
— Musimy się rozwijać. Od 1990 r. mieliśmy niezłych piłkarzy, ale któryś z nich był wybitny? Taki, o którym mówi cały świat?
BOB BRADLEY: Każdy myślał, że skoro gramy u siebie i wygraliśmy grupę, to może być wyjątkowy turniej. Ale zapomnieliśmy, że gospodarzy losowano do grup z 1. koszyka, więc silny przeciwnik czekał na nas dopiero w fazie pucharowej. I takim okazała się być Belgia.
Rywale mieli swój plan. Wiedzieli, że USA potrafią zastosować pressing, więc grali z pominięciem środka. Grali mądrze, dynamicznie, używali bocznych sektorów i szukali dośrodkowań. To zaowocowało szybko strzelonym golem. Daliśmy radę wyrównać, ale potem straciliśmy trzy bramki po błędach. Naszym graczom nie udało się wskoczyć na wyższy poziom. A szkoda, bo to był najważniejszy mecz w ich karierach. Na koniec czułem więc rozczarowanie.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Czy zamieszanie z kartką dla Folarina Baloguna wpłynęło na postawę zawodników USA?
Nie. Belgia była za mocna. Nie dawali nam centymetra przestrzeni i zbierali drugie piłki. Nasi — widząc tak szybkie operowanie futbolówką po raz pierwszy na tym turnieju — reagowali zbyt późno.
Kiedy w Katarze młody amerykański zespół wyszedł z grupy, wydawało się, że są powody do optymizmu. Czy cztery lata później jest lepiej?
Niech każdy spojrzy na wyniki i sam wyciągnie wnioski. Albo na cykl przed mundialem. Nie graliśmy tam z topowymi drużynami, a znaków zapytania było sporo.
Z Belgią rozczarowali Giovanni Reyna, Sergino Dest i Christian Pulisic. Zgadza się pan z takim zestawem?
Rozumiem, dlaczego Gio był powołany. Liczono na to, że jedną akcją wpłynie na losy spotkania. Ale w ostatnich sezonach jego klubowa forma nie była stabilna. Dest to samo. Nie wymienił pan Tima Weah, który miał być kluczową postacią. Tymczasem zagrał tylko z Turcją, ale i tam rozczarował.
ABACA / newspix.pl
Sebastian Berhalter
Czyli jedni nie dowieźli formy, a drugim nie da się przeskoczyć pewnego pułapu. A "Captain America"?
Christian w Serie A radził sobie świetnie, ale od początku 2026 też nie błyszczał. Z Senegalem przed mundialem się przełamał i początek z Paragwajem miał doskonały, ale złapał pechową kontuzję. Po powrocie kilka razy dobrze uzupełnił się z przodu z Westonem McKenniem, ale nie dryblował już tak skutecznie.
A kto zaskoczył pana na plus?
Malik Tillman i Balogun. To nie było zaskoczenie, bo przyjechali na mundial w dobrej formie. Balogun w Ligue 1 był ciężki do upilnowania dla obrońców. Pokazał też, że umie wykończyć akcje. Malik grał spokojnie i kreatywnie. Strzelił też dwa gole z rzutów wolnych. Wyróżniłbym jeszcze Westona. Grał wyżej niż zazwyczaj i dzięki swojej mobilności robił różnicę z przodu.
Czy Pochettino to wciąż właściwa osoba na właściwym miejscu?
To zależy od niego i federacji. Na pewno musiał szybko nauczyć się wielu rzeczy. Teraz powinien mieć większe czucie, czy faktycznie jest w stanie wpłynąć na kierunek, w którym ma iść ta reprezentacja.
ABACA / newspix.pl
USA kończy mundial z niedosytem
Czyli jaki?
Musimy się rozwijać. Od 1990 r. mieliśmy niezłych piłkarzy, ale któryś z nich był wybitny? Taki, o którym mówi cały świat? Musimy szukać indywidualności, które zrobią różnicę w meczach o najwyższą stawkę. Bo tylko przez pryzmat występów w Gold Cup i Copa America możesz ocenić, czy idziesz do przodu.
Czyli wystarczy wyszkolić drugiego Erlinga Haalanda?
On jest niezrównany, jeśli chodzi o wykańczanie akcji, i to wyjątkowy gracz, ale Norwegia ma mnóstwo bardzo interesujących młodych zawodników, jak Antonio Nusa, Oscar Bobb i Andreas Schjelderup. Do tego są solidni Martin Ödegaard czy Patrick Berg. Największe obawy dotyczyły obrony i obsady bramki. Ale z Brazylią Örjan Nyland miał dzień konia. Turniej jest długi i trzeba mieć trochę szczęścia. Mając graczy o takim potencjale, łatwiej jest przechylić szalę na swoją stronę.
Komu więc szczęście dopisze na końcu?
Największy potencjał ma Francja. Hiszpania z każdym kolejnym meczem się rozkręca. Anglia nie gra perfekcyjnie, ale to było niesamowite, ilu jej graczy zostawiło na boisku wszystko w starciu z Meksykiem. Mogą zameldować się w finale. Argentyna musi poprawić grę w defensywie. Nie da się wygrać każdego meczu 3:2. Ale tam jest Leo Messi.
Messi i spółka pokonali Egipt, który jest bliski pana sercu. Czy go skrzywdzono?
Z kadry, którą prowadziłem w latach 2011–13, zostali tylko Ramy Rabia, Trezeguet i Mo Salah, który u mnie debiutował. Nie wiedziałem, na co ich stać, dopóki nie zobaczyłem ich pierwszego meczu. Grali bardzo zorganizowany futbol, więc miałem nadzieję, że zajdą daleko. Jeśli chodzi o kontrowersje, to jestem zwolennikiem tego, aby interwencji VAR było jak najmniej i żeby więcej odpowiedzialności spoczywało na arbitrze głównym. Wiem, że sędziowanie meczu MŚ nie jest łatwym zadaniem, ale jeśli anuluje się piękną bramkę ze względu na faul, który wydarzył się 100 jardów dalej, to nie jestem z tego powodu szczęśliwy.