Rzucają wyzwanie potęgom na zapleczu Ekstraklasy. Mają plan

    Rzucają wyzwanie potęgom na zapleczu Ekstraklasy. Mają plan

    1378 odsłon
    Rzucają wyzwanie potęgom na zapleczu Ekstraklasy. Mają plan

    — Ten klub budujemy na ludziach, a nie pieniądzach. To jest podstawa. Chcemy dalej zadziwiać piłkarską Polskę — mówi nam trener Kamil Socha.

    Kamil Socha (trener Unii Skierniewice): Nie wyobrażam sobie, by dalej to łączyć. Nie ukrywam, że w gronie szkoleniowym byłem obiektem żartów. Moi przyjaciele trenerzy śmiali się, jak to możliwe, że w obecnych czasach pracuję na takim poziomie w piłce i w szkole, ale radziłem sobie z tym lepiej lub gorzej.

    W polskiej piłce już w trzeciej lidze co najmniej połowa klubów jest zawodowa, piłkarze trenują rano i ciężko sobie wyobrazić, by ktokolwiek jeszcze pracował gdzie indziej. Wiem, że wielu ludzi myśli, że praca w szkole jest łatwa i przyjemna, ale tak to nie wygląda. Musiałem podjąć decyzję, by zrezygnować ze szkoły. Na razie jeszcze tam pracuję, ale od września jestem tylko i wyłącznie trenerem.

    Dotąd był pan ewenementem.

    Nie znam drugiego szkoleniowca na poziomie drugiej ligi, który miałby inną pracę, zwłaszcza w szkole.

    Trochę jedno i drugie. Ciężko byłoby mi tylko żyć tylko z jednej wypłaty z klubu. To się zmieniło. Doszliśmy do porozumienia, że mogę z czystym sumieniem poświęcić się piłce nożnej.

    Czyli dostał pan podwyżkę.

    Myślę, że zasłużyłem na nią po tych trzech latach.

    Piłkarze Unii też pracowali w innych zawodach?

    W trzeciej lidze było sporo zawodników, którzy pracowali, mam też w zespole kilku studentów. W drugiej lidze w pierwszej rundzie może ze trzech-czterech chłopaków też w mniejszym stopniu robiło coś dodatkowo, ale to już przeszłość. Teraz chcę mieć w drużynie zawodników skupionych tylko na grze w piłkę.

    Jak pan się odnajduje po awansie w nowych realiach? Awansowaliście z bardzo małym budżetem, wyprzedzając o wiele bogatsze kluby, jak Zagłębie Sosnowiec, które zresztą spadło. Teraz te dysproporcje pod każdym względem jeszcze wzrosną. Na przykład w meczu z Ruchem z jednej strony będzie pan, który w tym sezonie pracował jako nauczyciel, a z drugiej były selekcjoner Waldemar Fornalik.

    Bardzo dobrze się odnajduję. Jestem trenerem od 20 lat. Ten awans nie jest dla mnie nowością, bo pracowałem już na poziomie pierwszej ligi, ale dla klubu to coś nowego. Także dla wielu ludzi to poziom, o którym mogli tylko marzyć, a teraz na nim znajdują się i trzeba odnaleźć się w nowych realiach.

    Ten klub budujemy na ludziach, a nie pieniądzach. To jest podstawa. Gdy weszliśmy na poziom drugiej ligi, dla klubu to też była niewiadoma, ale potrafiliśmy się dobrze się odnaleźć i zrobić coś, o czym nikt otwarcie nie mówił. Przed początkiem poprzedniego sezonu w wielu analizach byliśmy wymieniani w gronie kandydatów do spadku, podobnie jest teraz. Ale udowodniliśmy, że ludzie stanowią większą siłę niż pieniądze i począwszy od zespołu poprzez sztab i działaczy, to oni doprowadzili do takiej sytuacji dzięki pracy i zaangażowaniu. Chcemy dalej zadziwiać piłkarską Polskę i pokazać że można coś zrobić w takim mieście jak Skierniewice, gdzie nikt nie spodziewał się piłki na takim szczeblu. Pewnych rzeczy jednak nie przeskoczymy. Szukamy sponsorów i potrzebujemy pieniędzy, które pozwolą nam spokojnie funkcjonować. Nigdy nie będziemy płacić tyle, co inne kluby pierwszoligowe, ale nie chcemy mieć budżetu, który nie przystoi w pierwszej lidze.

