze może przepaść na ławce rezerwowych. Szczególnie u Papszuna, który niechętnie stawia na młodych.

    Cała ta sprawa nijak nie udowadnia, że Legia jest zarządzana jak wielki klub, co przecież zapowiadał Herra. Spełniają się najgorsze obawy kibiców — po pięciu latach bez mistrzostwa kraju nie ma widoków na przerwanie tej serii, bo nie tylko brakuje pieniędzy na nowych, dobrych zawodników (sam szkoleniowiec po sparingu z rezerwami 1.FC Nürnberg powiedział, że nic nowego się nie dzieje w temacie transferów), lecz także musi sprzedawać tych, którzy już są i dodatkowo osłabiać zespół.

    Jan Leszczyński żegna się z Legią, zanim zdążył udowodnić w niej swój talent

    Marcin Szymczyk / newspix.pl

    Jan Leszczyński żegna się z Legią, zanim zdążył udowodnić w niej swój talent

    Marek Papszun ma wpływ na wzmocnienia

    Czy są jakiekolwiek powody do optymizmu? Przede wszystkim ewentualne efekty pracy Papszuna. Po pierwsze, tej na boisku. Legia na zgrupowaniu w Herzogenaurach zasuwa bardzo intensywnie, czego skutek ma być jasny — drużyna silna fizycznie, intensywna i wybiegana, czyli Raków Częstochowa z najlepszych czasów tego szkoleniowca.

    Po drugie, 51-letni trener chciał mieć większy wpływ na transfery niż zimą i faktycznie ma. Zoran Arsenić — zaufany człowiek z Medalików, wręcz kluczowa postać w szatni, a często dodatkowo czołowy defensor ligi. Ivan Brkić — Chorwat debiutował w Motorze w spotkaniu z ekipą spod Jasnej Góry i zachwycił Papszuna, a przez dwa lata ten zachwyt nie minął i tym chętniej przy Łazienkowskiej 3 skorzystano z pasywności władz Lublinian w sprawie nowej umowy Chorwata (chcieli je zacząć, kiedy… bramkarz już miał podpisany kontrakt z Legią). Wreszcie Łukasz Zjawiński — szkoleniowiec osobiście spotkał się z napastnikiem w Legia Training Center i przedstawiał rolę w zespole kilka tygodni przed zakończeniem sezonu. Naturalnie, to niewiele nowych piłkarzy, ale bezpośredni wpływ Papszuna na ich sprowadzenie daje nadzieję, że faktycznie mu się przydadzą. A to już coś.

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era