RAK
    Portugalia rozlicza MŚ 2026. "Cristiano Ronaldo stał się problemem"

    Portugalia rozlicza MŚ 2026. "Cristiano Ronaldo stał się problemem"

    3250 odsłon
    Portugalia rozlicza MŚ 2026. "Cristiano Ronaldo stał się problemem"

    Rui Aguas w rozmowie z nami surowo ocenia mundial w wykonaniu Portugalii. Były reprezentant tego kraju tłumaczy, dlaczego Roberto Martinez musiał odejść i wskazuje następców Cristiano Ronaldo. Mówi także o Republice Zielonego Przylądka, której był selekcjonerem oraz o Jakubie Kamińskim i polskim trio w Porto.

    DANIEL SOBIS: Patrzy pan na reprezentację Portugalii zarówno oczami byłego kadrowicza, jak i jako szkoleniowiec. Jak ocenia pan występ portugalskiej kadry podczas tego mundialu?

    RUI AGUAS: To były dwa zupełnie różne doświadczenia. W przypadku Portugalii oczekiwania były ogromne. Liczyliśmy, że drużyna co najmniej dotrze do półfinału, a może nawet zagra w finale. Tak się jednak nie stało. Patrząc na jakość piłkarzy, których obecnie mamy, wszyscy spodziewali się znacznie więcej. Od początku miałem jednak wrażenie, że oczekiwania były większe niż realne możliwości zespołu.

    Czy uważa pan, że Portugalia była odpowiednio przygotowana do walki o mistrzostwo? W kadrze są piłkarze światowej klasy — Vitinha, Joao Neves, Cristiano Ronaldo, Goncalo Ramos czy Ruben Dias — ale czy ta drużyna rzeczywiście była gotowa, by zdobyć tytuł?

    Nie sądzę. Mieliśmy nadzieję, że w trakcie turnieju zespół będzie się rozwijał i z każdym kolejnym meczem prezentował coraz lepszy futbol. Problem polega jednak na tym, że za kadencji tego selekcjonera nigdy nie osiągnęliśmy naprawdę wysokiego poziomu gry jako drużyna. Po wyjściu z fazy grupowej wszyscy liczyliśmy, że zespół wskoczy na wyższy poziom. Tymczasem w meczu z Hiszpanią trzeba było być absolutnie najlepszą wersją siebie, bo to bardzo solidna reprezentacja, z jasno określoną piłkarską tożsamością i kulturą gry. Dzisiaj w Portugalii najczęściej dyskutuje się o tym, że Roberto Martinez pracował z reprezentacją trzy i pół roku, a mimo to nie było widać postępu w grze zespołowej. Nie zbudował kolektywu, nie stworzył wyraźnego stylu. To może być najlepsze wyjaśnienie tego, dlaczego Portugalia nie spełniła oczekiwań.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    Wiadomo już, że Martinez nie pozostanie selekcjonerem. Kogo widziałby pan w roli jego następcy?

    Powszechnie mówi się, że nowym selekcjonerem zostanie Jorge Jesus. To trener o bardzo wyrazistym charakterze, jego dorobek mówi sam za siebie. Zbudował świetną karierę i udowodnił swoją wartość. Każdy, kto oglądał Benficę pod jego wodzą, doskonale wie, jak potrafią grać jego zespoły. Dlatego jesteśmy przekonani, że reprezentacja Portugalii będzie z nim prezentowała znacznie wyższy poziom niż obecnie.

    Cristiano Ronaldo pozostaje jedną z największych postaci w historii światowego futbolu. Jak dziś postrzega pan jego rolę w reprezentacji Portugalii?

