
Reprezentacja Polski po dreszczowcu pokonała Belgię 3:2, ale po meczu w Gliwicach wrze. Emanuele Zanini, trener rywali, nie gryzł się w język i zaatakował sędziów.
Polacy uciekli spod topora. W meczu Ligi Narodów przegrywaliśmy z Belgią już 0:2, by ostatecznie triumfować w tie-breaku. Zamiast o wspaniałym powrocie, po meczu więcej mówi się jednak o pracy arbitrów. Głos w rozmowie z WP SportoweFakty zabrał trener rywali, Emanuele Zanini, który nie krył wściekłości.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Włoch miał ogromne pretensje o to, jak sędziowie interpretowali zagrania Polaków. Od tego sezonu FIVB wprowadziła rygorystyczne przepisy dotyczące krótkiego kontaktu z piłką, ale zdaniem Zaniniego, arbitrzy w Gliwicach całkowicie przymykali na to oko.
"Mam nadzieję, że też widzieliście to, co się działo" — grzmiał szkoleniowiec. "Kiwki były bardzo długie [...] Co najmniej cztery razy Polacy mieli bardzo długi kontakt w przyjęciu, a to było niedozwolone już w starych zasadach [...] Kiedy przegrywasz seta 26:28 czy 13:15, każda piłka ma znaczenie.
Zanini wprost zaapelował do władz światowej siatkówki o ujednolicenie interpretacji, zarzucając arbitrom całkowity brak konsekwencji.
Prawdziwa furia w obozie Belgów wybuchła jednak przy nowym systemie challenge. W kluczowym momencie czwartego seta — po potężnej zagrywce Bartłomieja Bołądzia — na telebimie w ogóle nie wyświetlono animacji potwierdzającej decyzję sędziego o piłce w boisku.
"Piłka wyglądała na absolutnie autową. Był również ślad potu na boisku. Teraz jednak nie można wziąć challenge'u z racji tego, że obowiązuje system sokolego oka. Dlaczego akurat to ucięli?" — pytał z niedowierzaniem trener Belgów.
Mimo pretensji do sędziów Włoch potrafił z klasą ocenić to, co ostatecznie zadecydowało o porażce jego drużyny. Wskazał na jeden atut reprezentacji Polski.
"To właśnie szeroki skład pozwolił Polakom wrócić do meczu" — podsumował uczciwie Zanini.
Polacy nie mają czasu na odpoczynek. Już w czwartek, 25 czerwca o godz. 20.00, zmierzą się w Gliwicach z Turcją.