    Trener Unii Skierniewice Kamil Socha podczas meczu z Hutnikiem Kraków

    Michał Płaszyk / newspix.pl

    Trener Unii Skierniewice Kamil Socha podczas meczu z Hutnikiem Kraków

    Do Ekstraklasy awansowały Wisła, Śląsk i Wieczysta, czyli trzy najbogatsze kluby pierwszej ligi zeszłego sezonu. Ostatecznie pieniądze często jednak decydują.

    Nie dość, że awansowały bogate kluby, to spadły — poza GKS Tychy — te najbiedniejsze. Zawsze może być jednak wyjątek od reguły i postaramy się nim być. Bardzo mocno wierzymy w drużynę i liczymy, że pokaże to też na poziomie pierwszej ligi. Łatwo nie będzie. Przegramy niejeden mecz, ale wierzymy, że niejeden też wygramy. Pieniądze odgrywają sporą rolę, ale mądra praca wszystkich w klubie pozwala patrzeć z optymizmem, choć liczymy się z przewagą rywali w kwestiach finansowych. Staramy się myśleć o powiedzeniu, że pieniądze nie grają.

    O ile budżet Unii zostanie zwiększony? Zimą dostaliście ponad milion złotych od władz miasta, ale to niewiele z innymi klubami, które grają w pierwszej lidze. Dość wspomnieć, że Śląsk otrzymał od miasta 30 mln.

    Nie wiem, jak wygląda kwestia budżetowa, tym zajmują się prezesi. Wiem za to, że nie tylko miasto ponosi koszty utrzymania klubu. Staram się patrzeć na to nie tylko pod kątem tego, co miasto dokłada, ale ile ma korzyści dzięki promocji poprzez sport. Jak wskazują różne badania, to jest najtańszy nośnik reklamy.

    Wiem, jak wyglądała sytuacja przed boomem na Unię, a teraz gdzie pojadę, to wszyscy w Polsce wiedzą, co to jest Unia Skierniewice. Oczywiście obracam się w środowisku sportowym, ale znam ludzi, którzy nie interesują się sportem i wiedzą, czym jest Unia Skierniewice. Po tym jak sprawiliśmy sensację w Pucharze Polski i w drugiej lidze, wyrobiliśmy sobie markę i pisali o nas we wszystkich mediach. Byliśmy kopciuszkiem, a historia kopciuszka najlepiej się sprzedaje. Ne jest tak, że miasto wydaje pieniądze na zgraję darmozjadów, jak ludzie lubią mówić, ale robi to ze sporą korzyścią dla samego miasta.

    Kamil Socha: potrafimy utrzymać kluczowych zawodników

    Dotąd było to jednak niższe koszty. Właściciel Polonii Warszawa Gregoire Nitot w wywiadzie dla Przeglądu Sportowego Onet przyznawał, że nie zdawał sobie sprawy, jak duża różnica jest między drugą a pierwszą ligą. Aby być konkurencyjnym trzeba płacić dużo więcej.

    Zdaję sobie sprawę, że koszty utrzymania wzrastają. Nie płacimy takich pieniędzy jak inne kluby, ale też nie można powiedzieć, że są śmiesznie małe. Płacimy tyle, na ile nas stać. Potrafimy utrzymać kluczowych zawodników. Im wystarcza tyle, ile dostali. Nie mamy możliwości, by porównywać się z potentatami. Przegraliśmy kilka rywalizacji o piłkarzy. Wystarczyło, że klub, z którym konkurowaliśmy, rzucił parę tysięcy więcej i sięgał po zawodnika. Nie stać na takie rzeczy. Kwoty, jakimi się obraca, są przesadzone, a piłkarze przepłaceni. Staramy się nie brnąć w to szaleństwo i nie ściągać na siłę zawodników. Będziemy mieć takich, na jakich nas stać. Wydatki miasta wzrosną, ale nie tak bardzo jak we Wrocławiu na Śląsk, czy w innym mieście, które finansuje klub pierwszoligowy.

    Na razie nikogo jeszcze nie pozyskaliście. Ile planuje pan transferów?

    Mamy wytypowanych zawodników, którymi w pierwszej kolejności się interesujemy. Niedługo zostanie ogłoszone przyjście trzech graczy. Mamy zawodników, którzy wywalczyli awans i świetnie się prezentowali w Pucharze Polski na tle zespołów z Ekstraklasy, więc nie chcemy rewolucji, ale ewolucji. Mocno w nich wierzymy. Od trzech lat zespół jest stopniowo przebudowywany. Musi być w nim świeża krew, ale nie będzie tak, że wymienimy nagle 15 zawodników. Około 10 z nich zaczynało z nami pracę w trzeciej lidze i przeszło drogę do pierwszej ligi. Dlaczego mielibyśmy zabierać im możliwość zaprezentowania się na tym poziomie, gdy całą swoją pracą pokazali, że robią postępy i zasługują na to, co osiągnęli.