    Nie jest mi łatwo to powiedzieć, bo Cristiano zrobił dla Portugalii naprawdę bardzo wiele. Do dziś, gdy rozmawia się za granicą o naszym kraju, pierwszą osobą, którą się wymienia, jest właśnie Ronaldo. To ogromna postać i jedna z najważniejszych ikon Portugalii. Problem polega jednak na tym, że z czasem jego obecność zaczęła stwarzać trudności. Martinez nie potrafił właściwie zarządzać tą sytuacją. Ronaldo grał od pierwszej do ostatniej minuty praktycznie w każdym meczu, a przecież trzeba było uwzględnić zarówno jego wiek, jak i potencjał innych napastników. Mieliśmy Goncalo Ramosa, który jest znakomitym zawodnikiem. Wystarczyło siedem minut na boisku, żeby zdobył bramkę. Strzela również gole w PSG i udowadnia swoją klasę. Mimo to selekcjoner nie potrafił odpowiednio rozwiązać tej sytuacji. Przez cały turniej portugalscy kibice oczekiwali od Martineza reakcji, ale nic się nie zmieniło. To stało się problemem. Być może nie jest to do końca sprawiedliwe wobec Cristiano, ale taka była rzeczywistość.

    Patrząc na młodsze pokolenie portugalskich piłkarzy, uważa pan, że reprezentacja jest gotowa na życie po Cristiano Ronaldo?

    Tak, jestem o tym przekonany. W mediach już teraz pojawia się wiele analiz dotyczących tego, jak będzie wyglądała podczas kolejnego mundialu. Obecna kadra wcale nie jest aż tak młoda, jak wielu się wydaje. To zespół dość doświadczony, choć oczywiście mamy kilku bardzo utalentowanych młodych zawodników. Portugalia od lat świetnie pracuje z młodzieżą i wierzę, że w najbliższym czasie do reprezentacji dołączy kolejna grupa bardzo dobrych piłkarzy. Jestem też przekonany, że sytuacja, z którą mieliśmy do czynienia w przypadku Ronaldo, już się nie powtórzy. Cristiano był absolutnym wyjątkiem. Niestety podczas tego mundialu jego obecność okazała się większym problemem niż rozwiązaniem.

    Cristiano Ronaldo

    ZUMA / newspix.pl

    Cristiano Ronaldo

    Kto pana zdaniem może zostać nowym liderem po jego odejściu?

    Myślę, że naturalnym kandydatem jest Joao Neves. Już jako 16— czy 17-latek wyróżniał się cechami przywódczymi. W internecie można znaleźć nagrania z czasów jego gry w młodzieżowych drużynach Benfiki, na których widać, jak rozmawia z kolegami i bierze odpowiedzialność za zespół. Takich cech nie da się nauczyć — to po prostu część charakteru. Oczywiście drużyna potrzebuje więcej niż jednego lidera. Poza trenerem ważne jest, aby na boisku było kilku zawodników, którzy potrafią wziąć odpowiedzialność za zespół. Do tej pory taką postacią był przede wszystkim Ronaldo. Widzę też w tej roli Vitinhę. To bardzo spokojny i dyskretny człowiek, ale lider nie musi być tym, który najgłośniej krzyczy. Przywództwo można okazywać również swoją postawą i jakością gry.

    Przejdźmy do Republiki Zielonego Przylądka. Był pan selekcjonerem tej reprezentacji, która na MŚ stała się jedną z największych sensacji. Co najbardziej zaimponowało panu w jej grze? Mentalność, dyscyplina taktyczna, a może coś zupełnie innego?

    Szczerze mówiąc, nie byłem zaskoczony, bo dobrze znam tych ludzi i ten zespół. Ich największą siłą jest charakter, radość z gry, jedność i ogromna więź z własnym krajem. Nigdy wcześniej nie spotkałem ludzi, którzy w tak silny sposób czuliby przywiązanie do swojej ziemi, rodzin i narodowych barw. To naprawdę poruszające. Oczywiście drużyna prowadzona przez Bubistę była także znakomicie zorganizowana w defensywie. W meczach z Argentyną czy Urugwajem było to doskonale widoczne. Sam awans i wyniki mogły być dla wielu zaskoczeniem, ale gdy popatrzy się na potencjał tej drużyny, absolutnie na to zasłużyła. To był również ogromny sukces dla całego kraju. Wielu ludzi na świecie wcześniej nawet nie słyszało o Republice Zielonego Przylądka, a to piękne miejsce i niezwykle utalentowany naród. Mają świetnych muzyków, pisarzy, piłkarzy i wielu wspaniałych ludzi. Bardzo się cieszę, że świat mógł ich lepiej poznać.

