
Organizatorzy Wimbledonu musieli błyskawicznie wdrożyć plan awaryjny i wydłużyć przerwy między setami. Wszystko z powodu fali upałów w stolicy Wielkiej Brytanii. Prawdziwy dramat rozgrywa się jednak poza kortami.
Korespondencja z Londynu
Fala upałów, która uderzyła w Wielką Brytanię, zmusza szefów Wimbledonu do radykalnych działań. Po tym, jak temperatury w czerwcu biły historyczne rekordy, sięgając nawet 37 stopni, drugi tydzień turnieju znów przynosi uderzenie gorąca. Prognozy mówią o ponad 30 stopniach Celsjusza w cieniu, a termometry mogą pokazać nawet 34 kreski. To na trawiastych, nasłonecznionych kortach oznacza prawdziwe piekło.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Reakcja władz turnieju była natychmiastowa. Wokół kortów błyskawicznie zwiększono liczbę punktów z wodą pitną, a do kibiców płyną nieustanne komunikaty o konieczności chowania się w cieniu i noszenia nakryć głowy.
Co ważniejsze, do gry wchodzi specjalny protokół pogodowy. Jeśli wskaźnik stresu cieplnego przekroczy 30,1 stopnia, zawodnicy mają prawo do 10-minutowej przerwy. U kobiet przysługuje ona między drugim a trzecim setem, u mężczyzn między trzecim a czwartym. Ten przepis musiał zostać uruchomiony już na etapie kwalifikacji, gdy w stolicy wprowadzono czerwony alert pogodowy.
Prognoza pogody na najbliższe dni według AccuWeather:
Accuweather.com
Prognoza pogody
Ekstremalne temperatury mogą pokrzyżować szyki nie tylko kibicom, ale i głównym faworytom do zwycięstwa. W centrum uwagi znalazł się obrońca tytułu, Jannik Sinner. Zaledwie kilka tygodni temu światowy numer jeden sensacyjnie odpadł w drugiej rundzie Roland Garros, słabnąc fizycznie w starciu z Juanem Manuelem Cerundolo mimo prowadzenia 2:0 w setach.
Upały są piętą achillesową Włocha, co udowodniły już wcześniejsze zasłabnięcia w Szanghaju czy Melbourne. Przy prognozach sięgających w Londynie ponad 30 stopni, dla obrońcy tytułu ten turniej to tykająca bomba.
Jak czytamy w Reutersie, upał to jednak tylko jeden problem. Ekstremalne temperatury wywołały chaos w logistyce samych tenisistów. Zawodnicy przygotowujący się do startu masowo ruszyli na poszukiwania klimatyzatorów do swoich wynajmowanych londyńskich domów.
— Tenisiści dzwonili w panice, błagając o przenośną klimatyzację. Problem w tym, że sprzęt po prostu zniknął z rynku. Agencja wynajmująca domy tenisistom musiała odprawić z kwitkiem co najmniej dwudziestu graczy ze światowej czołówki, którym w walce z londyńskim upałem pozostały jedynie zwykłe, domowe wiatraki — mówi Joanna Doniger, właścicielka agencji Tennis London, cytowana przez Reutersa.
Największe posiadłości, zlokalizowane zaledwie 20 minut spacerem od wimbledońskich kortów, kosztują w czasie trwania turnieju nawet 25 tys. funtów, czyli dobrze ponad 120 tys. zł za zaledwie jeden tydzień wynajmu.