
— Z jednej strony to wartościowy zawodnik, z drugiej strony to szansa na bardzo wysoki transfer zewnętrzny — mówi nam Maciej Wiącek o wykupieniu Diona Gallapeniego. Nowy prezes Wisły Płock zdradza też budżet na nowy sezon i tłumaczy się z decyzji o rozstaniu z wieloma piłkarzami. Część z nich nazywa ewidentnymi pomyłkami.
Maciej Kaliszuk: Jest pan związany z Wisłą Płock "od zawsze", pracował pan w klubie w różnych rolach. Jak się czuje jako prezes? To spełnienie marzeń?
Maciej Wiącek (prezes Wisły Płock): Nigdy do tego tak nie podchodziłem. Nie jest to zaszczyt, choć niewątpliwie można tak to oceniać, ani jakaś przerażająca wizja, bo takie też przede mną roztaczano. Traktuję to jako zadanie. Tak widzę obowiązki prezesa jako potrzebę zapewnienia najlepszych warunków zespołowi. Klub jest wartością nadrzędną, moim celem jest stworzenie zespołowi jak najlepszych warunków do grania w Ekstraklasie.
Na razie jest pan p.o. prezesa. Liczy pan, że będzie pełnić tę funkcję dłużej?
To pytanie proszę kierować do prezydenta miasta, który jest moim pracodawcą. Przyjmę każdą jego decyzję.
Pana pierwszą decyzją była zmiana trenera. Mariusz Misiura rozstał się z klubem w burzliwych okolicznościach. Pan tłumaczył to podczas konferencji prasowej, gdy zostawał prezesem, że szkoleniowiec dostał ofertę życia. On potem wydał oświadczenie, w którym przedstawił inne okoliczności rozstania. Klub najpierw miał zwlekać z daniem mu do podpisu umowy, a gdy to zrobił, to zmienił kluczowe zapisy w kontrakcie.
Nie chcę już wracać do przeszłości, ani tego komentować.
Jego następcą został Adam Majewski. Pan od początku chciał, by to on przejął zespół? Czy już gdy jego poprzednik nie kwapił się do podpisania nowej umowy, to myślał pan o tym, by to on został nowym szkoleniowcem?
Do momentu, gdy trener Misiura oznajmił, że chce zmienić barwy, to o tym nie myślałem. Nie byłem zresztą prezesem, nie było więc nad czym się zastanawiać. Natomiast faktycznie jestem przekonany o walorach trenera Majewskiego. Jak już mówiłem, gdy został trenerem reprezentacji młodzieżowej, zadzwoniłem do niego z gratulacjami i powiedziałem: "Przyjdzie dzień, że zatrudnię cię w Wiśle Płock". Nie spodziewałem się, że stanie się to tak szybko.