    • Polecamy także: Sensacyjny projekt 80 km od Warszawy. Pokazali nam, jak to robią

    Na jakie pozycje chce pan wzmocnień?

    Szukamy zawodników głównie do rywalizacji w defensywie. Mieliśmy tam braki. Mamy mocną grupę zawodników ofensywnych, ale skupiamy się, by pozyskać jednego lub dwóch piłkarzy, by podnieśli poziom rywalizacji w defensywie.

    Liczy pan na sprowadzenie graczy z Ekstraklasy, pierwszej ligi czy mniej znanych?

    Nie ukrywam, że chcielibyśmy co najmniej jednego czy dwóch zawodników z doświadczeniem, bo nie mamy dużo takich piłkarzy. Jeśli się nie uda, to wierzymy, że jesteśmy w stanie ściągnąć zawodników, których obserwowaliśmy. Cały czas staramy się obserwować rynek i patrzeć pod względem przyszłościowym na zawodników. Nie zamykamy się na żadne ligi. Na razie tak działamy z niezłym skutkiem, ale im wyższy poziom, tym trudniej znaleźć wartościowego zawodnika.

    Trener Unii Skierniewice: priorytetem są Polacy

    Piłkarzy z doświadczeniem w Ekstraklasie ciężko będzie skusić bez większych pieniędzy.

    To wszystko rozumiem, ale kto rok temu powiedziałby, że w Unii zagra Bartek Bida czy Damian Gąska? A jednak tak się stało i przyczynili się do awansu. Życie piłkarza bywa przewrotne. Udowodniliśmy, że potrafimy wyprowadzać zawodników z dołka. Przykład Bartka czy Damiana pokazuje, że można się u nas odbudować. Dzięki temu jesteśmy atrakcyjnym miejscem dla zawodników, którzy zostali skreśleni. Dajemy im szansę wskoczenia na właściwe tory.

    A oni nie myślą, by wrócić do większych klubów?

    To jeden z warunków podejmowania współpracy. Też jesteśmy zainteresowani, by się odbudowali i poszli, gdzie ich miejsce. Bartkowi od razu powiedziałem, że chcę zrobić wszystko, by wrócił, tam gdzie jego miejsce, czyli do Ekstraklasy. Nie chcę przetrzymywać tak dobrych zawodników, ale jak będą dobrze się czuli, jak będzie nas na nich stać, to dlaczego nie?

    Damian Gąska w meczu z Wartą Poznań

    Patryk Pindral / newspix.pl

    Damian Gąska w meczu z Wartą Poznań

    Cieszy się pan, że Kamil Sabiłło ma już 32 lata? Gdyby był młodszy, to po tym, jak został królem strzelców, byłby łakomym kąskiem dla innych klubów. Inna sprawa, że i tak może być trudno go zatrzymać.

    Odkąd jestem w klubie, Kamil zdobywa tytuł króla strzelców w każdej lidze. Liczymy, że w pierwszej lidze również będzie strzelał, choć o koronę będzie mu trudniej, ale mamy nadzieję, że parę trafień dołoży. Możemy powiedzieć, że utrzymaliśmy kluczowych zawodników. Damian Gąska podpisał nowy kontrakt, podobnie jak Bartek Bida. Krzysiu Toporkiewicz na dniach również powinien go podpisać. Natomiast Kamil Sabiłło jest naszym zawodnikiem, ma ważny kontrakt podpisany pół roku temu, mimo że propozycje się pojawiały.

    Kamil Sabiłło w meczu z  Wartą Poznań

    Patryk Pindral / newspix.pl

    Kamil Sabiłło w meczu z Wartą Poznań

    To nie znaczy, że na pewno zostanie. Nie ma propozycji? On sam nie myśli o bogatszym klubie? To może być dla niego ostatni moment na lepszy kontrakt.

    Po to się gra, by zarabiać dobre pieniądze, ale każdy dostał taką kwotę, która go w tej chwili zadowala. Kamil jest związany z miastem i z tego co wiem, w obecnej chwili nigdzie się nie wybiera.

    O innych ważniejszych graczach może pan powiedzieć to samo?

    Każdy z nich miał możliwość odejścia wcześniej, przed podpisaniem kontraktu. Śpię spokojnie, bo wypracowaliśmy taką relację, że ufamy sobie nawzajem, i jak ktoś powiedział, że zostaje, to nie muszę obawiać się, że inny klub się zgłosi i go podbierze. Nawet gdyby dostał ofertę nie do odrzucenia, to tak w życiu jest i każdemu życzę takiej propozycji.

