Pretensje Nikoli Grbicia po meczu Ligi Narodów. To wytknął Polakom

    Pretensje Nikoli Grbicia po meczu Ligi Narodów. To wytknął Polakom

    1123 odsłon
    Pretensje Nikoli Grbicia po meczu Ligi Narodów. To wytknął Polakom

    Żadna z drużyn rywalizujących w tegorocznej Lidze Narodów nie rozegrała dotąd tylu tie-breaków, co reprezentacja Polski. Biało-Czerwoni mają za sobą pięć spotkań i tylko jedno nie zakończyło się w pięciu setach. W środę musieli uciekać spod topora Belgom, którzy prowadzili już 2:0 w całym meczu i właśnie ten moment wzbudził w trenerze Nikoli Grbiciu najwięcej emocji.

    Drugi turniej Ligi Narodów w Gliwicach nie zapowiadał się widowiskowo, bo teoretycznie Belgia, Turcja, Niemcy czy Argentyna nie są zespołami, z którymi wicemistrzowie olimpijscy będą się mierzyć w decydujących rozstrzygnięciach najważniejszych imprez międzynarodowych.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    Jednak dotychczasowe wyniki Polaków sprawiły, że te zmagania stały się rywalizacją z zespołami, z którymi zespół Nikoli Grbicia na tym etapie nie może już pozwolić sobie na potknięcia, chcąc awansować do turnieju finałowego w Chinach. A tam poza gospodarzami zobaczymy siódemkę najlepszych ekip po rundzie interkontynentalnej. Polacy zajmują obecnie siódme miejsce w klasyfikacji.

    W środę nie zdołali dopisać do swojego dorobku kompletu punktów, bo rywal z Belgii postawił trudne warunki. Zespół Emanuele Zaniniego, który w tym roku debiutuje w elitarnym gronie uczestników Ligi Narodów, do rywalizacji z wicemistrzami olimpijskimi podszedł bez kompleksów i po dwóch setach prowadził już 2:0 w całym meczu. Po drugiej stronie, gospodarze zmagań w Gliwicach mieli spore problemy z utrzymaniem koncentracji i przewagi, bo w drugiej odsłonie prowadzili przecież już 17:14.

    Właśnie te dwa pierwsze sety spotkania z Belgią, które ostatecznie zakończyły się zwycięskim tie-breakiem dla Polski, wzbudziły w trenerze Grbiciu najwięcej emocji. Do nich odniósł się zaraz po zakończeniu spotkania w przemowie do zespołu.

    — Naprawdę mam nadzieję, że doświadczenie z tego meczu pomoże wam zrozumieć to, o czym mówię wam na treningach i podczas meczów. Macie myśleć wyłącznie o siatkówce i o tym, co jest do zrobienia na boisku tu i teraz, a wszystko będzie dobrze. Tego zabrakło w dwóch początkowych setach i graliśmy prawie przez trzy godziny — powiedział trener Grbić po zakończonym spotkaniu do swoich zawodników.

    Grbić sięgał po zmienników. Sprawdził cały skład

    Zresztą straty wysokiej przewagi zdarzały się jego zespołowi nie tylko na początku spotkania. W czwartej odsłonie, gdy wydawało się, że Polacy spokojnie zmierzają do tie-breaka, prowadząc 23:18, musieli ostatecznie walczyć na przewagi. Wtedy trener Grbić mocno zwracał uwagę na pracę bloku, by zawodnicy starający się zatrzymać rywala po prostu dokładnie przekładać ręce w bloku i nie kombinować. W końcówce czwartej partii wprowadził też na boisko nominalnego libero Jakuba Ciunajtisa w roli przyjmującego, w miejsce świetnie spisującego się tego dnia Artura Szalpuka. Rywale kierowali jednak wszystkie swoje zagrywki w debiutanta, a ten nie miał łatwego zadania.