    Czy uważa pan, że ten mundial może na stałe zmienić sposób, w jaki świat patrzy na piłkę nożną w Republice Zielonego Przylądka? Czy ten turniej może okazać się punktem zwrotnym dla tej reprezentacji?

    Mam taką nadzieję i wierzę, że właśnie tak będzie. Od teraz wszystko wydaje się możliwe. To kraj liczący zaledwie około pół miliona mieszkańców, ale jego ogromną siłą są ludzie rozsiani po całym świecie. Społeczności kabowerdeńskie żyją w Stanach Zjednoczonych, Brazylii, Holandii, Francji czy Portugalii. Piłka nożna jest dla nich czymś więcej niż sportem — to sposób na utrzymywanie więzi między tymi społecznościami. Praktycznie wszyscy reprezentanci występują za granicą. Nie mają innego wyjścia, ponieważ na Wyspach Zielonego Przylądka nie istnieje profesjonalna liga. Żeby rozwijać karierę, muszą wyjechać. To nie jest jedyna reprezentacja na świecie funkcjonująca w taki sposób, ale właśnie dzięki temu doświadczeniu zdobywanemu w zagranicznych klubach mogą się rozwijać. To był ich pierwszy taki sukces na mundialu i wierzę, że w kolejnych latach będą jeszcze mocniejsi.

    Reprezentacja Republiki Zielonego Przylądka

    BSR Agency / Getty Images

    Reprezentacja Republiki Zielonego Przylądka

    Jednym z bohaterów tej reprezentacji był bramkarz Vozinha. Zna go pan bardzo dobrze. Jak ocenia pan jego występ podczas mundialu?

    Oczywiście przeciwko Hiszpanii nie wpuścił bramki, więc wszyscy skupili uwagę na bramkarzu. To naturalne. Moim zdaniem jednak największy udział w tym sukcesie miała cała defensywa i sposób, w jaki zespół bronił jako kolektyw. Właśnie to było największym sekretem tej drużyny. To nie zmienia faktu, że Vozinha był bardzo ważny i w kluczowych momentach ratował zespół. W pełni zasłużył na wszystkie pochwały. To bardzo skromny, życzliwy człowiek i świetny kapitan. Pamiętam, że kiedy razem pracowaliśmy, powiedział mi kiedyś, że marzy o tym, aby wyprowadzać drużynę na boisko z opaską. Odpowiedziałem wtedy, że nie do końca się z tym zgadzam. Uważałem, że dla drużyny lepiej, gdy kapitanem jest zawodnik z pola, bo ma większy wpływ na komunikację z sędzią i kolegami podczas meczu. Wiem, że było mu wtedy przykro. Ostatecznie jednak dałem mu opaskę i został jednym z kapitanów reprezentacji. Bardzo na to zasłużył.

    Chciałbym wrócić do mundialu w Meksyku w 1986 roku. Portugalia przegrała wtedy z Polską 0:1, a pan był w kadrze na ten turniej. Jak dziś wspomina pan tamten mecz? Pamięta pan jeszcze polskich piłkarzy?

