
Argentyna bez głowy państwa podczas wielkiego finału MŚ! Niedługo po szalonym zwycięstwie z Anglią prezydent ogłosił swoje plany. Mimo wielkich emocji przeżywanych podczas mundialu, Javier Milei nie wyleci do Stanów Zjednoczonych. — Będę oglądał z Olivos — ujawnia i mówi o zaskakującym przesądzie.
Reprezentacja Argentyny gwarantuje w fazie pucharowej dostarczenie gigantycznej dawki adrenaliny. To nie pierwszy raz, gdy odwracają wynik spotkania. A gdy dzieje się to w półfinale z Anglią, trudno się dziwić, że cały kraj świętuje pozostanie w grze o obronę Pucharu Świata.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Bardzo poważnie do wspierania Albicelestes podchodzi także prezydent kraju. Upust emocjom dał już po triumfie 3:2 z Egiptem. "Naprzód Argentyno, do cholery...!!! Ależ męczarnia, ja p*****lę" — pisał na X.
Javier Milei swoją funkcję pełni od 2023 r. i dał się poznać jako osoba bardzo emocjonalnie podchodząca do rywalizacji piłkarskiej reprezentacji. Zaraz po triumfie w półfinale MŚ w swoim stylu odniósł się do wyniku 2:1
— Płaczemy. Podziękujmy tej niesamowitej grupie zawodników, którzy dają nam tyle radości. Teraz ruszamy w pogoń za Hiszpanią, którą pokonamy w niedzielę i zdobędziemy dwa mistrzostwa z rzędu — mówi cytowany przez serwis tn.com.ar.
Na pytanie na temat wyjazdu do Stanów Zjednoczonych do New Jersey, gdzie odbędzie się wielki finał, odpowiada bez zawahania. — Będziemy nadal oglądali z Olivos, tak jak przystało. Oglądałem wszystkie mecze z Olivos, będę oglądał z Olivos — ujawnia. Quinta de Olivos to oficjalna rezydencja prezydenta Argentyny, w której przebywa obecnie Milei.
Głowa państwa nie pokazuje choćby nagrań z tego miejsca, a powodem tego może być zaskakujący przesąd w sprawie oglądania meczów Albicelestes. — Patrzę na nich w kurtce i pocę się jak szalony, ale jedyny raz, kiedy ją zdjąłem, to strzelili nam gola, więc już nigdy jej nie zdejmę — twierdzi Milei.
Co ciekawe, jego poprzednik również nie dotarł na finał MŚ 2022 w Katarze. Obok Emmanuela Macrona nie zobaczyliśmy drugiego z przywódców. "Podobnie jak miliony rodaków będę się cieszył finałem mistrzostw świata w domu" — oznajmiał Alberto Fernandez cztery lata temu i sugerował, że mógłby w ten sposób przynieść piłkarzom pecha. Najwidoczniej obecny prezydent nie zamierza zmieniać tego rytuału.
Z ust Mileia padła jeszcze jedna deklaracja. W przypadku obrony tytułu przez kadrę Lionela Scaloniego cała reprezentacja będzie mogła udać się na świętowanie do wyjątkowego miejsca w centrum Buenos Aires. — Jeśli zawodnicy chcą skorzystać z Casa Rosada, powiedziałem, że jest do ich dyspozycji. Moja siostra zaprojektowała wszystko tak, aby nikogo tam nie było tego dnia. Nikt nie będzie im przeszkadzał, nikt nie ukradnie ich sławy. To moje zobowiązanie — obiecuje.