    Kilku piłkarzom kończą się kontrakty. W tym gronie są zawodnicy, którzy mniej grali, więc pewnie odejdą, ale i ważniejsi zawodnicy, w tym znany z Ekstraklasy Jonatan Straus. Jakie będą ich losy?

    Ze Strausikiem dzisiaj rozmawiałem [w środę] i nie będzie z nim problemu. Kontrakt zostanie przedłużony. Wszyscy ci zawodnicy, których chcieliśmy, zostają.

    • Polecamy także: Tak reaktywowali klub. A teraz? Rozdają karty!

    A co z obcokrajowcami? Mimo braku wielkich pieniędzy mieliście w składzie greckiego obrońcę Vassilisa Pavlidisa, brata gwiazdy Benfiki Lizbona Vangelisa Pavlidisa, i niemieckiego bramkarza Alexandra Steffena.

    Oni nie zostaną. Pavlidis odchodzi. Sądzę, że nie będzie miał problemu ze znalezieniem klubu. Steffen też dostał wolną rękę. Grał mniej, a jako bramkarz chce grać. Reszta zostaje.

    W przyszłym sezonie w Unii będzie więcej obcokrajowców?

    Wychodzimy z założenia, że w pierwszej kolejności mamy sporo młodych chłopaków z Polski, którzy powinni dostać szansę. Nie jest jednak tak, że zamykamy się na zawodników z zagranicy. Jak okaże się, że jest wart zakontraktowania, to nie będzie problemu. Priorytetem są jednak Polacy.

    Trener Unii Skierniewice: chcemy się utrzymać w dobrym stylu

    Jaki cel na nowy sezon?

    Chcemy się utrzymać i to w dobrym stylu. Stać na to, by zająć 8-12. miejsce, choć może to zbyt ambitny cel według niektórych. Wierzę w ten zespół i w to, że nieraz zadziwimy. Jak przyszedłem, marzyliśmy o awansie do drugiej ligi. Mówiono, że musisz mieć świetną obronę i stałe fragmenty gry. Ja zawsze chciałem grać ofensywnie, i tak graliśmy, łamaliśmy schematy.

    W pierwszej lidze też może pan grać ofensywnie?

    Nie zmienimy swojego modelu grania, ale będziemy musieli się dopasować. Zespoły uważane za faworytów będą umiały nas zepchnąć do defensywy, ale nie zmienimy swojej tożsamości. Inni trenerzy mówili, że w drugiej lidze nie możemy grać tak, jak w trzeciej, a graliśmy i awansowaliśmy. Ważne, by próbować. Nie zmienimy tego. Nie zrobimy tak, by jednym ruchem przekreślić wszystko, co budowaliśmy i nie będziemy grać zachowawczo.

    • Polecamy także: 45-tysięczne polskie miasto wchodzi na salony. Zainwestowali miliony. Klub zadziwia

    W polskiej piłce, głównie w Ekstraklasie, jest moda na młodych trenerów, co oznacza, że starszym jest trudniej o pracę. Pan ma 55 lat i samemu musiał wywalczyć sobie awans do pierwszej ligi. Czuje pan, że starsi trenerzy są spychani na bok?

    Gdzieś w pewnym momencie zaczęliśmy mocno szaleć z tą młodością. Przestaliśmy doceniać doświadczenie i wręcz zaczęto nawet deprecjonować starszych trenerów. Byłem na pewnej rozmowie, gdzie mój rozmówca spodziewał się, że będę gadał o piłce w starym stylu jako trener starej daty, a mówiłem o nowoczesnych rozwiązaniach.

    W ciągu ostatniego pół roku miałem w Unii 12 stażystów. Ludzie z całej Polski chcieli specjalnie przyjechać, by nas zobaczyć z bliska i każdy wyjeżdżał pod wrażeniem tego, jak nowocześnie pracujemy. Jakim prawem część środowiska deprecjonuje doświadczonych trenerów? Nie jestem w wieku emerytalnym. Czuję się młodo i mam wiele lat pracy przed sobą. W moim sztabie są ludzie około trzydziestki i młodsi, a ja nie widzę między nami różnicy. Czasami żartujemy tak, jakbyśmy byli w jednej klasie gimnazjalnej.

    Praca nauczyciela tak pana odmładza?

