
FIFA zdecydowała, że finał mistrzostw świata 2026 poprowadzi Slavko Vincić. Słoweniec, który w Polsce nie cieszy się szczególną sympatią, zabrał głos tuż po ogłoszeniu nominacji. Wybór skomentował również szef sędziów FIFA Pierluigi Collina.
FIFA podjęła zaskakującą decyzję, powierzając prowadzenie najważniejszego spotkania czterolecia właśnie Vinciciowi. Stracił na tym m.in. Szymon Marciniak, który pozostawał w USA od zakończenia fazy grupowej, ale w play-offach nie poprowadził ani jednego meczu.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Co do samego Słoweńca, to już jego pierwszy występ na tegorocznym mundialu nie obył się bez kontrowersji. W meczu Brazylii z Marokiem nie dostrzegł przewinienia na Viniciusie Juniorze, a chwilę później zakończył pierwszą połowę, choć akcja nadal trwała.
Jeszcze więcej krytyki zebrał jednak 31 marca, gdy był arbitrem finału baraży Polska — Szwecja. W naszym kraju po tej rywalizacji stał się wrogiem nr 1. Teraz Słoweniec znalazł się na drugim biegunie, otrzymując najważniejszą nominację w sędziowskiej karierze.
— Najpierw byłem w szoku, a potem niewiarygodnie szczęśliwy. Aż się trząsłem. Sędziowanie finału mistrzostw świata to naprawdę niezwykły zaszczyt. To coś, o czym marzy każdy sędzia, już na początku swojej drogi, jako młody arbiter — przyznał Słoweniec.
— Jestem niezwykle dumny, zarówno z siebie, jak i z mojego zespołu sędziowskiego. Trudno opisać to wszystko słowami, ale wspólnie jesteśmy również niezwykle dumni z tego, że możemy reprezentować swoją ojczyznę podczas największego wydarzenia sportowego na świecie. Zrobimy wszystko, aby wykonać nasze zadanie najlepiej, jak umiemy — dodał.
— To wyjątkowa promocja małej Słowenii i potwierdzenie, że słoweński futbol znajduje się wysoko na piłkarskiej mapie oraz że w naszym kraju wykonuje się dobrą pracę — ocenił natomiast prezes słoweńskiej federacji piłkarskiej Radenko Mijatović.