    Oczywiście. Pamiętam Smolarka, który zdobył zwycięską bramkę, a także Bońka, który był wówczas największą gwiazdą polskiej piłki. Po tylu latach najlepiej pamięta się właśnie gola. Nigdy nie oglądałem ponownie całego spotkania, ale tę akcję pamiętam bardzo dobrze. Sam nie zagrałem w tym meczu. Dzień wcześniej na naszą reprezentację spadł ogromny cios, bo Bento, z którym występowałem również w Benfice, złamał nogę. To było bardzo trudne wydarzenie dla całej drużyny i miało ogromny wpływ na atmosferę przed spotkaniem. Polska była wtedy bardzo mocnym zespołem. My wcześniej pokonaliśmy Anglię i być może zbyt szybko uwierzyliśmy, że awans do kolejnej rundy będzie formalnością. Z perspektywy czasu uważam jednak, że Polska zasłużyła na zwycięstwo. Później przegraliśmy jeszcze z Marokiem i odpadliśmy z turnieju.

    To chyba nie są najlepsze wspomnienia.

    Zdecydowanie nie. Zresztą problemy zaczęły się jeszcze przed rozpoczęciem mistrzostw. Doszło do bardzo poważnego konfliktu pomiędzy piłkarzami a portugalską federacją. Jeśli poszuka pan informacji o aferze "Saltillo", wszystko stanie się jasne. Mieliśmy wtedy naprawdę wiele problemów i nie było warunków, żeby walczyć o sukces.

    Rui Aguas w 2015 r.

    ZUMA / newspix.pl

    Rui Aguas w 2015 r.

    Jakub Kamiński właśnie podpisał kontrakt z Benficą. Jak ocenia pan ten transfer? Czego może spodziewać się po tym klubie i czego Benfica może oczekiwać od niego?

    Taki zawodnik był Benfice bardzo potrzebny. W portugalskiej lidze wiele drużyn broni się bardzo głęboko przeciwko największym klubom, dlatego potrzebujemy piłkarzy, którzy potrafią grać przy linii bocznej, robić przewagę w pojedynkach i otwierać przestrzenie. Kamiński idealnie pasuje do tego profilu.

    Benfica potrzebowała kolejnego ofensywnego zawodnika grającego na skrzydle. To piłkarz w bardzo dobrym wieku, a przy tym — z tego, co wiem — nie kosztował fortuny. Ma już spore doświadczenie reprezentacyjne. Rozegrał około 30 meczów w kadrze Polski. Ja zakończyłem karierę z 31 występami dla Portugalii, więc wiem, jak cenne jest takie doświadczenie. Benfica to jednak ogromny klub i gra tutaj nie jest łatwa. Jeśli jednak daje się z siebie wszystko, ciężko pracuje i ma odpowiednią jakość, nie trzeba się niczego obawiać. Kibice naprawdę wspierają zawodników i tworzą wyjątkową atmosferę. Klub chce odzyskać mistrzostwo Portugalii. Sprowadzono również doświadczonego środkowego obrońcę, bo była to jedna z pozycji wymagających wzmocnienia. Teraz doszedł także Kamiński.

    W FC Porto gra z kolei trzech Polaków — Jan Bednarek, Jakub Kiwior i Oskar Pietuszewski. Jak ocenia pan ich występy w poprzednim sezonie?

    Odegrali bardzo ważną rolę w zdobyciu mistrzostwa. Porto bardzo mądrze zbudowało środek obrony. Dwaj środkowi obrońcy to fundament każdej drużyny i uważam, że Bednarek oraz Kiwior byli jednymi z kluczowych zawodników w walce o tytuł. Pietuszewski również ma duży potencjał. W tym sezonie będzie mógł to potwierdzić. Teraz do ligi dołącza jeszcze Kamiński i zobaczymy, kto będzie następny.

    Wygląda na to, że polscy piłkarze stają się w Portugalii coraz bardziej cenieni.

    Tak właśnie działa piłka. Jeśli jakiś kierunek transferowy się sprawdza, kluby chętnie do niego wracają. To zupełnie naturalne.

    Na koniec — kto zostanie mistrzem Portugalii? Benfica z Kamińskim czy Porto z trzema Polakami?

    (śmiech) Obecnie pracuję w telewizji Benfiki, więc chyba łatwo się domyślić mojej odpowiedzi. Zdecydowanie Benfica.

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Co o tym sądzisz?