    Zresztą Grbić sięgnął do kwadratu po wszystkich zawodników zgłoszonych tego dnia do składu. Już na początku drugiego seta przy stanie 10:10 zmienił na rozegraniu Marcina Komendę i wprowadził znakomicie radzącego sobie w pierwszym turnieju Jana Firleja. Nieskuteczny w ataku Alaksiej Nasewicz również dość szybko opuścił boisko, choć zaczynał w wyjściowej szóstce. Zastąpił go Bartłomiej Bołądź i okazał się najlepiej punktującym zawodnikiem naszej drużyny (21 pkt), choć w wielu momentach miał spore problemy, by zwalczyć blok rywali.

    Na pozycji atakującego Grbić skorzysta w Gliwicach z jeszcze jednej opcji, bo w składzie na turniej został zgłoszony Kewin Sasak. Zawodnik, który stracił większość sezonu ligowego przez uraz barku, ma dojechać w czwartek wieczorem (podobnie jak Wilfredo Leon, Jakub Popiwczak i Jakub Majchrzak), by być gotowym na weekendowe spotkania z Niemcami i Argentyną. W Spale trenuje jeszcze Bartosz Gomułka, który był jednym z atakujących Polaków w pierwszym turnieju w Chinach.

    — Bartek jeszcze może wrócić do gry, jego nieobecność w Gliwicach niczego nie przesądza. Z kolei Kewin potrzebuje przede wszystkim treningu. Jeśli byłby z nami od początku i dostał np. szansę tylko w jednym secie, to nie przydałoby mu się tak bardzo, jak kolejne godziny zajęć. Na razie plan jest taki, że dołączy do nas pod koniec tygodnia — tłumaczy Grbić.

    Rotacji w składzie nie będzie brakować, a selekcjoner jasno ocenił dyspozycję graczy wchodzących z kwadratu.

    — Cieszy mnie to, jak zaprezentowali się zmiennicy — mówi Grbić. Bardzo trafioną zmianą w końcówce meczu było wprowadzenie najwyższego w polskim zespole, Bartłomieja Lemańskiego, do wzmocnienia bloku.

    Grbić będzie miał w sumie do dyspozycji 18 zawodników, z których skorzysta w Gliwicach, bo po dwóch meczach wymieni czterech graczy. Dla części z nich, jak np. dla Komendy czy Bołądzia są to pierwsze mecze o punkty w tym sezonie, bo ich nie było w pierwszym turnieju w Chinach.

    — Dlatego trudno oczekiwać, że zawodnicy, którzy przyjechali ze Spały, będą od razu grali perfekcyjnie, bo problemów nie unikniemy. To, czego brakowało mi w meczu z Belgią to agresja na boisku, bardziej wywierająca presję na rywalu zagrywka. Oni atakowali na poziomie 87 proc. po pozytywnym przyjęciu, a u nas ta skuteczność początkowo kulała. Dlatego powiedziałem zawodnikom, że rezultat meczu z Belgią nie jest kwestią techniki czy formy, ale przede wszystkim podejścia mentalnego. W końcu rywal nie zaskoczył nas niczym, czego byśmy wcześniej nie wiedzieli — mówi Grbić.

    Spotkanie skutecznym atakiem zakończył Aleksander Śliwka, który wciąż wraca do formy, ale spotyka się z dużą krytyką ze strony kibiców.

    — Dzięki Olkowi zdobyliśmy przełamanie w tie-breaku, a później on zakończył mecz. To pokazuje, że nie wszystko da się wyczytać w statystykach, bo właśnie do takich momentów przełamania Olek jest znakomitym graczem. Mam zaufanie, że na kluczowym etapie mogę na niego liczyć, podobnie jak na innych zawodników — tłumaczy Grbić.

    W czwartek Polacy zmierzą się z reprezentacją Turcji (20.00).

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Stanowski

    Co dzisiaj majstrujemy do sekcji RAK LIVE?

    Stanowski