Radosław Kałużny wraca do sprawy Michała Probierza. "Zastanawia mnie jedno"

    Radosław Kałużny wraca do sprawy Michała Probierza. "Zastanawia mnie jedno"

    3414 odsłon
    Radosław Kałużny wraca do sprawy Michała Probierza. "Zastanawia mnie jedno"

    — Probierz dostaje, jak mawia młodzież: przekopkę, a niewielu wspomina o prawdziwych winowajcach, czyli piłkarzach. Ich nikt nie rozlicza, nikt nie ma do nich pretensji. A po boisku podczas przegranego barażu w Szwecji biegali Jan Bednarek i spółka, a nie Probierz.

    Piotr Wołosik: Trochę urlopowałem, więc jakiś czas nie rozmawialiśmy i nie było nas tu w "PS" w duecie. Pora nadrobić zaległości. A że jesteśmy, panie Radku, niebanalni, mały remanent zacznę nie od piłkarskich mistrzostw świata, a od awanturki internetowej z udziałem byłego selekcjonera — Michała Probierza. Którejś nocy niegrzecznie zaczepiony przez anonimowego internautę ostro mu odpowiedział i się zaczęło. Pan Michał wojował z kolejnymi przeciwnikami z platformy X, którzy często w wulgarny sposób obarczali go za nieobecność Biało-Czerwonych w trwających mistrzostwach świata.

    Radosław Kałużny: Po pierwsze — każdy człowiek ma swoją wytrzymałość. Najwyraźniej w Michale coś pękło i nie mógł znieść publicznego — pardon — obs…ania go przez jakichś gnojków. Od iluś miesięcy, a konkretniej od momentu przegranego przez nas barażu ze Szwecją, na Probierza wylano cysterny pomyj. To nie była krytyka, a zmasowany hejt.

    Najciekawsze, że to nie on przegrał baraż, a jego następca — Jan Urban. Tyle że internetowi eksperci uznali, że gdyby nie porażka z Finlandią, kiedy selekcjonerem był jeszcze Probierz, bankowo pojechalibyśmy na mundial. Gdybyśmy, gdyby… To nasze narodowe zaklęcia.

    Wołosik: Idealnie wyśpiewał to niegdyś Kazik. Tak to szło: "Gdyby nie słupek, gdyby nie poprzeczka, gdyby się nie przewrócił, byłaby rzecz wielka. »Gdyby« to najczęstsze słowo polskie, gdyby mama miała f…a, to by była ojcem".

    Kałużny: Oczywiście jakaś wina Probierza też jest, lecz nie on jedyny powinien siedzieć na ławie oskarżonych. Mnie zastanawia jedno. Probierz dostaje, jak mawia młodzież: przekopkę, a niewielu wspomina o prawdziwych winowajcach, czyli piłkarzach. Ich nikt nie rozlicza, nikt nie ma do nich pretensji. A po boisku podczas przegranego barażu w Szwecji biegali Jan Bednarek i spółka, a nie Probierz. I dowodził nimi Jan Urban. Dziwię się trochę Michałowi, że chciało mu się odpisywać na zaczepki jakichś anonimowych "kasztanów".

    Wołosik: Tym razem zacytuję Mike’a Tysona. Powiedział on: "Social media uczyniły nas wszystkich zbyt wygodnymi w obrażaniu i hejtowaniu ludzi i niedostawaniu za to w mordę". Wybitny pięściarz podkreślał w wywiadach, że internetowa anonimowość rodzi agresję, za którą w prawdziwym życiu poniosłoby się natychmiastowe konsekwencje.

    Kałużny: Czyli mówiąc wprost — za obrażanie w normalnych okolicznościach oberwałoby się po pysku. Słusznie. Swego czasu ręka też mnie świerzbiła, gdy docierał do mnie hejt i bzdury na mój temat powielane w Internecie. Szczęśliwie od dawna mam święty spokój. Nie mam i w tym życiu nie założę pół konta w sieci. Szkoda czasu, zdrowia, nerwów. Niech maczugami okładają się inni.

    Wołosik: Któryś z piłkarskich ekspertów stwierdził, że w sumie dobrze się stało, iż Polacy nie awansowali do mistrzostw świata, bo obyło się bez tradycyjnego szaleństwa wokół naszej reprezentacji. Zgaduję, że nie jest panu po drodze z autorem takiej opinii?

    Kałużny: Najwyraźniej mamy do czynienia z ofiarą fali upałów. Tylko współczuć i trzymać kciuki za powrót do zdrowia.

    Wołosik: Bawiłem na wakacjach w Grecji i Albanii, czyli w krajach, które podobnie jak Polska nie zdołały wczołgać się do mistrzostw świata. I prawdę mówiąc, nie zauważyłem tam żadnego podniecenia mundialem. Wieczorami, w porze pierwszego meczu, restauracje były pełne, lecz tylko w nielicznych w tle na ekranie telewizora leciał mecz. A i tak nikt nie był nim specjalnie zainteresowany.

    Kałużny: I nic w tym dziwnego. Ludzie pragną utożsamiać się ze swoją reprezentacją, przeżywać emocje, a nie kibicować Anglii czy Argentynie. Nawet jeżeli oberwalibyśmy srogo od Holendrów czy Japończyków — uważam, że zawsze fajnie, kiedy grają twoi rodacy. Dla naszej kadry zarwałbym noc, czego z pewnością nie zrobię, by oglądać Ghanę albo Algierię. Nic do tych reprezentacji nie mam, lecz podkreślam — turniej z udziałem Polaków to inna gęstość. A bez naszych to… To coś podobnego, jak koncert Bruce’a Springsteena. Nastawiasz się na święto, emocje, ale nie zauważyłeś, że na plakacie maleńkimi literami dopisano "Przeboje Bruce’a Springsteena śpiewa Janusz Laskowski". (śmiech)

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Stanowski

    Co dzisiaj majstrujemy do sekcji RAK LIVE?

    Stanowski