Rywale podważali to, co robili Polacy. Nasi teraz odpowiadają

    Rywale podważali to, co robili Polacy. Nasi teraz odpowiadają

    1902 odsłon
    Rywale podważali to, co robili Polacy. Nasi teraz odpowiadają

    Sztab reprezentacji Belgii wielokrotnie pieklił się przy linii podczas środowego meczu z reprezentacją Polski w ramach drugiego turnieju Ligi Narodów w Gliwicach. Trener rywali naszej drużyny Emanuele Zanini raz po raz interweniował u sędziów, zgłaszając, że zagrania po stronie Polaków są nieprzepisowe. To efekt zmian, jakie w tym sezonie wprowadzono w zmaganiach Ligi Narodów i wciąż nieujednoliconej interpretacji przez arbitrów.

    Nowe przepisy, które zostały wprowadzone w tej edycji Ligi Narodów, na początku rozgrywek wciąż wywołują wiele emocji. O tym, czy piłka po zagrywce wylądowała w boisku, czy też poza nim, rozstrzyga system sokolego oka, a nie wideoweryfikacja.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    I dlatego w środowym meczu Polska — Belgia w Gliwicach, trener rywali Biało-Czerwonych Emanuele Zanini pieklił się po jednym z serwisów Bartłomieja Bołądzia. Zawodnicy z Belgii pokazywali, że na parkiecie widać ślad po piłce za linią końcową, ale system wskazał na asa serwisowego. Wcześniej Zanini nieraz irytował się po przyjęciach na palce libero Polaków Maksymiliana Graniecznego o zbyt długim kontakcie z piłką przy odbiorze przez niego serwisów.

    — Na pewno trzeba uważać, bo nadal wiele zależy od interpretacji sędziego, nawet po zmianie przepisów. Z jednej strony wiemy, co jest dozwolone, a co nie, ale wciąż chodzi właśnie o to, jak patrzy na to arbiter. Być może te dyskusje z sędziami staną się też sposobem wywierania presji przez rywali, którą my jako drużyna przeciwna będziemy musieli wytrzymać — mówi libero Polaków Maksymilian Granieczny.

    Różnica dotyczy też tego, że nie wszystkie zagrania, które są niedozwolone w Lidze Narodów, w podobny sposób interpretowane są chociażby w PlusLidze. — W naszych ligowych rozgrywkach żadne z takich moich odbić nie byłoby określone jako piłka niesiona. Nie wydaje mi się, żeby sędzia uznał to za błąd w naszych warunkach. Nie zmienia to faktu, że muszę uważać — dodaje Granieczny.

    Kapitan Polaków Aleksander Śliwka zdradził nieco kulis, jak wygląda przygotowanie drużyny do wszelkich zmian w przepisach. Biało-Czerwoni przygotowywali się do tego jeszcze przed startem Ligi Narodów, analizując dostępne materiały, a także obserwując to, co dzieje się w dotychczasowych turniejach.

    — Jako zawodnik jestem dobrze przygotowany do gry według istniejących przepisów. Wraz ze sztabem analizujemy to wszystko. Na wideo oglądamy przykłady zagrań, które można wykorzystać. Rozmawiamy też z sędziami, dla których także obecne przepisy są pewną nowością i którzy uczą się ich z każdym kolejnym meczem. Zresztą nawet podczas naszego pierwszego turnieju w Chinach dało się dostrzec różnice w interpretacji piłek w porównaniu z tym, co robili sędziowie podczas toczącej się w tym samym czasie rywalizacji w Kanadzie. Mamy też materiały od FIVB i cały czas aktualizujemy swoją wiedzę — tłumaczy Śliwka.

    On sam, jako zawodnik, który często wykorzystuje zagrania techniczne i kiwki, musi uważać, by nie zostało to zinterpretowane jako nieprzepisowe. Zresztą dotyczy to także innych zawodników, m.in. na pozycji środkowego, by podczas wykonywania ataków nie wykonywali zbyt szerokich ruchów ręką zza siebie, przedłużając kontakt z piłką.

    — Byliśmy przygotowani na to, jak będą określane piłki kiwane czy rzucone. Każde nowe przepisy zostawiają więcej pola do interpretacji i ta skala będzie się trochę przesuwać, aż dojdziemy do miejsca, w którym wszystko będzie jasne — mówi Śliwka.

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Stanowski

    Co dzisiaj majstrujemy do sekcji RAK LIVE?

    Stanowski