
Norwegia przegrała po dogrywce z Anglią 1:2 i odpadła z mistrzostw świata po swoim pierwszym w historii ćwierćfinale. Mecz oglądało w centrum Oslo ponad 135 tys. osób, a około 20 tys. kibiców tuż po godz. 2.00 dotarło pod Pałac Królewski.
"Ćwierćfinał mundialu Norwegia — Anglia jest wydarzeniem tak wielkim, że nadal trudno zrozumieć, iż naprawdę dochodzi do tego meczu. Po tylu cierpieniach, tylu porażkach, 26 latach bez udziału w dużym turnieju i 28 latach bez mistrzostw świata" — napisał przed spotkaniem komentator "VG" Trond Johannessen.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Szef redakcji sportowych "Aftenposten" i "VG" Eivind Haugen w rozmowie z PAP nie ma wątpliwości, że choć po cichu norwescy kibice marzyli o tym, by ich reprezentacja zaszła jeszcze dalej, wynik norweskich piłkarzy to doskonałe podsumowanie pierwszej połowy tego roku w norweskim sporcie.
— To był naprawdę spektakularny czas. Zwykle wyróżnialiśmy się w sportach zimowych, co w tym roku podkreśliliśmy historyczną liczbą zdobytych na igrzyskach we Włoszech medali. W ostatnich latach coś się jednak zmieniło. Mamy świetnych golfistów, Casper Ruud jest jednym z czołowych tenisistów. Brąz, który z mistrzostw świata przywieźli nasi hokeiści, dzięki zwycięstwu nad Szwecją smakował jak złoto. Do tego zwycięstwo w lidze klubu, którego Martin Odegaard jest kapitanem [Arsenal Londyn], a Erling Haaland [Manchester City] został królem strzelców Premier League. Niesamowite pół roku — powiedział PAP Haugen.
Setki tysięcy Norwegów zebrało się na imprezach w całym kraju. Dziennik "VG" donosi, że kibice na biwak w lesie na wyspie Holsnoy zabrali ważący niemal 20 kg telewizor. Na pozbawionej elektryczności wyspie Veeoya turystom oglądanie meczu umożliwił sprowadzony specjalnie na sobotni wieczór agregat prądotwórczy.
W Oslo — według policji — w sobotni wieczór w zorganizowanych strefach kibica i lokalach gastronomicznych spotkanie Norwegii z Anglią oglądało ponad 135 tys. osób, z czego w samym centrum — ok. 110 tys. osób. Po golu Andreasa Schjelderupa tłum eksplodował radością. Kibice tańczyli na stołach, unosili kufle i wykonywali ruchy naśladujące wiosłowanie.
Ogromny tłum przeciążył również sieć komórkową w ścisłym centrum norweskiej stolicy. Operatorzy komórkowi jeszcze przed meczem ostrzegali o możliwych problemach z transmisjami na żywo oraz z wysyłaniem filmów przez Facebooka, Snapchata czy Instagrama.
Jeden z lokali w śródmieściu odmówił wyłączenia dźwięku po godz. 23, mimo grożącego właścicielom mandatu w wysokości 100 tys. koron (ok. 40 tys. zł).
— Dziś jestem gotowy go zapłacić — deklarował dziennikarzom właściciel pubu.
Wśród mundialowych piosenek znalazła się przyśpiewka poświęcona Mariusowi Borg Hoiby, synowi przyszłej norweskiej królowej, skazanemu przed kilkoma tygodniami na bezwzględną karę więzienia za przemoc seksualną. Do melodii "We're Not Gonna Take It" zespołu Twisted Sister kibice śpiewali "Hoiby siedzi w więzieniu".
Po ostatnim gwizdku przegranego ćwierćfinału fani reprezentacji ruszyli w kierunku Pałacu Królewskiego na tradycyjne wiosłowanie i okrzyki, które miały obudzić króla Haralda V. Po godz. 2, według szacunków, na plac przed rezydencją monarchy zgromadziło się ok. 20 tys. osób.
Około 10 tys. Norwegów znalazło się w Miami, z czego połowa na Hard Rock Stadium. Z trybun ćwierćfinał oglądali m.in. mistrz świata w szachach Magnus Carlsen, dwukrotny mistrz olimpijski w narciarstwie alpejskim Aksel Lund Svindal, były reprezentant w piłce nożnej John Arne Riise oraz Helene Spilling Odegaard, żona kapitana kadry. Na mecz przyleciał również następca norweskiego tronu, książę Haakon.
"Ból jest ogromny, ale ten mundial znacznie przekroczył oczekiwania. Dziękujemy za tę podróż. To było prawdziwe święto. Reprezentacja, która wygrała cztery z sześciu spotkań i była blisko wyeliminowania Anglii, będzie pamiętana przez pokolenia" — pisze tuż po zakończeniu spotkania komentator "Aftenposten", Erlend Nesje.
Źródło informacji: Polska Agencja Prasowa