RAK
    Sojusznik zostawia Donalda Trumpa samego. Niechciane spotkanie w finale MŚ

    Sojusznik zostawia Donalda Trumpa samego. Niechciane spotkanie w finale MŚ

    1047 odsłon
    Sojusznik zostawia Donalda Trumpa samego. Niechciane spotkanie w finale MŚ

    W loży VIP podczas dzisiejszego finału MŚ zabraknie kluczowej postaci. U boku Donalda Trumpa nie zobaczymy jego sojusznika. Prezydent Argentyny postąpił inaczej niż król Hiszpanii Filip VI i odmówił wyjazdu do New Jersey. — Będę oglądał z Olivos — odpowiadał z oburzeniem Javier Milei.

    Argentyna zagra w wielkim finale mundialu po raz drugi z rzędu. Tym razem awans zapewniła sobie w dramatycznych okolicznościach. Do 85. minuty przegrywała z reprezentacją Anglii, a i tak wygrała 2:1 w doliczonym czasie gry.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    Obrońcy trofeum powalczą z Hiszpanią. Zwycięstwo z Francją oglądał król Filip VI i po szalonej radości ogłosił: "nadszedł czas, by walczyć o tytuł". Wiadomo już, że Hiszpanię na trybunie honorowej w New Jersey podczas finału reprezentować ma premier Pedro Sanchez. W ten sposób zagorzały krytyk znajdzie się blisko Donalda Trumpa. Zabraknie za to głowy państwa o podobnych poglądach do Amerykanina.

    Prezydent Argentyny nie chciał lecieć do Stanów Zjednoczonych. Jeden powód

    Obecność Trumpa podczas meczu o Puchar Świata potwierdziła rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt.

    Mimo wielkich emocji przeżywanych podczas mundialu Javier Milei nie wyleci do Stanów Zjednoczonych i nie będzie reprezentować Argentyny jako prezydent. — Płaczemy. Podziękujmy tej niesamowitej grupie zawodników, którzy dają nam tyle radości. Teraz ruszamy w pogoń za Hiszpanią, którą pokonamy w niedzielę i zdobędziemy dwa mistrzostwa z rzędu — mówił cytowany przez serwis tn.com.ar.

    Milei swoją funkcję pełni od 2023 r. i dał się poznać jako osoba bardzo emocjonalnie podchodząca do rywalizacji piłkarskiej reprezentacji. Dlaczego zatem nie leci na wielki finał? Chodzi o... przesąd i nie jest pierwszym prezydentem Argentyny z takim postanowieniem.

    Na pytanie, czy wybiera się na mecz Argentyny z Hiszpanią, odpowiadał z oburzeniem. — Będziemy nadal oglądali z Olivos, tak jak przystało. Oglądałem wszystkie mecze z Olivos, będę oglądał z Olivos — ujawniał w rozmowie z Radiem Mitre. Quinta de Olivos to oficjalna rezydencja prezydenta Argentyny, w której przebywa obecnie Milei.

    Głowa państwa nie pokazuje choćby nagrań z tego miejsca, a powodem tego może być zaskakujący przesąd w sprawie oglądania meczów Albicelestes. Polityk śledzi je w... kurtce, na której znajduje się logo lokalnego koncernu naftowego YPF. Noszenie jednego elementu ubioru to słynny przesąd w Argentynie. Podobnie rytuały nazywane są jako "cabalas". Wielu jego rodaków idzie krok dalej i przez cały turniej nie pierze swoich ubrań.

    — Patrzę na nich w kurtce i pocę się jak szalony, ale jedyny raz, kiedy ją zdjąłem, to strzelili nam gola, więc już nigdy jej nie zdejmę — zapewniał Milei.

    Jak zauważa "Rzeczpospolita", prezydenci Argentyny nie jeżdżą na mecze swojej reprezentacji po incydencie z 1990 r. Wówczas Carlos Menem pojechał na spotkanie z piłkarzami przez startem MŚ, a obrońcy tytułu przegrali pierwsze starcie z Kamerunem. Od tamtej pory mówi się, że głowa państwa przynosi pecha, a były prezydent nazwany został jako "mufa", czyli przynoszącego pecha.

    Milei od początku mundialu śledzi losy Albicelestes. Był moment, gdy nie wytrzymał i opublikował wpis z przekleństwem. Wydarzyło się to po szalonym zwycięstwie 3:2 z Egiptem.

    "Naprzód Argentyno, do cholery...!!! Ależ męczarnia, ja p*****lę" — pisał na X prezydent Argentyny.

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era