    Jestem z pokolenia, które było wychowane z szacunkiem dla starszych, dla doświadczenia. Dla nas to był "pan trener" i "pan nauczyciel". To wszystko się pozmieniało. Na szacunek trzeba zapracować, ale gdy staję naprzeciw osoby, która osiągnęła więcej ode mnie, to chociaż na początku ze względu na wiek należy się jej szacunek, a potem wyrabiam sobie zdanie.

    Ale miał pan w ogóle oferty z mocniejszych klubów?

    Wiem, że jakieś zainteresowanie było, ale bez wielkich konkretów. Osoby, z którymi rozmawiałem, były zaskoczone, że potrafię tak mówić o piłce.

    Jaki to był klub?

    Z najwyższej polskiej ligi. Z jednej strony fajnie, że ktoś zobaczył, że wiem, na czym polega nowoczesna piłka. Wystarczy jednak spojrzeć na nasz sposób grania. W środowisku wiedzą, że gramy nowocześnie, ale ktoś postrzega mnie, że jestem w starej szkoły.

    Unia ma pewne swoje ograniczenia i raczej do Ekstraklasy nie trafi, ale pan może ich nie mieć.

    Mam sprecyzowany cel, a nie marzenie, to praca w Ekstraklasie. Mówię o tym otwarcie. Z celem jest tak, że czasem się go osiąga, czasem nie, najważniejsza jest droga. Nawet jak się nie uda, usiądę sobie ze szklaneczką czegoś dobrego i stwierdzę, zrobiłem wszystko, co mogłem, ale nie udało się. Mam nadzieję, że to mnie poszukają, a nie ja będę szukał. Z Unią podpisałem kontrakt na dwa lata, ale jest w nim klauzula wykupu, która nie będzie stanowiła żadnego problemu dla klubu z Ekstraklasy.

    Kamil Socha: udowadniam, że istnieje życie po depresji

    Przeżył pan sporo trudnych chwil, zarówno w karierze trenerskiej, jak i życiu prywatnym. Otwarcie mówił pan o depresji. Życie w jakimś stopniu wynagrodziło panu tym awansem różne trudności?

    Nie do końca rozpatruję to w takich kategoriach, że życie mi coś dało, czy coś wynagrodziło. W większości przypadków sami budujemy naszą ścieżkę życiową i odpowiadamy za to, co się dzieje. Jak popatrzymy na życie uczciwie, to jest pochodną naszych wyborów. Widocznie tak miało być.

    W wielu sytuacjach dokonywałem złych wyborów. Ufałem ludziom, którym nie powinienem ufać. To co robię, musiało przynieść efekty i przyniosło je tutaj. I bardzo się cieszę, bo to mój klub, tu się wychowałem jako piłkarz, a potem trener. Teraz ponownie wróciłem. Cieszę się, że udało się pokazać, co potrafię. A jak chodzi o sukces, to zależy, jak kto go odbiera. Ja tak odbieram, że w danym środowisku robisz wszystko tak, że osoby, z którymi współpracujesz, były zadowolone. Mogę powiedzieć, że w wielu klubach robiłem wyniki, jakie się dało w tym momencie, można było zrobić. Nie można deprecjonować, że były to zespoły w trzeciej czy czwartej lidze.

    Czuł się pan niedoceniany?

    Wydawało mi się, że powinien dostać więcej zaufania. Podobnie w Piaście Żmigród, gdy przejmowałem drużynę, była na przedostatnim miejscu, a potem rozwaliła system, wygrywając rundę rewanżową przed bardziej znanymi klubami. Po ośmiu kolejkach nowego sezonu [2020/21] byliśmy na trzecim miejscu czy wiceliderem. Czasem ktoś w takiej sytuacji myśli, że ma bardzo dobrą drużynę, a nie że to efekt mojej pracy. Często trener staje się ofiarą własnego sukcesu. Czas udowodnił, że to był błąd, bo żaden z późniejszych trenerów nie zrobił takich wyników.

    To nie tak, że życie mi wynagrodziło i teraz wystrzeliłem. W większości miejsc robiłem dobrą pracę. Nie rozpatruję, że życie mi coś oddało. Wiele osób ma swoją drogę cierniową przez życie i cierpi na różne sposoby. Depresja to choroba, trzeba zdawać sobie sprawę, że ona jest też w środowisku trenerskim. O tym trzeba mówić. Traktuje się ten temat jak tabu, a ludzie po wyleczeniu funkcjonują i żyją. Jestem tego przykładem i dlatego mogę otwarcie o tym mówić. Poniekąd udowadniam, że istnieje życie po depresji.

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Stanowski

    Co dzisiaj majstrujemy do sekcji RAK LIVE?

    Stanowski